poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Life is wasted on people.


"Kiedy rozum zdolny jest pojac,co sie wydarzylo,rany w sercu sa juz zbyt glebokie"...?!

wysyłasz niepodpisane smsy jak dzieciak i potem się do nich nie przyznajesz
teraz żałujesz?
Ja Ci mówię: pierdol się!

nie mam nic więcej do powiedzenia
Ludzię są żałośni.
Life is wasted on people.
Tracę życie, uczucia, pieniądze, całą siebie na ludzi. For what?
Za co? za nic!
Za cholerną złosc, zgorzkniałosc głęboko w przełyku, flakach i naiwnym sercu.

sobota, 14 sierpnia 2010

Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi...

Siedzę z laptopem na kolanach w nie swoim pokoju, ale czuję się jakbym była u siebie.
Jakby to mógł byc mój dom, jeśli tylko pozwolę siebie kochac miłością na którą naprawde zasługuję.
Bo dziś wstała, poszła do sklepu i zrobiła mi śniadanie, a teraz siedzi w pracy, a niedługo jadę po Nią i idziemy na grilla. Wysprzątałam jej mieszkanie, bo lubię robic coś dla kogoś..
Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi...
Bo cierpię właśnie na pewną przypadłośc.
Tęsknię i maniakalnie myślę o ludziach, którzy zranili mnie najbardziej
Za tymi, którzy traktowali mnie bardziej przedmiotowo, jako dodatek do swojej osoby niż jako partnerkę.
Tak jakbym miała zakodowane, że nie zasługuję na nic lepszego i dobrze czuję się tylko w związku, w którym to ja daję więcej i kocham bardziej, bo wtedy nie mam sobie nic do zarzucenia.
Czy to faktycznie prawda, co powiedziała moja dobra blogowa koleżanka:), że właśnie takie jesteśmy?
Ze łatwiej byc w takim związku, bo wtedy nie żyjemy w wyrzutach sumienia, że ktoś daje nam wszystko, a nam to nie starczy i cały czas myślimy o kimś innym?
Możliwe, że mam szansę na coś wyjątkowego i prawdziwego.
Na kogoś, kto będzie kochał miłością jaką sobie wymarzyłam
Będzie patrzył i dotykał ze szczerością
Gdy ostatniego wieczoru tak na mnie patrzyła, wzdychała, a ja w powietrzu mogłam poczuc, że w jej oczach jestem kimś wyjątkowym, to się popłakałam. Nie mogłam przestac...
A ja nie mogę się przestac bac, że ja nie pozbędę się tej części siebie, która nie potrafi tego przyjąc, bo nie jest do takiego stanu rzeczy przyzwyczajona.
Ale obiecałam sobie tym razem przestac.
Przestac tęsknic do ludzi, którzy wyrwali mi serce, by zniszczyli szansę na prawdziwe szczęście
Dziś idę na grilla z kimś, kto bardzo chce bym tam była i poznała bliskie osoby.
I ja bardzo chcę tam byc
Może to początek czegoś dobrego...

sobota, 7 sierpnia 2010

złamane istoty.

Kiedyś oglądałam film Winged Creatures, który opowiada o tym
jak strzelanina wpływa na grupę ludzi, którzy byli jej świadkami i ją przeżyli
to tramautyczne przeżycie wpływa rozmaicie na każdego z bohaterów
jedni milkną
inni wierzą, że są wybrańcami losu
inni zwracają się ku Bogu
jeszcze inni nie potrafią o tym mówić i zamykają się w sobie wprowadzając w obłęd
inni skupiają się na paru szczegółach, które widzieli podczas strzelaniny
ptak, krzyż, szczęśliwa siódemka
i to sprawia, że sama się zastanawiam
jak każda trauma i cierpienie wywołuje u ciebie falę uczuć
od nienawiści, złości, poczucia niesprawiedliwości, po spókoj, pogodzenie, może nawet wybaczenie
bo, gdy ja cudem uniknęłam wypadku
adrenalina czy zdolnosc działania szybko w stresie, że nie uderzyłam w tamto drzewo, w tamten znak i samochód tylko wylądowałam w rowie
długi czas zastanawiałam się nad tym
dlaczego ja?
dlaczego ja?
czy to ma jakieś znaczenie?
dlaczego ja żyję, kiedy inni umarli?
czy to zachodzące wtedy słońce było Bogiem, który sprawował nade mną piecze?
tak samo jak ci bohaterowie nie mogłam, nie potrafiłam z nikim podzielić się tym co we mnie
czy każdy z nas ma jakiś plan?
gdzieś tam dla nas zapisany
czy to my sami go tworzymy swoimi iluzjami i przypuszczeniami?
szukamy czegoś, co nami rządzi, by życie bolało mniej
więc patrzymy na motyla, słuchamy śpiewu ptaka, szumu wiatru i się zastanawiamy czym to wszystkim jest
czy wszystko ma swoje ustalone znaczenie i wartość od początku istnienia czy to my tą wartość przypisujemy, czasem wyolbrzymiamy, by wytłumaczyć sobie nieszczęścia, które nas napotykają?
ja wiele takich wymówek w swoim życiu szukałam i się do nich odwoływałam
zadawałam wiele pytań
dlaczego akurat ja? dlaczego akurat my?dlaczego akurat ty?
gdy zmarła babcia
parę miesięcy później odeszła następna
i tego samego roku Rafał zginął w wypadku
nie dostałam się na studia za pierwszym razem
odeszła ode mnie największa miłośc
wszystko tego samego roku
co to miało wszystko znaczyć?
to,co to ze mną zrobiło nikt nie jest w stanie ogarnąć, bo każdy wszystko przeżywa na swój sposób
wiem jedno
że ludzi w tym filmie rozumiem
rozumiem ich potrzebę uciekania się do czegoś, by na nowo odnaleźć sens życia kiedy jakaś trauma nam udowodniła jego bezsens

Mówi się, że człowiek powinien uczyc się na błędach, wyciągac wnioski na przyszłośc
jesteśmy tylko ludźmi i zawsze powielamy schematy
Zresztą, ja już nie chcę się uczyc
Chcę wieczności z kimś u boku. Takie nic, a tak wiele. A może miłośc jest jedną z najmniej trwałych w wieczności i szukamy nie tam, gdzie trzeba?

Pain is something that forces us to grow,
Maybe I don't want to grow...

piątek, 6 sierpnia 2010

"ja sobie sam poradzę, mam dośc swoich marzeń"

"the world is too fragile for people to be untrue,
there's too much at stake and life is too short for lies
and you're the worst kind of person in the world cause you've wasted my heart, my time..."

ilu osobom mogłabym to powiedzieć, ile osób mogłoby takie słowa wymierzyć we mnie?
właściwie to nie pytanie, to stwierdzenie.

bo tak, świat jest zbyt delikatny na bycie nieszczerym
za dużo mamy do stracenia, a życie jest za krótkie na kłamstwa
i taka osoba jak N. jest najgorszą osobą na świecie, bo zmarnowała moje serce i czas.
Nie rozumiem jak mogą tacy ludzie istniec
Nie pojmuję, że istnieją tacy jak ja, którzy się na to nabierają
Dlatego nadal dopadają mnie momenty takiej złości jak ta
jestem nieziemsko wkurzona na nią
za to, że chodzi, oddycha i istnieje i to w moim mieście i moich lokalach i śmie witac się z moim rodzeństwem
że to ja muszę się zmierzac z upokarzającym pytaniem matki i brata : dlaczego N. się już nie pojawia? czemu nie była na ślubie i nawet telegramu nie wysłała?
I to ja muszę wymyślac upokorzający mnie powód, dlaczego nagle zniknęła, dlaczego nie będzie się już pojawiac i z jakiego niby powodu przestałam ją lubic i nie jestjuż moją "Znajomą"
to, zamiast prawdy.
Jednak staram się nie dac nienawiści, by jeszcze ona mnie nie zniszczyła. Ostatnio śniłam jak spotykam ją w pubie i rzucam nią o ścianę i po prostu sprawiam fizyczny ból.
Nie chcę stac się jeszcze bardziej zgorzkniała przez kogoś, kto nawet nie zasługuję na uczucie nienawiści i jakąkolwiek uwagę.
Wystarczy, że straciłam zaufanie do ludzi i ich słów, wiarę w wielkie czyny, gesty i uczucia i teraz muszę małymi kroczkami uzdrawiac siebie sama.
I tak jestem z siebie dumna jak spędzam te wakacje. Normalnie, corocznie miałam tzw. wakacyjną depresję. za dużo czasu równało się zbyt częstemu rozważaniu na temat swojej płaskiej egzystencji. Tego roku staram się z niej korzystac. Wychodzic ile się da, usmiechac ile się da. Choc nigdzie nie wyjechałam, oszczędności wydałam na wesela, to było warto, bo daaawno się tak nie bawiłam.

Jesteśmy skazani na tęsknoty naiwnego serca
wypijemy tą śmiertęlną kroplę
i będziemy kochac aż zaczniemy krwawic
a potem znowu rozpadnę się na kawałki

Więcej niż pewne, że znowu zatracę się kiedyś dla kogoś i będę cierpiec, albo to ja tym razem kogoś zranię...

poniedziałek, 26 lipca 2010

cisza, ja i czas.

Trochę czasu musiało minąc zanim tu zasiądę i coś napiszę. Właściwie nadal nie wiem co mam pisac. Mam mówic o tym jakie życie jest przewrotne? Jak zdolnośc człowieka do kłamstw jest przerażająca? Jaki człowiek potrafi byc głupi, gdy potrzebuje miłości?
Miejsca by mi nie starczyło, gdybym miała spisac wszystkie uczucia i wydarzenia ostatnich tygodni. Koniec końców, okazało się, że był ktoś inny. Żadne "nie czuję już tej radości", po prostu był ktoś inny. Za dużo przepraszania i brania winy na siebie, a ja wiem, że to oznacza zdradę. I tak się okazało, że byłam okłamywana od ponad roku. A właściwie cały ten związek był jedną wielką fikcją. Tym czym chciałam wierzyc, że jest. Nigdy więcej nie pozwolę miłości zaślepic mojego rozsądku i nie będę uciszac swoich instynktów tylko dlatego, że bardzo chcę z kimś byc. Powinnam miec na czole wytatuowane "idiotka". Jednak postanowiłam nie dawac się złości jak tylko potrafię. Nie dawac się gorzkim smakom słów, jakie chcę wykrzykiwac. Stac się kompletną pesymistką nie wierzącą ani jednemu człowiekowi. Bo to, co na pewno następuję teraz, to kompletny brak zaufania do ludzi. Planowac z kimś życie, by na drugi dzień powiedziec, że to koniec. Kto tak robi? Ludzie bez serca, skrupułów, sumienia, a przede wszystkim dojrzałości emocjonalnej. W przypływie emocji, pragnienia czegoś prawdziwego i wielkiego dałam się ponieśc na wody przeszłości. Przyniosły mi one parę pięknych dni i chwil zapomnienia. Przypomniały mi czym jest miłośc i jak powinna ona wyglądac. Jednak znowu wdarła się rzeczywistośc i usłyszałam, że jestem tylko przyjaciółką. Nie żałuję jednak tych chwil, bo uświadomiły, czego powinnam szukac, jeśli pewnego dnia się na to zdecyduję. Choc zabolało to podwójnie to nauczyło mnie kolejnej lekcji.
Czasami zastanawiam się czy miłośc w ogóle istnieje. Czy to tylko wytwór naszej wyobraźni i ogromnej chęci bycia potrzebnym i kochanym. Tak wielu ludzi nie ma pojęcia czym jest miłośc. Często wmawiamy sobie, że ktoś posiada dane cechy, ignorujemy wady, bo tak bardzo chcemy, żeby to było to. Miłośc to czasami siła sugestii. Nigdy więcej czegoś takiego. Nigdy więcej dawania całej siebie, bez niczego w zamian. Czemu ludzie tylko biorą? Ja mam tyle do ofiarowania, ale nie dam już tego nikomu póki ktoś nie pokaże wystarczającego zaangażowania i stabilizacji emocjonalnej. Nigdy więcej popaprańców i ludzi zamkniętych w sobie. To tylko zostawia miejsce na mnóstwo kłamstw..
Dziś  chodzę z głową podniesioną i korzystam z dni mi danych. Zapełniam czas spotkaniami z ludźmi, których zaniedbywałam. W weekend był ślub mojej ukochanej siostry i zabawa trwa do dziś. W sobotę wybieram się na kolejne wesele. I tak zabawa w życie trwa. Człowiek, gdy wraca do bycia singlem widzi dopiero ile ludzi go pragnie i się interesuje. Ja jednak nie chcę nikogo. Czas na siebie, poukładanie sobie swojego wnętrza samodzielnie, a nie łatanie dziur w sercu kolejnymi emocjami i uniesieniami.  Czas na polubienie siebie i zaakceptowanie własnych błędów. Wiem, że gdy będę chciała i będę gotowa to kogoś znajdę. Teraz jednak tylko cisza, ja i czas.

wtorek, 6 lipca 2010

the trouble with love is...


Ludzie przeżywają dwie najbardziej pamiętne chwile swojego związku
Pierwszy i ostatni pocałunek.
Tego ostatniego zwłaszcza nie zapomnę..

Całkiem możliwe, że przez jakiś czas będę monotematyczna. Teraz już wiem, że to definitywny koniec. Głupia spotkałam się z Nią, gdy mnie poprosiła jak była pijana. I jak to pijany człowiek, narobiła mi nadziei, dotykała, całowała jakby nigdy nie przestała kochac, powiedziała, że kocha i potrzebuje w moim życiu, by na drugi dzień znowu nie odpisywac na smsy, które wymagają uczuc, jak to nazwała. Wczoraj spotkałyśmy się po raz ostatni. Czysta formalnośc...
"Już nie wrócimy do siebie, trudno mi było podjąc tę decyzję. Nie jestem już szczęśliwa, ta radośc wygasła, nigdy nie byłoby tak jak kiedyś".
Ja nigdy Jej nie wybaczę, że się nie starała. Nie starała walczyc o Nas, o te 2 wyjątkowe lata. Ze znowu wybrała łatwiejsze wyjście zamiast walkę i próbę zmiany. Znowu zatrzasnęła przede mną drzwi zamiast ze mną rozmawiac i dac sobie pomóc. Myślałam, że trafiłam na najbardziej normalną i kochaną kobietę świata i tak było, ale nie pomyślałam, że koniec końców zabraknie jej dojrzałości. Mówiłam sobie, że będę walczyc, chocby nie wiem jak to bolało, bo warto, ale teraz już nie mam siły.
To jak ją kocham nie są w stanie wyrazic żadne słowa
To jak będzie mi jej brakowac
To jak cierpię nie da się przełknąc, dlatego wymiotuję.
Przestanę pic, ale nie mogę też nic zjeśc. Plus taki, że znowu schudnę z nerwów.
Dziś boli mnie całe ciało, choc wiem, że to wina pogody, to nie da się zauważyc, że ból ciała wyraża ból duszy.
Łzy nie przestają płynąc, jakaś szalona częśc mnie wierzy, że coś się jeszcze odmieni.
Kiedyś ta nadzieja umrze, ta miłośc umrze, łzy wyschną, wiem to. Podnosiłam się nie raz, ale nie mówcie mi dziś, że przyjdzie lepsze jutro, bo dziś w nie nie wierzę. Nie wierzę w ludzi, nie wierzę w miłośc, nie widzę przyszłości, tylko przeszłośc.
"przepraszam, nie chciałam Cię skrzywdzić, zasługujesz na kogoś lepszego" - jak ja nienawidzę takich słów.. 


Miłośc może byc milionem nieziemskich rzeczy
Przynosic tyle radości
Setki róż, diamentowych pierścionków
Marzeń na sprzedaż i bajek
Sprawi, że usłyszysz symfonię
I chcesz by słyszał ją cały świat
Ale tak jak narkotyk, który Cię zaślepił
Zrobi z Ciebie głupka za każdym razem

Problem z miłością jest taki, 
że rozerwie Cię od środka na strzępy
Sprawi, że serce uwierzy kłamstwu
I miłośc stanie się silniejsza niż twoja duma
Problem z miłością jest taki, 
że nie obchodzi ją jak szybko spadasz
i że nie potrafisz nie krzyknąc
A i tak nie masz nic do powiedzenia

Jestem smutniejsza, ale i mądjrzejsza
Przysięgłam, że nigdy nie będę już kochac
Przysięgłam, że moje serce już nigdy nie będzie potrzebowac naprawy
Przysiegłam, że miłośc nie jest warta takiego cierpienia
A potem słyszę jak znowu woła moje imię

Za każdym razem, gdy patrzę wstecz myślę, że już wiem wszystko
Ta sama historia wiecznie się powtarza
Ja stojąca w ulewie
Nieważne co zrobię
Rozedrze moje serce na pół

czwartek, 1 lipca 2010

lukrowana fikcja.

Dziś była dobra noc
Upiłam się do tego stopnia, że wytrzymałam do rana bez żadnego snu
Nie śniłam znów żałośnie o tym, że do mnie wracasz i mnie przepraszasz
Nie martwcie się, nie piłam sama, były urodziny mojego ojca i zdałam
na nauczyciela kontraktowego
Ale właśnie tym się teraz głównie zajmuje
piciem
To co czuję, co chcę powiedziec...
Złamałaś mi serce
Złamałaś mnie
Upokorzyłaś mnie
Poniżasz mnie za każdym razem, gdy nie odpisujesz na poważnego smsa
Nie ma chwili, gdy zostaje sama, żebym nie zaczęła ryczec
Przez co czuję się głupio i żałośnie, bo Ty pewnie potrafisz z tym życ
Ja nie potrafię poradzic sobie z faktem, że po raz kolejny ktoś odebrał mi wiarę w miłośc
Straciłaś moje zaufanie i szacunek
Sprawiłaś, że nasze ostatnie 2 lata to lukrowana fikcja
Wszystkie listy w szafie, Twoje słowa, to słowa bez pokrycia
Wszystkie uśmiechy i spojrzenia złapane na zdjęciach to chwilowe zapomnienie
Zabrakło Ci dojrzałości emocjonalnej? Nie wiem, bo nie rozmawiasz ze mną
Ale wygląda na to, że byłaś zakochana w byciu zakochanym, a nie we mnie
I dopóki tego nie pojmiesz następną swoją kobietę też zostawisz z tego samego powodu
Kocham Cię i nienawidzę
Gardzę Tobą i pragnę Cię jednocześnie
Miewam szalone myśli
Stoję na ulicy i czekam na najszybszy samochód
Tego Ci nie wybaczę
Nigdy nie pojmiesz co ze mną zrobiłaś
Kwestia czasu, kiedy matka zauważy, że się już nie pojawiasz
i będę musiała się zmierzyc z tym pytaniem i będę musiała skłamac
nie móc znowu powiedziec jak cierpię własnej matce
wszyscy znajomi Cię znają, każdy polubił i nikt nie wierzy
i też non stop padające pytania, dlaczego? to nie ja powinnam na nie odpowiadac
Gdy pomyślę sobie, że to Ty próbowałaś mnie zdobyc, że zrezygnowałam ze związku poprzedniego i wybrałam szczęście z Tobą
Jeszcze bardziej tego nie pojmuję
Nie pojmuję jak już nie możesz zobaczyc we mnie niczego, co kochasz?
W podświadomości gdzieś bałam się, że zrobisz ze mną to samo, co z Karoliną
Bo nie jestem już zakazanym owocem?
Bo to już jest nudne?
O to chodzi?
Tyle pytań, zero odpowiedzi
Dlatego upijam myśli złe by nie prześladowały mnie

środa, 23 czerwca 2010

słoik pełen słonych wspomnień o Tobie.


Przyszedł ten dzień, gdy usłyszałam:
Nie wiem...Sama nie wiem czego chcę...nie wiem czy to przyzwyczajenie.
Nawet słowo "kocham" przez gardło jej nie przechodzi.
Nie oszukujmy się
bo w niej już go nie ma.
Co chwilę piszę jak to znalazłam szczęście, kobietę, z którą chce budowac wspólny dom
Naprawdę w to wierzyłam, że w końcu to ja stałam się lepszym człowiekiem, że nie zdradzę jej nigdy, nigdy nie skrzwydzę, nie opuszczę
a tu wielkie BOOM! Zapomniałam, że to mi może się przytrafic!
To jest jak grom z jasnego nieba. Wszystko normalnie, jednego dnia planujemy wakacje, a drugiego słyszę to.
Czułam, że coś nie tak, czułam dystans, bałam się zapytac, by nie usłyszec potwierdzenia swoich obaw i proszę!
Nie będzie żadnego domu, tym bardziej rezygnuję z mieszkania
Choc po Waszych komentarzach i przemawianiu do rozsądku przez wszystkie napotkane osoby postanowiłam walczyc jak lew o swoje szczęście i się wyprowadzic. Teraz po co mi to, tym bardziej jak się sama nie utrzymam.
Otóż, nie oszukujmy się, słowa:
"Potrzebuję czasu" oznaczają tylko przedłużenie nieuniknionego
Miłośc w niej umarła, ale wydaje się jej, że w ten sposób mnie nie krzywdzi tak bardzo
otóż wyję jak porąbana, żygac mi się chcę, ręcę mi się trzesą i nie wiem za cholerę jak skupic się na pracy!
Wierzę, że złamane serce to nie tylko powiedzenie, nie tylko stan psychiczny, ale że nasze serce rzeczywiście pęka. Małe drobne pęknięcia, które zamiast dac nam ulgę i pozwolic nam umrzec, karzą nam dalej męczyc się z kolejnymi straconymi miłościami...
"Tęsknię choc wiem, nie powinieniem
Zostałam sam jak stoję,
z rozsznurowanymi butami,
Mam słoik pełen słonych wspomnień o Tobie"...
Nie chcę słuchac tej piosenki i myślec, że ona jest o mnie
nie chcę
nie chcę
nie chcę mi się byc bez Niej...

piątek, 18 czerwca 2010

broken record.

Jak zdarta płyta
powtarzam uczucie z początku tygodnia
dziś? nie chcę mi się byc.
Mam ochotę wypic. Na to mam ochotę, zwilżyc usta alkoholem
żeby łzy, gdy spłyną z oczu, rozbiły się o krawędź szklanki z wódką.
Środek tygodnia był bardzo obiecujący. Mógł odwrócic całe moje życie do góry nogami. Moi rodzice wrócili od znajomych i okazało się, że kupili oni mieszkanie Wykończą je i chcą wynajmowac. Ja musiałabym tylko sprawic sobie meble. Super, nowe mieszkanie z 3 pokojami, łazienką i kuchnią. Za bardzo małe pieniądze. Od razu się na nie zgodziłam. Myśląc, że co rodzice będą miec do gadania. Wprowadzę się tam ze swoją dziewczyną. Bo choc tanie, to niekoniecznie na początek będzie mnie stac utrzymac je sama. Na początku byli mojemu pomysłowi przychylni, ale niestety zobaczyłam jak moi rodzice jeszcze naiwnie wierzą, że znajdę męża. Że chcą bym mieszkała tam sama. Próbuję im przemówic do rozsądku, ale oni nie chcą słuchac. W głowie miałam już wspólny dom i życie. Dziś to marzenie rozlało się gdzieś między obiadem, a kawą przy stole. Rodzice uświadamiają sobie, że sama nie dam rady z opłatami, że to nierealne. I do głowy im nie przychodzi pozwolic mi zamieszkac z kimś. Taka okazja! A ja nie umiem walczyc o swoje. Nie umiem ich rozczarowywac. Zawsze bałam się pięści ojca. Co śmieszniejsze, mama powiedziała, że mnie nie puści z domu. Nigdy nie chciała. Myślała, że to ja jedyna zostanę z nią do końca. Z jednej strony miło, że tak myśli. Że ma mnie za córkę, na którą zawsze będzie mogła liczyc. Ale z drugiej strony jakie to egoistyczne z ich strony,prawda? Przez sekundę nie przechodzi im przez myśl czego ja mogę chciec. Zresztą mieszkałabym tylko 2 ulice dalej. Na tym samym osiedlu.
W psychologii mówi się, że stres może byc stanem, w który sami się wprowadzamy. Wprowadzamy się w stan stresu przez nasze zbyt wysokie aspiracje. Tak samo ja wprowadzam się w depresję.
W jednym z moich ulubionych filmów "American Beauty" pada kwestia "Can you be any more pathetic?". Więc ja siebie pytam, czy mogłabym byc jeszcze bardziej żałosna?
Tak bardzo ostatnimi czasy pragnę odwrócenia kart. Jakiegoś znaku, jakiejś niespodziewanej dawki szczęścia. Tak bardzo, że w swojej bezkresowej naiwności wydałam ostatnio 200zł na smsy do Rmfu, bo tak cholernie chciałabym coś wygrac. 200zł! Idiotka! I każdego dnia tylko wkurzam samą siebie tracąc pieniądze nie mając nic w zamian.
Więc tak, słowo na dziś to żałosna. Czuję się żałośnie.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

niebyt.


Dziś będzie krótko.
Tak sobie myślę, że ostatnio nie mam weny
i tak sobie myślę, że gdyby smutne piosenki, dołujące głosy, dźwięki skrzypiec i fortepianiu mogły podcinac żyły,
to umarłabym po stokroc.
W taki dzięń jak wczorajszy czy dzisiejszy
Podcinam sobie żyły zabójczymi nutami, które skutecznie docierają do serca i umysłu
i tonę we własnym sosie udręczenia
i wyjdę z tego jak zwykle sama i tylko dzięki sobie
bo komu by się chciało wskoczyc za mną.
Pesymistyczno-fatalistycznie.
Jaki to wszystko ma sens?
Wczoraj się dowiedziałam, że ojciec mojego bliskiego znajomego zmarł w dzień jego urodzin 2 miesiące temu
dopiero wczoraj! nie chciał mi zawracac głowy.
A ja czuję się kiepską przyjaciółką, bo bardzo chciałam byc przy nim na tym pogrzebie.
Przyszłośc nie rysuje się znów różowo.
A moje łzy i smutek, moja dziewczyna znowu odbiera jako focha na nią.
ręce opadają. wszystko opada. mi się nie chcę byc.
I jeszcze na dodatek ostatnio wszędzie widzę kobiety w ciąży
w większości moje koleżanki z czasów szkolnych
i te uśmiechnięte zdjęcia na NK albo facebooku
przypominające ciągle o tym, co nieosiągalne
i uczniowie w pracy jeszcze bardziej przytulaśni się zrobili
kill me now po prostu.

http://www.youtube.com/watch?v=RKHk97YmkVA&feature=related