Należy umieć oceniać i dostrzegać
swój postęp. Bez dostrzegania pozytywów w swoim postępowaniu i rozwoju można utknąć
w otchłani, studni użalania się nad sobą bez dna. Stajecie z boku siebie i
obserwujecie swoje wygrane i przegrane bitwy? Czasami nie warto patrzeć na
ofiary, ale jak się wyszło z tego całym. Zbyt często widzimy siebie jako
ofiarę, jedyną ofiarę. Zbyt często skupiamy się na ranach zamiast sięgnąć po
lekarstwa by je zabliźnić. Oczywiście opłakiwanie jest potrzebne, jest częścią
podnoszenia się, przecież wylejemy tyle łez aż w końcu wypchną nas na brzeg
własnych obaw, cierpień i poczujemy ciepły piasek pod stopami. Ból nie
powinien, nie może być ostatecznością. Ból jest tym co zmusza nas do rozwoju.
Więc nie zaprzeczajmy mu, przeżyjmy go, ale nie skupiajmy się na nim zbyt długo
jako jedynej statecznej naszego życia.
Są chwile kiedy moim ulubionym
słowem na opisanie siebie i swojego życia jest przymiotnik
"pathetic". Kiedyś to były dni, miesiące, lata, gdy tak czułam. Teraz
to wraca czasami, momentami, na chwilę. Traktuję to jako osobisty postęp. Nie
dni, tygodnie, miesiące, ale chwile. Dziś ta chwila mnie dopadła, ale trzeba umieć
poradzić sobie z samym sobą, gdy nie ma nikogo do pomocy. Te chwile
przypominają mi, że kiedyś było o wiele gorzej, więc dziś nie mam na co narzekać.
Dziś jestem świadoma swoich nastrojów, odczuć, uczuć i ich braku. Trzeba je uzupełniać
na swoje sposoby. Jak uzupełnić „na domowe sposoby” endorfiny? Jedni zajadają
smutki jedzeniem, drudzy je zapijają. Co robicie Wy? Ja staram się jak mogę nie
„zapychać” negatywnych uczuć pozornym, chwilowym szczęściem. Pozwalam sobie je odczuć,
ale staram się też je zniwelować na tyle, ile sama potrafię i mam w sobie siły.
Dlatego czasem dla siebie gotuję, może wleję trochę do garnka łez w procesie
tworzenia, ale po chwili wyparują przy parze samozadowolenia. Wybieram film na
wieczór, który wyciśnie resztki łez z ręcznika zmartwień, ponieważ, jak
mówiłam, nie uciekam od uczuć, wyciskam je do końca by przeżyć swoiste
katharsis, spojrzeć w lustro i przekrwione oczy od łez i po chwili się do siebie
uśmiechnąć, że przeżyłam kolejne podłamanie i wyszłam z niego cało.
Jednak dziś skupiam się na mojej
ulubionej formie wyzbywania się negatywnych emocji. Muzyce, tańcu i śpiewie.
Embarrassing fact about Junkie – mało kto, wie, że śpiewam, śpiewam głośno,
pełna emocji, złości, miłości, tęsknoty, zmysłowości i pasji do kamery,
nagrywam, a potem oglądam by wychwycić każdą wyśpiewaną emocję, zidentyfikować
ją i sobie z nią poradzić. Bo emocja uchwycona na ekranie, zobaczona w krzywym
zwierciadle własnego ja, staje się wtedy mniej przerażająca, nie włada mną już,
zamknęłam ją w ekranie i zachowałam tam. Wierzę, że nieważne ile będę mieć lat,
będę to robić zawsze, bo to moja ukochana forma wyrażania siebie i swoich
emocji. Jeśli komukolwiek pozwolę to sobie odebrać, stracę siebie.
Macie swoje sposoby na odzyskiwanie
siebie? Na wypędzenie demonów? Gdzie je zamykacie? W książce na kanapie, w
filmie, piosence, potrawie czy na siłowni? Każdy z nas ma na pewno jakiś „dzban”,
w którym może zamknąć najciemniejsze części siebie. Bez takiego dzbana, nigdy
nie ujrzymy słońca. Za długo go nie widziałam, a gdy ujrzałam, staram się jak
mogę nie pozwolić nikomu, przede wszystkim sobie, znów go przesłonić burzowymi
chmurami.
Na moje demony pomagają kojące głosy i słowa, jak te:

