poniedziałek, 26 lipca 2010

cisza, ja i czas.

Trochę czasu musiało minąc zanim tu zasiądę i coś napiszę. Właściwie nadal nie wiem co mam pisac. Mam mówic o tym jakie życie jest przewrotne? Jak zdolnośc człowieka do kłamstw jest przerażająca? Jaki człowiek potrafi byc głupi, gdy potrzebuje miłości?
Miejsca by mi nie starczyło, gdybym miała spisac wszystkie uczucia i wydarzenia ostatnich tygodni. Koniec końców, okazało się, że był ktoś inny. Żadne "nie czuję już tej radości", po prostu był ktoś inny. Za dużo przepraszania i brania winy na siebie, a ja wiem, że to oznacza zdradę. I tak się okazało, że byłam okłamywana od ponad roku. A właściwie cały ten związek był jedną wielką fikcją. Tym czym chciałam wierzyc, że jest. Nigdy więcej nie pozwolę miłości zaślepic mojego rozsądku i nie będę uciszac swoich instynktów tylko dlatego, że bardzo chcę z kimś byc. Powinnam miec na czole wytatuowane "idiotka". Jednak postanowiłam nie dawac się złości jak tylko potrafię. Nie dawac się gorzkim smakom słów, jakie chcę wykrzykiwac. Stac się kompletną pesymistką nie wierzącą ani jednemu człowiekowi. Bo to, co na pewno następuję teraz, to kompletny brak zaufania do ludzi. Planowac z kimś życie, by na drugi dzień powiedziec, że to koniec. Kto tak robi? Ludzie bez serca, skrupułów, sumienia, a przede wszystkim dojrzałości emocjonalnej. W przypływie emocji, pragnienia czegoś prawdziwego i wielkiego dałam się ponieśc na wody przeszłości. Przyniosły mi one parę pięknych dni i chwil zapomnienia. Przypomniały mi czym jest miłośc i jak powinna ona wyglądac. Jednak znowu wdarła się rzeczywistośc i usłyszałam, że jestem tylko przyjaciółką. Nie żałuję jednak tych chwil, bo uświadomiły, czego powinnam szukac, jeśli pewnego dnia się na to zdecyduję. Choc zabolało to podwójnie to nauczyło mnie kolejnej lekcji.
Czasami zastanawiam się czy miłośc w ogóle istnieje. Czy to tylko wytwór naszej wyobraźni i ogromnej chęci bycia potrzebnym i kochanym. Tak wielu ludzi nie ma pojęcia czym jest miłośc. Często wmawiamy sobie, że ktoś posiada dane cechy, ignorujemy wady, bo tak bardzo chcemy, żeby to było to. Miłośc to czasami siła sugestii. Nigdy więcej czegoś takiego. Nigdy więcej dawania całej siebie, bez niczego w zamian. Czemu ludzie tylko biorą? Ja mam tyle do ofiarowania, ale nie dam już tego nikomu póki ktoś nie pokaże wystarczającego zaangażowania i stabilizacji emocjonalnej. Nigdy więcej popaprańców i ludzi zamkniętych w sobie. To tylko zostawia miejsce na mnóstwo kłamstw..
Dziś  chodzę z głową podniesioną i korzystam z dni mi danych. Zapełniam czas spotkaniami z ludźmi, których zaniedbywałam. W weekend był ślub mojej ukochanej siostry i zabawa trwa do dziś. W sobotę wybieram się na kolejne wesele. I tak zabawa w życie trwa. Człowiek, gdy wraca do bycia singlem widzi dopiero ile ludzi go pragnie i się interesuje. Ja jednak nie chcę nikogo. Czas na siebie, poukładanie sobie swojego wnętrza samodzielnie, a nie łatanie dziur w sercu kolejnymi emocjami i uniesieniami.  Czas na polubienie siebie i zaakceptowanie własnych błędów. Wiem, że gdy będę chciała i będę gotowa to kogoś znajdę. Teraz jednak tylko cisza, ja i czas.

wtorek, 6 lipca 2010

the trouble with love is...


Ludzie przeżywają dwie najbardziej pamiętne chwile swojego związku
Pierwszy i ostatni pocałunek.
Tego ostatniego zwłaszcza nie zapomnę..

Całkiem możliwe, że przez jakiś czas będę monotematyczna. Teraz już wiem, że to definitywny koniec. Głupia spotkałam się z Nią, gdy mnie poprosiła jak była pijana. I jak to pijany człowiek, narobiła mi nadziei, dotykała, całowała jakby nigdy nie przestała kochac, powiedziała, że kocha i potrzebuje w moim życiu, by na drugi dzień znowu nie odpisywac na smsy, które wymagają uczuc, jak to nazwała. Wczoraj spotkałyśmy się po raz ostatni. Czysta formalnośc...
"Już nie wrócimy do siebie, trudno mi było podjąc tę decyzję. Nie jestem już szczęśliwa, ta radośc wygasła, nigdy nie byłoby tak jak kiedyś".
Ja nigdy Jej nie wybaczę, że się nie starała. Nie starała walczyc o Nas, o te 2 wyjątkowe lata. Ze znowu wybrała łatwiejsze wyjście zamiast walkę i próbę zmiany. Znowu zatrzasnęła przede mną drzwi zamiast ze mną rozmawiac i dac sobie pomóc. Myślałam, że trafiłam na najbardziej normalną i kochaną kobietę świata i tak było, ale nie pomyślałam, że koniec końców zabraknie jej dojrzałości. Mówiłam sobie, że będę walczyc, chocby nie wiem jak to bolało, bo warto, ale teraz już nie mam siły.
To jak ją kocham nie są w stanie wyrazic żadne słowa
To jak będzie mi jej brakowac
To jak cierpię nie da się przełknąc, dlatego wymiotuję.
Przestanę pic, ale nie mogę też nic zjeśc. Plus taki, że znowu schudnę z nerwów.
Dziś boli mnie całe ciało, choc wiem, że to wina pogody, to nie da się zauważyc, że ból ciała wyraża ból duszy.
Łzy nie przestają płynąc, jakaś szalona częśc mnie wierzy, że coś się jeszcze odmieni.
Kiedyś ta nadzieja umrze, ta miłośc umrze, łzy wyschną, wiem to. Podnosiłam się nie raz, ale nie mówcie mi dziś, że przyjdzie lepsze jutro, bo dziś w nie nie wierzę. Nie wierzę w ludzi, nie wierzę w miłośc, nie widzę przyszłości, tylko przeszłośc.
"przepraszam, nie chciałam Cię skrzywdzić, zasługujesz na kogoś lepszego" - jak ja nienawidzę takich słów.. 


Miłośc może byc milionem nieziemskich rzeczy
Przynosic tyle radości
Setki róż, diamentowych pierścionków
Marzeń na sprzedaż i bajek
Sprawi, że usłyszysz symfonię
I chcesz by słyszał ją cały świat
Ale tak jak narkotyk, który Cię zaślepił
Zrobi z Ciebie głupka za każdym razem

Problem z miłością jest taki, 
że rozerwie Cię od środka na strzępy
Sprawi, że serce uwierzy kłamstwu
I miłośc stanie się silniejsza niż twoja duma
Problem z miłością jest taki, 
że nie obchodzi ją jak szybko spadasz
i że nie potrafisz nie krzyknąc
A i tak nie masz nic do powiedzenia

Jestem smutniejsza, ale i mądjrzejsza
Przysięgłam, że nigdy nie będę już kochac
Przysięgłam, że moje serce już nigdy nie będzie potrzebowac naprawy
Przysiegłam, że miłośc nie jest warta takiego cierpienia
A potem słyszę jak znowu woła moje imię

Za każdym razem, gdy patrzę wstecz myślę, że już wiem wszystko
Ta sama historia wiecznie się powtarza
Ja stojąca w ulewie
Nieważne co zrobię
Rozedrze moje serce na pół

czwartek, 1 lipca 2010

lukrowana fikcja.

Dziś była dobra noc
Upiłam się do tego stopnia, że wytrzymałam do rana bez żadnego snu
Nie śniłam znów żałośnie o tym, że do mnie wracasz i mnie przepraszasz
Nie martwcie się, nie piłam sama, były urodziny mojego ojca i zdałam
na nauczyciela kontraktowego
Ale właśnie tym się teraz głównie zajmuje
piciem
To co czuję, co chcę powiedziec...
Złamałaś mi serce
Złamałaś mnie
Upokorzyłaś mnie
Poniżasz mnie za każdym razem, gdy nie odpisujesz na poważnego smsa
Nie ma chwili, gdy zostaje sama, żebym nie zaczęła ryczec
Przez co czuję się głupio i żałośnie, bo Ty pewnie potrafisz z tym życ
Ja nie potrafię poradzic sobie z faktem, że po raz kolejny ktoś odebrał mi wiarę w miłośc
Straciłaś moje zaufanie i szacunek
Sprawiłaś, że nasze ostatnie 2 lata to lukrowana fikcja
Wszystkie listy w szafie, Twoje słowa, to słowa bez pokrycia
Wszystkie uśmiechy i spojrzenia złapane na zdjęciach to chwilowe zapomnienie
Zabrakło Ci dojrzałości emocjonalnej? Nie wiem, bo nie rozmawiasz ze mną
Ale wygląda na to, że byłaś zakochana w byciu zakochanym, a nie we mnie
I dopóki tego nie pojmiesz następną swoją kobietę też zostawisz z tego samego powodu
Kocham Cię i nienawidzę
Gardzę Tobą i pragnę Cię jednocześnie
Miewam szalone myśli
Stoję na ulicy i czekam na najszybszy samochód
Tego Ci nie wybaczę
Nigdy nie pojmiesz co ze mną zrobiłaś
Kwestia czasu, kiedy matka zauważy, że się już nie pojawiasz
i będę musiała się zmierzyc z tym pytaniem i będę musiała skłamac
nie móc znowu powiedziec jak cierpię własnej matce
wszyscy znajomi Cię znają, każdy polubił i nikt nie wierzy
i też non stop padające pytania, dlaczego? to nie ja powinnam na nie odpowiadac
Gdy pomyślę sobie, że to Ty próbowałaś mnie zdobyc, że zrezygnowałam ze związku poprzedniego i wybrałam szczęście z Tobą
Jeszcze bardziej tego nie pojmuję
Nie pojmuję jak już nie możesz zobaczyc we mnie niczego, co kochasz?
W podświadomości gdzieś bałam się, że zrobisz ze mną to samo, co z Karoliną
Bo nie jestem już zakazanym owocem?
Bo to już jest nudne?
O to chodzi?
Tyle pytań, zero odpowiedzi
Dlatego upijam myśli złe by nie prześladowały mnie

środa, 23 czerwca 2010

słoik pełen słonych wspomnień o Tobie.


Przyszedł ten dzień, gdy usłyszałam:
Nie wiem...Sama nie wiem czego chcę...nie wiem czy to przyzwyczajenie.
Nawet słowo "kocham" przez gardło jej nie przechodzi.
Nie oszukujmy się
bo w niej już go nie ma.
Co chwilę piszę jak to znalazłam szczęście, kobietę, z którą chce budowac wspólny dom
Naprawdę w to wierzyłam, że w końcu to ja stałam się lepszym człowiekiem, że nie zdradzę jej nigdy, nigdy nie skrzwydzę, nie opuszczę
a tu wielkie BOOM! Zapomniałam, że to mi może się przytrafic!
To jest jak grom z jasnego nieba. Wszystko normalnie, jednego dnia planujemy wakacje, a drugiego słyszę to.
Czułam, że coś nie tak, czułam dystans, bałam się zapytac, by nie usłyszec potwierdzenia swoich obaw i proszę!
Nie będzie żadnego domu, tym bardziej rezygnuję z mieszkania
Choc po Waszych komentarzach i przemawianiu do rozsądku przez wszystkie napotkane osoby postanowiłam walczyc jak lew o swoje szczęście i się wyprowadzic. Teraz po co mi to, tym bardziej jak się sama nie utrzymam.
Otóż, nie oszukujmy się, słowa:
"Potrzebuję czasu" oznaczają tylko przedłużenie nieuniknionego
Miłośc w niej umarła, ale wydaje się jej, że w ten sposób mnie nie krzywdzi tak bardzo
otóż wyję jak porąbana, żygac mi się chcę, ręcę mi się trzesą i nie wiem za cholerę jak skupic się na pracy!
Wierzę, że złamane serce to nie tylko powiedzenie, nie tylko stan psychiczny, ale że nasze serce rzeczywiście pęka. Małe drobne pęknięcia, które zamiast dac nam ulgę i pozwolic nam umrzec, karzą nam dalej męczyc się z kolejnymi straconymi miłościami...
"Tęsknię choc wiem, nie powinieniem
Zostałam sam jak stoję,
z rozsznurowanymi butami,
Mam słoik pełen słonych wspomnień o Tobie"...
Nie chcę słuchac tej piosenki i myślec, że ona jest o mnie
nie chcę
nie chcę
nie chcę mi się byc bez Niej...

piątek, 18 czerwca 2010

broken record.

Jak zdarta płyta
powtarzam uczucie z początku tygodnia
dziś? nie chcę mi się byc.
Mam ochotę wypic. Na to mam ochotę, zwilżyc usta alkoholem
żeby łzy, gdy spłyną z oczu, rozbiły się o krawędź szklanki z wódką.
Środek tygodnia był bardzo obiecujący. Mógł odwrócic całe moje życie do góry nogami. Moi rodzice wrócili od znajomych i okazało się, że kupili oni mieszkanie Wykończą je i chcą wynajmowac. Ja musiałabym tylko sprawic sobie meble. Super, nowe mieszkanie z 3 pokojami, łazienką i kuchnią. Za bardzo małe pieniądze. Od razu się na nie zgodziłam. Myśląc, że co rodzice będą miec do gadania. Wprowadzę się tam ze swoją dziewczyną. Bo choc tanie, to niekoniecznie na początek będzie mnie stac utrzymac je sama. Na początku byli mojemu pomysłowi przychylni, ale niestety zobaczyłam jak moi rodzice jeszcze naiwnie wierzą, że znajdę męża. Że chcą bym mieszkała tam sama. Próbuję im przemówic do rozsądku, ale oni nie chcą słuchac. W głowie miałam już wspólny dom i życie. Dziś to marzenie rozlało się gdzieś między obiadem, a kawą przy stole. Rodzice uświadamiają sobie, że sama nie dam rady z opłatami, że to nierealne. I do głowy im nie przychodzi pozwolic mi zamieszkac z kimś. Taka okazja! A ja nie umiem walczyc o swoje. Nie umiem ich rozczarowywac. Zawsze bałam się pięści ojca. Co śmieszniejsze, mama powiedziała, że mnie nie puści z domu. Nigdy nie chciała. Myślała, że to ja jedyna zostanę z nią do końca. Z jednej strony miło, że tak myśli. Że ma mnie za córkę, na którą zawsze będzie mogła liczyc. Ale z drugiej strony jakie to egoistyczne z ich strony,prawda? Przez sekundę nie przechodzi im przez myśl czego ja mogę chciec. Zresztą mieszkałabym tylko 2 ulice dalej. Na tym samym osiedlu.
W psychologii mówi się, że stres może byc stanem, w który sami się wprowadzamy. Wprowadzamy się w stan stresu przez nasze zbyt wysokie aspiracje. Tak samo ja wprowadzam się w depresję.
W jednym z moich ulubionych filmów "American Beauty" pada kwestia "Can you be any more pathetic?". Więc ja siebie pytam, czy mogłabym byc jeszcze bardziej żałosna?
Tak bardzo ostatnimi czasy pragnę odwrócenia kart. Jakiegoś znaku, jakiejś niespodziewanej dawki szczęścia. Tak bardzo, że w swojej bezkresowej naiwności wydałam ostatnio 200zł na smsy do Rmfu, bo tak cholernie chciałabym coś wygrac. 200zł! Idiotka! I każdego dnia tylko wkurzam samą siebie tracąc pieniądze nie mając nic w zamian.
Więc tak, słowo na dziś to żałosna. Czuję się żałośnie.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

niebyt.


Dziś będzie krótko.
Tak sobie myślę, że ostatnio nie mam weny
i tak sobie myślę, że gdyby smutne piosenki, dołujące głosy, dźwięki skrzypiec i fortepianiu mogły podcinac żyły,
to umarłabym po stokroc.
W taki dzięń jak wczorajszy czy dzisiejszy
Podcinam sobie żyły zabójczymi nutami, które skutecznie docierają do serca i umysłu
i tonę we własnym sosie udręczenia
i wyjdę z tego jak zwykle sama i tylko dzięki sobie
bo komu by się chciało wskoczyc za mną.
Pesymistyczno-fatalistycznie.
Jaki to wszystko ma sens?
Wczoraj się dowiedziałam, że ojciec mojego bliskiego znajomego zmarł w dzień jego urodzin 2 miesiące temu
dopiero wczoraj! nie chciał mi zawracac głowy.
A ja czuję się kiepską przyjaciółką, bo bardzo chciałam byc przy nim na tym pogrzebie.
Przyszłośc nie rysuje się znów różowo.
A moje łzy i smutek, moja dziewczyna znowu odbiera jako focha na nią.
ręce opadają. wszystko opada. mi się nie chcę byc.
I jeszcze na dodatek ostatnio wszędzie widzę kobiety w ciąży
w większości moje koleżanki z czasów szkolnych
i te uśmiechnięte zdjęcia na NK albo facebooku
przypominające ciągle o tym, co nieosiągalne
i uczniowie w pracy jeszcze bardziej przytulaśni się zrobili
kill me now po prostu.

http://www.youtube.com/watch?v=RKHk97YmkVA&feature=related

poniedziałek, 7 czerwca 2010

jak grzyby po deszczu.

W minucie kiedy polecono mnie na stronie głównej komentarze nienawiści wyrosły na mojej spokojnej ziemii jak grzyby po deszczu. Szkoda, że ludzie polecili notkę, która była pewnikiem, która wywoła burzę, a nie tą, która opisuje moje uczucia, myśli czy problemy ogółu, a nie tylko homoseksualistów. Tak, żeby pokazac, że wcale nie różnię się od innych kobiet czy ludzi. Tymczasem poczułam się zamknięta w szufladzie, wrzucona do wielkiego wora pt. "zboczeńcy chcą dzieci, by wychowywac małe zboczki". (słowo zboczka tak przy okazji zostało użyte bezspośrednio pod moim adresem i wydało mi się niebywale śmieszne:P:D). Nie poczułam się nikomu równa, ani tolerowana. Moja potrzeba bycia matką, moja NATURALNA potrzeba została zrzucona z piedestału i rzucona na pożarcie. Moja niewinna notka o tym, że po prostu CHCIAŁABYM byc matka (zwracam tutaj uwagę na tryb przypuszczający), a nie planuję, jestem w procesie poszukiwania spermy czy adopcji, po prostu chciałam się z Wami, moimi wiernymi czytelnikami, podzielic moimi kolejnymi uczuciami.
Tymczasem zrównwano mnie z ziemią. Można mówic, że nie potrafię znosic krytyki i słucham tylko przychylnych komentarzy, bo większośc obraźliwych usunęłam. Życie wymusiło na mnie, by przyzwyczaic się i dystansowac się od tego co, ludzie myślą. Ale czemu tak wielu ludzi, w ogóle mnie nie znając, nie czytając dokładnie mojego posta ani mojego bloga pragnęło mnie pozbawic mojego prawa do bycia matką? Przeczytałam wszystkie argumenty, wielu z Was ma rację i ja o tym wiem. Nie przyjęłam jednak tych, które określiły moją naturalną potrzebę bycia matką egoistyczną zachcianką. To zabolało mnie najbardziej. Bo jestem w stanie się zgodzic, że dziecko potrzebuję i ojcowskiej i matczynej miłości, że nie da się jedną drugą uzupełnic. Dziecko potrzebuję wzorca męskiego i kobiecego, zgadzam się z tym.  Możemy sobie mówic, że czasami są lesbijki, które są tak męskie i mają więcej w sobie testosteronu niż nie jeden mężczyzna, to jednak nimi nie są. Wiem o tym. Po tych wszystkich jednak komentarzach doszłam do tego, że nie zdecydowałabym się na dziecko, ponieważ byłby to egoizm sprowadzac go na świat tak pełny nienawiści. Nie byłby to natomiast egoizm, ponieważ to moja kapryśna zachcianka. Komentarze pokazały mi nienawiśc w najgorszej odsłonie. Ci co skupili się na słowach "miłośc" w mojej notce i odczytali mnie jako wrażliwą osobą wiedzą, że nie wydam na świat dziecka, które będzie cierpiało takie prześladowania i uszczypliwości. I tylko i wyłącznie dlatego.

Kolejne pragnienie, które jako osoba homoseksualna muszę sobie odmowic. Wielu z was kazało mi byc konsekwetną w swojej homoseksualności. Że skoro zdecydowałam się życ w związku z kobietą to pozbawiłam siebie prawa bycia matką. Mogę byc konsekwetna,i jestem, w byciu homoseksualistką jeśli chodzi o to, że pragnę tylko kobiety i nie zamierzam próbowac dla dobra ogółu życia z mężczyzną i to jest konsekwencja. Gdzie jest napisane, że nie mogę byc konsekwetna w byciu kobietą? Gdzie jest napisane, że lesbijka nie może odczuwac potrzeby macierzyństwa? Jestem przede wszystkim kobietą, a duża częśc z nas ma w sobie instynkt macierzyński. Ja nikomu marzeń nie odbieram, ale reakcja świata i ludzi, którzy mnie obrażali skutecznie mnie zniechęciła do jakiekolwiek przyszłego rozważania na temat dziecka.
I koniec tematu.
Ile razy jeszcze będzie mi dane w życiu rezygnowac? Ludzie nie mają pojęcia jaki to ból czasami wiecznie czegoś "nie móc". Ostatnio wyszłam z moją dziewczyną i z naszymi znajomymi do pubu. W poprzednich związkach miałam do czynienia z kobietami, które nie bały się przesadnie okazywac uczuc w miejscach publicznych. Oczywiście mówię tutaj o deliktanych pocałunkach, trzymaniu się za ręcę. Zresztą czemu ja się tłumaczę? Wracając do tematu. Moja obecna dziewczyna nie okazuje uczuc publicznie w najmniejszym stopniu. Czasami czuję się jak nastolatka kryjąca się przed całym światem, bo jej związek jest czymś totalnie zakazanym. Gdy całuję moją dziewczynę w samochodzie, ona ma oczy otwarte. Gdy ostatnio byłyśmy w weekend na wsi na totalnym pustkowiu, gdy otwarłam oczy ona rozglądała się dookoła. Dlaczego? bo bała się, że ktoś nas zobaczy. A przecież kto nas zna na totalnym odludziu? Widzicie, bo tacy ludzi jak ci, komentujący moją notkę, sprawiają, że moja dziewczyna nie czuję się komfortowo. Tak niekomfortowo, że mnie czasami to wtrąca w frustrację. Nie łapiemy się za rękę, idziemy metr od siebie, bo moja dziewczyna się boi, że ktoś nas zobaczy. Więc byłyśmy w pubie, moja dziewczyna wyglądała bosko, taki dzień, gdy widzisz, że ktoś dla Ciebie się wystroił, by podobac Ci się jeszcze bardziej. Jedyne co chcesz  wtedy to całowac tę osobę, dotykac, łapac banalnie za rękę, bo wygląda dziś jeszcze bardziej zjawiskowo niż zazwyczaj. Tymczasem nie było nawet muśnięcia. Gdy się rozstałyśmy dostałam tylko smsa: przez cały wieczór myślałam tylko o tym, żeby Cię pocałowac. Bo widzicie, czasami zostaję nam tylko myślenie, nie możemy działac. Zrobiło mi się miło po tym smsie, ale i okropnie smutno. Ostatnio przed snem napisała mi również, że chciałaby wygrac w totka i uciec ze mną gdzieś daleko. A ja pytam siebie, dlaczego muszę miec pieniądze, żeby byc szczęśliwą lesbijką w Polsce? Dlaczego musimy chciec uciec gdzieś daleko, żeby czuc się szczęśliwe i bezpieczne? Wielu z was w komentarzach radziło mi przeniesienie się do innego kraju. Otóż ja tego nie chcę, ja chcę byc szczęśliwa tu i teraz i nikt mnie stąd swoimi obelgami i poglądami nie wykurzy. Będę walczyc, bo w końcu szczęście czasami łatwo i bez walki nie przychodzi, prawda?

wtorek, 1 czerwca 2010

macierzyństwo - jedna z rzeczy, których nie mogę miec.

Na wstępie żałuję, że zostałam polecona na stronie głównej, bo stało się to, co opisywałam parę notek temu. To jest BLOG nie FORUM, gdzie każdy może się wyżywac. Nie podoba Ci się to, co piszę albo to kim jestem to nie czytaj i żegnam. Ja nikogo nie obrażam, piszę co czuję i tyle, ale widzę, że każdy wyczytuje z tego to, co chce...

Odkąd pamiętam kocham dzieci, a one mnie. Sama będąc dzieckiem opiekowałam się młodszymi. Lubiłam na przerwach w szkole opiekowac się przedszkolakami, pomagac im kolorowac, wiązac sznurowadła. Choc bardzo się bałam zacząc uczyc dzieci, teraz odnajduję w tym wielką satysfakcję. Myslę, że dlatego, bo jest to właśnie namiastką mojego marzenia, którego spełnic nie mogę - macierzyństwo.
Będąc lesbijką, nie oszukujmy się, w Polsce nie doczekam się tego. Co gorsza, jest tyle homoseksualnych kobiet, które z tego rezygnuje, a nawet właściwie nad tym się nie zastanawia, nie myśli, żeby postarac się w jakiś sposób urodzic dziecko ze strachu, że będziemy jeszcze bardziej inne niż jesteśmy teraz. Tak wielu Polaków uważa mnie za anomalię i kogoś nienormalnego, że samych osobom homoseksualnym takie określenie koduje się w umyśle. Nie znoszę określenia "nienormalna", a gdzieś w podświadomości ono krąży, bo wiem, że jest to jakaś odmiennośc, rzadkośc. A czy to nie synonim z "nienormalnością"? Jestem świadoma, że cholernie trudno znaleźc partnerkę, która odważy się założyc rodzinę. Bo tak, trzeba tu użyc słowa "odwaga". Nie "tupet". Związki homoseksualne w Polsce posiadające dzieci to właściwie tylko takie, które wnoszą dziecko do związku, ponieważ wcześniej któraś z kobiet była zamężna. Wiele z nas może odpowiadac, gdy zapytam czy chcesz miec dziecko, że chcę. Ale od chcenia a wykonania jest tak daleka droga.
Za każdym razem, gdy słyszę o "wpadce", o kimś, kto nie planował dziecka, kłuje mnie serce. Bo jest tyle kobiet, które by chciały, a nie mogą. Nie mówię już tutaj tylko o homoseksualistach, ale i o problemach zdrowotnych.
Odkąd też pamiętam zadaję sobie pytanie czy moja chęc posiadania dziecka wynika z bardziej egoistycznych czy altruistycznych i czysto macierzyńskich pobudek. Ponieważ wielu heteroseksualistów twierdzi, że chęc posiadania dzieci przez homoseksualistów to czysty egoizm, bo dziecko będzie narażone tylko na uszczypliwości, dziwactwo i nie daj Bóg "zarazi się". I czasami właśnie pytam siebie czy to nie jest egoizm, żeby miec dziecko tylko dlatego, że ja tego chcę. Bałabym się, że kiedyś moje dziecko, gdy byłoby starsze i zrozumiało, że żyję w "innej" rodzinie, zarzuciłoby mi, że sprowadziłam je na świat, gdzie musi cierpiec, że pewnego dnia wykrzyczałoby mi w twarz pytając dlaczego nie potrafię byc z mężczyzną jak inne "normalne" mamy. Złamałoby mi to serce. Boję się, że moje dziecko stałoby się po części homofobem.
A z drugiej strony mam w sobie tyle miłości i czułości dla tego dziecka. Pocieszam się myślą, że wychowałabym je na silne i potrafiące się bronic dziecko. Wiem, że pewnie w głębi przejmowałoby się wszystkim jak ja, ale jednocześnie byłoby silne i dumne z tego jakich ma rodziców. Pocieszam się, że moje dziecko byłoby szczęśliwe, ponieważ byłoby kochane. Nie szczędziłabym mojemu dziecku słów "kocham Cię", nie szczędziłabym przytulania, wysłuchiwania, pocieszania, pomagania i chwalenia. Nie pozwoliłabym mojemu dziecku czuc, że mnie w czymś zawodzi. Oszczędziłabym mu wszystkiego bolesnego, czego sama doświadczyłam , gdybym tylko mogła. Wiem, że nie uchronimy dziecka przed wszystkim, czym byśmy chcieli, ale starałabym się jak diabli. Robiłabym wszystko, żeby nie zmuszac mojego dziecka, by było tym, kim chcę żeby było, choc wiem, że tak często wielu rodziców tak nieświadomie robi.
W końcu znalazłam kobietę, z którą chcę budowac życie. Chcę wybudowac wspólny dom, razem go urządzic, dzielic radości i smutki, wzloty i upadki. Kobietę, której chciałabym się oświadczyc i zaprowadzic do ołtarza. Wiele z tych rzeczy jest nierealnych, jak i posiadanie dziecka.
Moje maluszki mnie kochają, a ja je. Nauczyciel ma też wychowywac, tak też staram się robic codziennie. Codziennie mówic im co jest dobre, a co złe, bronic tych, którzy tego nie potrafią, wysłuchiwac, tych, którzy tego potrzebują. Rozczulam się w wielu chwilach swojej pracy. Niektórzy mogą twierdzic, że za dużo się przywiązuję i za często mówię słowo: kocham i się przytulam. Ja nie widzę w miłości niczego złego.
Jedyne co bym chciała, to móc w dzień matki posłuchac, jak moja córka nauczyła się dla mnie wierszyka i zrobiła laurkę, a ja w dzień dziecka mogłabym ją zabrac, gdzie by chciała lub podarowac jej to, co by lubiła. Albo żeby mój syn po dniu eskapad z kolegami przychodził do mnie i z entuzjazmem opowiadał na ile drzew się wspiął, ile kałuż przeskoczył by mi pokazac jakim staję się mężczyzną. Bo nie, płec nie gra roli dla mnie. Nie chcę dziewczynki, żeby zrobic z niej lesbijkę jak wielu uważa. Chciałabym poczuc matczyną miłośc, coś czego zawsze będę miec tylko namiastkę patrząc jak inne dzieci szykują się dla swoich mam w dzień matki i cieszą się z prezentów na dzień dziecka...

poniedziałek, 24 maja 2010

boję się, że ktoś wygra wybory.


Na wstępie chciałam przeprosic, że nie mam czasu ostatnio u Was zostawiac śladu. Zaglądam kiedy mogę, ale ostatnie tygodnie były szalone. Non stop coś do roboty. Gdy tylko skończy się cały ten wyścig, oddam się temu co lubię, czyli czytaniu Was i komentowaniu:)
Ale tym o to sposobem zakończyłam kolejny rok studiów wczoraj. Teraz jeszcze ten tydzień by nadrobic całą papierkową robotę do stażu i będę się wspinac wyżej po szczeblach awansu zawodowego nauczycieli. Studia na "zacnej" filologii UAMu były banalnie śmieszne, niewyobrażalnie nieopłacalne i jeszcze bardziej zadziwiająco leniwe, ale mają mnie podobno wzbogacic o tytuł magistra.
Wczoraj spacerując samotnie po Poznaniu po zajęciach, ponieważ z okazji Zielonych Świątek zamknęli mi sklepy i tyle z mojego nagrodzenia siebie zakupami:P, spotkałam moją ex. Bałam się z nią spotkac od dwóch lat. Odkąd ja zdradziłam ją, ona mnie i tak zaczął się dalszy łańcuch kłamstw. Spotkałam kobietę, dla której straciłam głowę, przez którą zatraciłam siebie dla jej przypodobania. Gdzie jak szczeniak latałam i słuchałam, bo kochałam bez pamięci. Śniła mi się miesiącami, nawiedzając mnie, prześladując, wywołując wyrzuty sumienia. I co? i nic. Serce nie biło mi szybciej, nie bolało mnie, jej usta, włosy, śmiech nie wywoływały żadnego sentymentu, nie przypominałam sobie jak smakowały jej pocałunki czy jak nam ze sobą było, bo nawet już tego nie pamiętam. Czas leczy rany i zabija uczucia. Pozbyłam się tego dysonansu, który kazał mi wątpic w to czy podjęłam słuszną decyzję wiążąc się z kimś innym. Niczego nie straciłam, bo mało osób z mojej przeszłości ruszyło naprzód. Wielu stoi w miejscu, nie zmienia niczego. Nawet jej wygląd pozostał taki sam. Siedziałam obok i czułam, że poszłam o wiele dalej. 
Człowiek ciągle ma ochotę narzekac na swój żywot marny. To pracy za dużo, to praca kiepska, to współpracownicy kiepscy, płaca marna. Mam marzenie, plan! kupic samochód w przyszłym roku. Skrupulatnie na niego odkładam, nie przekraczam wyznaczonej sumy, ale mój samochód odjeżdża coraz dalej, bo przekonałam mamę, żeby w końcu wyremontowała sobie kuchnię. I Zaoferowałam, że się do tego dołożę. To jak kuchnię, tak i łazienkę, bo jest już okropna. I tak moje oszczędności przeznaczam na innych. Robię to bezinteresownie, ale moją kieszeń to boli. W lipcu jestem świadkiem na ślubie mojej siostry, a tydzień później ślub przyjaciółki. Zrezygnowałam przez to z wyjazdu do Szwajcarii na weekend Bożego ciała. Samochód potrzebuję do pracy, bo bez przerwy zabieram go rodzicom, czym również nie są zadowoleni. Będą musieli jednak uzbroic się w cierpliwośc większą. Zastanawiam się ile w mojej świadomości zawiera się tego, że dokładam rodzicom na remont, by nie myśleli i nie czepiali się moich spotkań z dziewczyną. Bo w końcu Chcę też po prostu spokoju i nie słyszec na kolejne święta : życzę Ci zięcia. A może po prostu chcę byc dobrą córką i odwdzięczyc się w jakiś sposób za ich kolosalny wysiłek fizyczny i finansowy włożony w wychowanie mnie? 
Ale potem zatrzymuję się i myślę. Nie mam prawa marudzic. Ludziom na południu woda zabrała cały dobytek. Siedzę i gapię się ślepo w telewizor i łzy same garną się do oczu widząc cierpienie ludzi. Mówimy jakie mamy szczęście mieszkając w Wielkopolsce. Ja marudzę na drobne wydatki, kiedy pan Tusk dumnie w telewizji głosi, że każdy poszkodowany dostanie do 6 tys. złotych. Co to jest, gdy człowiek do dachu ma zalany dom? 60 tys. miałoby sens. Ale dumnie pan Kaczyński Jarosław rozpoczyna kampanię wyborczą w suchej Warszawie pod hasłem "Bądźmy razem" organizując charytatywny koncert. Stanu nadzwyczajnego brak, bo nie daj Boże wybory przesunąc by trzeba było. 
Boję się, że ktoś wygra wybory. A nawet gorzej, boję się, że wygra wybory ktoś, kto wyglada jak poprzedni prezydent. Polska chcę się nazywac postępową. Nieważne ile nowej technologii się wprowadzi, do ilu Unii wstąpimy, światopogląd nasz się nie zmieni i dalej będziemy tkwic we własnym sosie udręczenia i okazjonalnej ciemnoty. Czytałam, że 2-3% Polaków wybiera prezydenta bazując jedynie na jego wyglądzie zewnętrznym. Wiadomo kto od razu odpada, tatusiowy wąs Komorowskiego też jakiś taki odpychający powiadają, więc może podążając tą ideologią, głos oddam na pana Napieralskiego, bo ma taką ładną żonę nazywaną polską Carlą Bruni? Sam też ładnie się prezentuje. A więc wygląd, Panie i Panowie wygląd się też liczy.  
Ipod. To słowo wymawiają teraz dzieci idące do pierwszej Komunii świętej, nie Amen, moi mili. Jadąc wczoraj trasą widziałam boską reklamę laptopa z hasłem "Na świetną komunię!" Gdzie te czasy kiedy skrzynka oranżady i Grodziskiej były CZYMŚ, a uzbierane pieniądze oddawało się rodzicom? Dziewczynka z Poznania miała wydanie Komunii Deluxe, Jechała do kościoła limuzyną popijając szampana z goścmi, w wywiadzie jąkając się wypowiadała nauczoną kwestię: Przyjęłam Pana Jezusa do serca. A więc, wygląd i wrażenie ponad wszystko! Ipod.

środa, 12 maja 2010

uczuciowa niestrawnośc.


Po jakimś czasie uczymy się delikatnej różnicy
między trzymaniem za ręce a kochaniem duszy

I uczysz się, że miłośc nie oznacza pewności
a towarzystwo nie równa się bezpieczeństwu

I zaczynasz rozumiec, że pocałunki to nie kontrakty
a prezenty to nie obietnice
I zaczynasz akceptowac swoje przegrane
z głową podniesioną wysoką i nisko opuszczonymi powiekami
Z gracją kobiety, a nie rozpaczą dziecka.

Uczysz się budowac drogi na dzisiaj,
ponieważ jutrzejsza gleba jest zbyt niepewna
by posiac na niej plany,
a przyszłośc zazwyczaj spada w środku lotu.

Po czasie uczysz się, że nawet słońce parzy,
jeśli jest go za dużo.

Więc sadzisz swój własny ogród
i dekorujesz swoją duszę, zamiast czekac
aż ktoś sam przyniesie Ci kwiaty.

I uczysz się, że naprawdę możesz to znieśc,
Że jesteś silna,
I że masz wartośc.

I uczysz się, uczysz, uczysz....
Z każdym rozstaniem, się uczysz.

Czy wierzycie, że ludzie się zmieniają? Ja w to nie za bardzo wierzę. Myślę, że ludzie się modyfikują, przystosowują, ale w środku jesteśmy, kim jesteśmy. Stajemy się lepsi w zakrywaniu swoich wad, ale nigdy się ich nie pozbywamy. Gdzieś w środku nadal czuję wszystko, to co złe. Czasami mam ochotę robic złe rzeczy. Czasami wracam do przeszłości i do niej tęsknię. Wmawiam sobie, że stałam się lepszym człowiekiem i nigdy nikogo nie zdradzę, nie oszukam, nie okłamię i nie ubliżę, by poczuc się lepszą od innych i poczuc się lepiej sama ze sobą. W głębi jednak wiem, że nadal posiadam w sobie silne instynkty, które mogą pokonac rozum i popchnąc mnie na niespokojne wody. Wiem to. Dlatego nigdy nie przyznaję, gdy ktoś mi mówi: zmieniłaś się na lepsze. Po prostu nauczyłam się chowac to, co złe by innym żyło się lepiej. Mi niby też, ale czasami nabawiam się niestrawności od wad, które ciężko przełykam.