piątek, 13 lipca 2012

Przez żołądek do łóżka!


Stare porzekadło mówi, że nie tylko przez nasz wygląd, inteligencję, urok czy poczucie humoru zaskarbimy sobie uczucia wyczekanej przez nas osoby, ale też nasze zdolności kulinarne potrafią być seksowne i możemy nimi uwodzic. Przez żołądek do serca? Ja pójdę dalej i powiem, że przez żołądek do łóżka. 

Chyba większość z nas lubi być zapraszana do ładnych restauracji, gdzie człowiek czuję, że został zaproszony, bo jest dla kogoś kimś wyjątkowym. Siadamy wtedy prosto i staramy się utrzymać w tej pozycji, zachować szyk, elegancję i wyszukanie. Może być sztywnie, ale i zabawnie. Możemy dzielic rozkosz podawanych nam dań przez przystojnego kelnera bądź kelnerkę co najmniej w zacisznym kącie restauracji, jeśli akurat takowy będzie dostępny.

Jednak nic tak nie buduje trwałej więzi i nie rozpala namiętności jak samodzielnie przygotowany posiłek. Jest coś pociągającego w tym jak kobieta czy mężczyzna zaprasza nas do siebie, krząta się po kuchni z lekkim podenerwowaniem, ale jednak pewnością tego co robi, jakiej przyprawy dodaje, jak przysmaża mięso, jak otwiera wino i jak przyszykował stół.

Wielu z nas stawia na monotonną i trochę prostacką kuchnię, boimy się eksperymentować, bezpieczniej pójść do restauracji. Zapominamy, że kuchnia może być nie tyle co różnorodna, ale i stymulująca. Jedzenie  przecież nie jest zwykłym zabijaniem głodu i zapychaniem brzucha, ale może w nas pozostawiać radość i rozkosz. Niektórzy przecież częściej wzdychają i pojękują przy jedzeniu niż w łóżku:) Dlatego jedzenie można nie tylko przyrównać do seksu, ale uczynić z niego preludium do wylądowania w łóżku. Niekoniecznie celowo, ale może okazać się skutecznie. 

Wiecie która kuchnia ma podobno największe zdolności uwodzenia ze względu na posiadane w sobie trzy największe afrodyzjaki? Indyjska, bo zawiera w sobie imbir, cynamon oraz kardamon, a te z kolei „wzmacniają gruczoły nadnerczy, aktywują obszar nerek, co uaktywnia organy płciowe, to zaś ożywia serce. Imbir w szczególności poprawia krążenie ułatwiając mężczyznom erekcję, a u kobiet wzbudzając namiętność. W rezultacie łącząc te przyprawy zachowujemy wysokie libido.” Z moich poszukiwań dowiedziałam się również, że owoce tropikalne są dobrymi stymulatorami, na przykład mango wzmaga wytwarzanie hormonu szczęścia serotoniny, wzmacnia odporność, a zawarty w nim cynk ułatwia orgazmy. Bardziej przyziemne dla nas i bardziej dostępne produkty to oczywiście czosnek czy cebula, czereśnie czy rozmaryn. Niektórzy aktorzy filmów porno piją w przerwach między zdjęciami sok pomidorowy. Bo nie oszukujmy się, wielu z nas je niezdrowo, po powrocie z zakupów w pośpiechu wstępujemy do KFC, napychamy się kurczakiem niezbyt zdrowo przygotowanym, a potem brzuch nam rozsadza i pragniemy już nic innego jak snu, a gdzie tu myślec o pożądaniu, gdy czujemy się pełni jak balony. Kogoś zapach imbiru czy cynamonu może odstraszac. Jak pomyślę to ja sama za nimi nie przepadam, ale kto wie jak faktycznie działają na nas zdrowe przyprawy wewnętrznie spożywane regularniej? 
Produktów spożywczych wspomagających nasze ciało i jego funkcjonowanie w łóżku jest i więcej. Jednak Seneka powiedział kiedyś: „Powiem ci, jak przyrządzić płyn miłosny bez leków, bez ziół, bez czarów. Jeśli chcesz być kochany, kochaj!”. Żołądek może być dobrym przewodnikiem do sercu czy seksu, jednak gotujmy z chęcią uwiedzenia, a uwiedziemy! Nie wiem jak wy, ale ja zacznę wypróbowywac częściej prawdziwą kuchnię indyjską:)  


Do tego piosenka zawsze pobudzająca moje zmysły.


czwartek, 5 lipca 2012

tęsknota.




Istotą tęsknoty nie jest to samo uczucie tęsknoty, ale tęsknic już na samą myśl i świadomośc nie spotkania się. Tęsknic za myślą pewności spotkania.
Niezdrowo mi, tak niepewnie.

Wyglądac przez okno szukając spontaniczności i tęsknoty zwrotnej. Nasłuchiwac trzaskania drzwiami i odgłosu silnika.

Okno wciąż otwarte.



poniedziałek, 2 lipca 2012

moje drugie ja?

Jestem taka za jaką ludzie mnie postrzegają w danej chwili. Ktoś widzi mnie jako dowcipną, to będę duszą towarzystwa. Ktoś widzi, że jestem chodzącym problemem, to będę z nim chodzic wypisanym na całej twarzy. Jestem mistrzem przemian, zmian, popraw i zniszczeń. Z kociaka potrafię zmienic się w sukę. Z szarej myszki w tygrysa. Kameleon zmienia kolory, a ja swoje charaktery, uczucia, dowcipy, tematy rozmów dopasowuję do rozmówcy, jego tonu, intencji, humoru.
Można obrazic, urazic, kpic sobie z moich cech charakteru, wyglądu, ubioru, zachowania, ale zadrwij z moich uczuc, nie zauważaj ich, patrz na nie z góry, a spadnę na samo dno siebie i długo nie wstanę.

"Jestem świetną aktorką,a moje życie jest oskarową rolą...to ja jestem też tutaj reżyserem i to ja rozdaję role i decyduję czy zagracie w moim filmie...to ja wybieram gatunek...czasami cieszycie się,że w nim gracie,a to przecież tylko melodramatyczna,nudna groteska!...widzicie tylko to,co pozwalam wam zobaczyć...myślicie,że jestem „wspaniała i wartościowa”,bo taką gram rolę i jako taką pozwalam wam się postrzegać...moje życie jest upozorowaną rolą,a rzeczywistość mojego istnienia jest podszyta beznadziejnością...patrzę w lustro,ale nie widzę swojego odbicia...i wyżyguję sobie w twarz każdy udawany dzień mojego mdławego życia..."

Wiecie kto to napisał? ja 8 lat temu. Byłam młodsza, bardziej agresywna, jeszcze bardziej zła na ludzi i na świat niż teraz. Mnóstwo trzykropków na mnóstwo nie nazwanych jeszcze emocji.
Jednak jedna rzecz się nie zmieniła. Moje ciągłe zmienianie się dla innych. Udawanie takiego, a nie innego humoru "żeby nie głupio a normalnie było".

Bywam niezręczna.
skomplikowana.
nierozumiana.
mało kto chce mnie jako mnie.
ta z poza lustra chyba lepsza.
Sama już nie wiem kogo lubię bardziej
I wprowadzic do życia na stałe.
Ale przecież człowiek jest witrażem emocji. 
Nudno byłoby ciągle mieszkac w domku jednorodzinnym?
Blok emocji.
To jest to.
To chyba ja.



sobota, 23 czerwca 2012

prawda nas wyzwoli?

Bo trzeba przestac kurna byc takim bezinteresownym.
Bo inni wyrwą z Ciebie co najlepsze, pobawią się tym jak pies swoją gumową zabawką, rozbiją o ścianę jak pustą butelkę piwa w pijacką noc, wezmą co najlepsze i uczynią Cię słabym.

Jak wielu ludzi w dzisiejszych czasach wracając do domu patrzy pod nogi, ale nie w górę śledząc gwiazdy?
Blask gwiazdy kojarzy mi się z czystą prawdą i dogłebnym poznaniem. Skąd te łzy? rażą mnie?
Dlaczego tak mało ludzi chce mnie poznac,
Nie chce poznac,
Boi się poznac?

Zamiast mówic prawdę chowaną w najmniejszych zakamarkach naszych dusz wolimy narzekac na najmniej ważne szczegóły życia codziennego.

Czy istnieje jeszcze prawda absolutna. Mówi się, że prawda Cię wyzwoli. Chyba wszyscy jesteśmy więźniami, bo nikt prawdy nie reklamuje i nie szuka.

Wszyscy jesteśmy już tak nieczuli czy tak zepsuci?
Obecnymi czasami, pedzącym czasem, uciekającymi pieniędzmi, fast foodami, modą, którą ciągle każe za sobą gonic.

Dlaczego ludzie nie wyjdą ze swoich skorup jak ludzie z samochodów w tym teledysku?

Sometimes everythins is wrong.
Hold On.


poniedziałek, 11 czerwca 2012

DLACZEGO?! tak posępnie...



Dlaczego dzisiejszy świat jest tak zajęty wyglądem , że otacza nas narzuconymi normami piękna przez które zaczynamy sobą gardzić, bo czyż to nie chore by nawet piękne kobiety czuły się brzydkie?
Nawet piękno dziś traci na wartości, potem walą się ekonomie, waluty, rynek pracy i wartość studiów, na które się nas posyła bądź posyłamy siebie.
Dziś cały dzień po pracy spędziłam na łóżku by uśmierzyć ból mięśni spowodowany żmudną pracą przez długi weekend przy remontowaniu sypialni moich rodziców, co powinno przysporzyć mi powodów do dumy ze względu na pracę fizyczną, którą wykonałam, czy satysfakcję mojej mamy czy też bezinteresowną pomoc jaką zaoferowałam bliskiemu.
Ale siedzę tu i czuję do siebie wstręt. Czuję się obleśnie. Myślę, że nie taką chcą mnie ludzie widzieć. Nie z takim nastrojem. Chowam się za laptopem i kolejną notką więc.
Dlaczego nie tylko media, ale wychowuje się tak wiele dzieci bez wiary we własne siły. Dlaczego więcej się nas karci niż chwali? Przecież nie każde dziecko potrafi to znieść i wynieść z tego siłę na dorosłe życie. Nie każda zasada aplikuje się do wszystkich.
Dlaczego czułam takie poczucie winy by zamówić sobie Fast fooda na którego najzwyczajniej w świecie miałam ochotę. Dlaczego ważniejsza była myśl,  że urośnie mi brzuch? Obejrzałam film, w którym pokazano typowo amerykański bar przydrożny i zapragnęłam frytek i hamburgera i biłam się 5 godzin z tym pragnieniem aż poległam. Potem przeniosłam się do średniowiecza i miałam niepohamowaną ochotę na wykwintny ser i przepyszne czerwone wino do tego. W końcu wylądowałam ze stertą frytek i kurczakburgerem w łóżku. Co za zdrada i nieudany romans!
Dlaczego czasami czuję się najgorszą osobą na świecie?
Dlaczego całe życie trzeba przejść na porządnym wdechu, bo boimy się krytyki innych? By nie pokazać rosnącego brzucha, wdech by zatrzymać nerwy, wdech by nie wypowiedzieć na głos prawdy.
Dlaczego istnieją okropne choroby? Czy to kara natury, karma na nas się odbijająca za to jak nie dbamy o siebie i środowisko? Dlaczego tak cierpimy? Czy człowiek nie czasami częściej się smuci niż czuje radośnie podczas swojego życia? Dlaczego dzieci przeżywają swoich rodziców, bądź rodzice swoje dzieci? Dlaczego musimy umierać? Tak się boję, że wszystko może po prostu zniknąć.
Tyle tych DLACZEGO w mojej głowie dziś krąży, że połowa która przed chwilą we mnie siedziała gdzieś uciekła.
A może to DLATEGO, pms po prostu.
Gdybym miała językiem angielskim wyrazić dziś swoje uczucia to byłyby to słowa: morbid, self-loathing, stream of consciousness.
To woła o smutny głos. A zatem:


wtorek, 5 czerwca 2012

Imię ojca? - Przypadek.

Czyli o dzieciach z przypadku słów kilka. Chyba jednym z największych koszmarów każdego dziecka, ale i nawet dorosłego jest doczekać dnia, w którym usłyszą, bądź przypadkiem dowiedzą się, że są dzieckiem-wpadką lub, że są adoptowani. Życie takich osób, zwłaszcza to wewnętrzne, zmienia się  diametralnie, bo jak tu żyć normalnie, gdy się dowiadujemy, że byliśmy niechciani, ktoś nie wyczekiwał nas z niecierpliwością i radością ze strony obojga rodziców. Jak żyć, gdy co noc zastanawiamy się czy byliśmy wybrykiem pijackiej nocy, która pewnie trwała parę minut i bliżej jej było do sprośności niż miłości. 

Temat myślę konieczny do poruszenia, bo zaczyna otaczać nas wydaję się wszędzie. Zewsząd otaczają nas młode "zabrzuszone" mamy i ich niezadowolone raczej miny. Nie wiem, może akurat to przez poranne nudności, może przez bolący kręgosłup lub kłótnię z rodzeństwem, ale może jednak przez to, że nie pomyślała dwa razy, i jej partner też, zanim poszli do łózka? Po raz kolejny słyszę o „parze” oddzielonej znaczną różnicą wieku, kiedy to po raz kolejny mężczyźnie wydawało się chyba, że strzela ślepakami, a prezerwatywa to wystarczające zabezpieczenie. Dziewczyna była młoda i schlebiało jej, że pragnie ją chłopak o 10 lat starszy, więc jak tu nie zgodzić się na stosunek z przypuszczalnie doświadczonym kochankiem? A może obydwoje byli nierozsądni, albo ulegli namiętności. Co człowiek, to pewnie przyczyna. Nie oceniam, martwię się tylko o te czekające na przyjście na świat istotki. Ale po co wchodzić do łóżka tak pochopnie i kończyć to ciążą – jedną z rzeczy dla najbardziej doświadczonych kobiet? Dziś i tak mamy luksus cesarskiego cięcia, leków znieczulających i ginekologów i położnych, które się nami i dzieckiem zajmą. Zdajemy sobie w ogóle sprawę jak było kiedyś?

"Kobieta w ciąży jedną nogą do grobu dąży" - przestrzegało stare gaskońskie przysłowie. Do połowy XIX wieku ryzyko śmierci przy porodzie było równie duże jak na polu bitwy pod Grunwaldem i zagrażało tak samo chłopce i królowej. A czasem położnikowi. Np. sir Richard Croft zastrzelił się, gdy jego pacjentka, 21-letnia księżniczka Charlotta, jedyna córka Jerzego IV Hanowerskiego, późniejszego króla Wielkiej Brytanii i Irlandii, umarła w 1817 roku po sześciu dniach porodu. Kilka godzin wcześniej wydała na świat martwego syna.”
Dziś sam poród już nie przestrzega młodych kobiet przez przedmałżeńskim seksem, bo medycyna poszła do przodu. Co mnie zdziwiło to informacja usłyszana ostatnio w radio. Mianowicie, że jesteśmy na 209 miejscu na 222 krajów pod względem dzietności. Rodzimy coraz mniej dzieci, a na co dzień widzę co to nowsze „brzuszki”. Dlaczego rodzimy coraz mniej? Z powodu braku odpowiedniej polityki prorodzinnej. Mówi się, że gdyby edukacja i opieka zdrowotna były tańsze może dzieci chciałoby się mieć częściej i z miłości?
Przestrogą zatem może będą liczby. Wylicza się, że na jedno dziecko do jego 19 roku życia człowiek wydaje średnio 176 tysięcy złoty! Niebagatelna suma, wartość mieszkania, które mi się marzy! Krew mnie zalewa, gdy młodzi ludzie zaliczają „wpadki”, jak to się potem na osiedlu potem mówi, i wciągają w to swoich rodziców, rodzeństwo i zsypują się na mieszkanie. Szczęśliwi ci, których rodziców stać na utrzymanie jeszcze własnych wnucząt. Mam dwoje młodszych braci, którym o stały związek trudno, ale o seks nie. Liczę na ich odpowiedzialność, ale co jeśli? 

Czy dzieci się jeszcze chce? Tak szczerze? Planuje? Chociaż planowanie dla mnie też ma jakiś pejoratywny wydźwięk, bo nie ma w nim miejsca na czystą miłość, ale obliczanie, szukanie za i przeciw decyzji, rozplanowywanie mieszkania na kołyskę. Czasami się zastanawiam czy ja nie byłam wpadką. Czy w dzisiejszym pędzącym świecie, nieustannym szukaniu pracy lub lepszych zarobków jest czas, żeby zapragnąć na ten świat wydać dziecko świadomie i z chęcią? Wiem, że gdzieś tam są pary, które o tym nie dyskutują, tylko po ślubie pewnego dnia żonie spóźnia się okres, udaje się do lekarza, który obwieszcza jej radosną nowinę, całą rodzinę ogarnia radość. Te narodziny nie przerodzą się w plotkę, ale sklepową dobrą wiadomość i chwalenie babci na osiedlu. To dziecko będzie czuło się kochane i będzie raczej wychowywane w bezstresowych warunkach, bo nie będzie czuło w powietrzu, że może nikt się go na świecie nie spodziewał, a rodzice zanim zdążyli się pokochać, woleli powymieniać się płynami. Kochajmy dzieci równo, nieważne skąd się wzięły, tylko tego pragnę.  

piątek, 1 czerwca 2012

Bądźmy dziś dziecmi.

Idealna piosenka Dla Was na ten dzień:)

Dzień Dziecka zazwyczaj budzi we mnie sprzeczne, mieszane uczucia. Zwykle pewien żal do tej niesprawiedliwości w Polsce, która sprawia, że dziecka w sposób jaki bym chciała się nie doczekam. Ale dziś właśnie nie chcę znowu poświęcic tych słów na użalanie się nad sobą, ale spojrzenie na ten dzień z innej perspektywy.
Kogo by innego jak nie dziecka? Jeden z moich ulubionych cytatów głosi: "posiadanie dzieci przypomina odkrywanie nowych, niezwykłych pokoi w domu, w którym mieszkało się całe życie".
Więc ja dziś chcę oddac cześc dzieciom przez spojrzenie na świat z ich perspektywy, ich oczami, pozazdrościc im fantazji, wyobraźni i dystansu do świata. Zatęsknic do chwil dzieciństwa i uszanowac każde uczucie dziecka. To, że czasami psocą, bo przecież są tylko dziecmi. Za to, że są nieznośne i nie tolerują zawsze decyzji dorosłych, bo w końcu nie zawsze pojmują konsekwencje swoich działań tak jak dorośli widzą to z wyprzedzeniem. Często płaczą, gdy coś im nie wyjdzie, przewrócą się, a my każemy im nie beczec, bo przecież aż tak nie bolało, ale czy nie jesteśmy wtedy nie czuli, bo przecież dziecko ma mniejszą tolerancją na ból i najczęściej wyraża się przez łzy? Szuka wtedy troski, nie karcenia. Pocałujmy to zbite kolano, a nie karzmy im znosic to mężnie i przestac się mazac, bo nie są już dziecmi. W świecie, gdy dzieci z dzieciństwa wychodzą bardzo szybko i w wieku 10 lat potrafią już spróbowac alkoholu i smaku papierosa nie powinnyśmy im tego procesu przyspieszac. Dajmy im może jeszcze trochę poskakac po murkach, popłakac, gdy się lekko uderzą, pośmiac z niekoniecznie śmiesznego dla nas psikusa, poprosic o loda, gdy jeszcze troszkę za zimno. Nie myślmy dziś gorzko, nie o tym, że dzieci ciągle się brudzą, trzeba o nie dbac, za nimi latac i nadążac, gdy nam uciekają i wyzywac, gdy nie słuchają. Dziś nie...

Nie mogłam znaleźc lepszego czasu na czytanie książki przedstawionej z perspektywy dziecka, które jest niesłychanie bystre, ma niesamowitą wyobraźnię i wyszukane poczucie humoru.
"Strasznie głośno, niesamowicie blisko" Jonathan'a Safran'a Foer'a jest niesamowitą przygodą w głąb psychiki dziecka, które próbuję pogodzic się ze śmiercią ojca, który zginął śmiercią bezsensowną i niepojętą dla tak małej istoty w zamachach na World Trade Center. Usiłuje to uczynic poprzez szukanie sensu w życiu za pomocą odnalezienia zamka pasującego do tajemniczego klucza. Mały Oscar Schell przypomina mi jak mało fantazjujemy. Marzymy, ale nie fantazjujemy, nie wyobrażamy sobie alternatywnych rzeczywistości, nie tworzymy nowych pomysłów, nie jesteśmy tak kreatywni. Dziś czerpię z niego inspirację i z tego jak on wymyślając w głowie różne niespotykane wynalazki radzi sobie z bólem życia codziennego pozbawionego ukochanego ojca. Przytoczę Wam dwa fragmenty.

""Fascynujące było to, co wyczytałem w "National Geographic",a mianowicie, że obecnie żyje więcej ludzi, niż zmarło ich w całej historii ludzkości. Innymi słowy, gdyby wszyscy jednocześnie chcieliby zagrac Hamleta, nie mogliby, bo zabrakłoby czaszek!
 A gdyby tak powstały drapacze chmur dla zmarłych, które budowałaby się w dół? Mogłyby się znajdowac pod drapaczami chmur dla żywych, które wznoszą się w górę. Czasami myślę sobie, że byłoby niesamowite, gdyby istniał drapacz chmur, który jeździłby w górę i w dół, podczas gdy windy stałyby w miejscu. Tak że gdyby człowiek chciał wjechac na dziewięcdziesiąte piąte piętro, nacisnąłby tylko guzik i to piętro podjechałoby samo do niego. Byłoby to też bardzo praktycznem, bo gdyby na dziewięcdziesiątym piątym piętrze i gdzieś niżej uderzyłby samolot, budynek zwiózłby wszystkich na dół, na ziemię, i ludzie byliby bezpieczni."

Czyż nie fascynująco Oscar kreuje w głowie własną rzeczywistośc i pomysły pomagające mu znaleźc sens w życiu?
Kolejny wynalazek jego autorstwa, który mnie urzekł:

"Tej nocy przed zaśnieciem wymyśliłem specjalny system drenów, które byłyby zainstalowane pod każdą poduszką w Nowym Jorku i łączyłyby się ze zbiornikiem w Central Parku. Kiedy ludzie płakaliby w łóżku, wszystkie łzy spływałyby w jedno miejsce i rano facet of prognozy pogody mógłby informowac, czy poziom łez w zbiorniku podniósł się, czy opadł, i wiedziałoby się, czy cały Nowy Jork jest w dołku, czy nie."

:)

Jeśli ktoś nie ma funduszy na zakup książki, polecam też adaptację filmową. Ja obejrzałam najpierw film, który mnie urzekł, a teraz sięgnęłam po książkę i w ogóle nie psuje mi to frajdy i podziwiania niezwykłej wyobraźni i ekspresji autora. Polecam!

My dorośli, bądźmy dziś dziecmi.


środa, 30 maja 2012

czy to jest przyjaźń?...

Czym jest dla was przyjaźń? wiele zacnych cytatów i złotych myśli mówi, że przyjaciel to ten, którego nie widzisz miesiącami, latami, ale potraficie przysiąśc do stołu po takiej rozłące i nadal czuc tą więź i gadac jakbyście widzieli się wczoraj. To siedzenie obok siebie w milczeniu, gdy potrzeba. To czas na śmiech, gdy jest z czego i płakac, gdy jest za kim. Dzielic każde uczucia. Tak naprawdę nie dzielimy połowy z nich, ukrywamy je w półsłówkach, zakrapianych alkoholem wieczorach. Prawda w przyjaźni już też powoli wychodzi z mody. Prawda jest w porządku póki jest bohaterem negatywnym, gdy chcemy przejśc na ciemną stronę mocy widzimy znaczny spadek zainteresowania rozmową, zakłopotanie, przewracanie oczami, zmienianie błyskawiczne tematu.
I widzicie ja nie potrafię zakopac tego czasu rozłąki i zakleic go super glue. U mnie ta luka zostaje i tworzy pustkę w sercu, którą po czasie przepełnia gorycz i pretensje i smutek. Bo co jeśli w tym czasie ciszy stało się coś ważnego, co nas ominęło? Gdzie był wtedy ten przyjaciel, żeby chociażby pomilczec, skoro nawet telefonu nie odebrał? Więc dziś twierdzę, że znów przyjaciół nie mam.
Dlatego pozdrawiam tych wirtualnych, bo są ze mną częściej niż Ci realni. Realni ranią mnie realnie i czasami mają to gdzieś. Zawsze mi zarzucano, że to ja się oddalam i nie dbam o przyjaźń. Ja nie pcham się po prostu tam gdzie mnie nie chcą. To po prostu wygodne wytłumaczenie własnej nieobecności. Ja ostatnio się nie oddalam, szukam, wyciągam rękę, gdy ktoś boi się odezwac po długim czasie. Bo bywam trudna i ludzie boją się moich pretensji. Wiem. Pamiętam to, co złe i może ludzi z obawy wypomnienia tego, co złe sięnie odzywają? Nie wiem już.  Ciężko wybaczam, bywam pamiętliwa. Ale w głębi ducha jestem dobrym pogodnym człowiekiem, z którym popołudnia i wieczory spędza się lekko.


A zatem gdzie jesteście moi "przyjaciele?" Dlaczego nie zadzwoniłaś w sprawie tego grilla? Dlaczego nie zadzwoniłaś, że jesteś w mieście i muszę to się dowiedziec z oznaczeń na durnych zdjęciach z FB? Dlaczego myślisz, że bardziej zależy mi na tym głupim opóźnionym prezencie urodzinowym niż na rozmowie z Tobą przy winie i  Twoich pysznych muffinach?
Wczoraj zadzwoniła Ksena. bez zawahania, zastanawiania, przegadałybyśmy pewnie cały wieczór, gdyby nie ograniczenia kasy na koncie i obowiązków dookoła:) Tak po prostu, istnieją ludzie, którzy są i nie trzeba ich zmuszac. Przynoszą niespodziewaną radośc, pukają bez ostrzeżenia i wchodzą do naszego życia na całe życie.

Tęskniłam, bardzo długo tłumiłam, żeby się nie czepiac, teraz przechodzę w fazę złości.

Więc moja Aniu, Ksenko, Jakubku, każdemu komentującemu; Silnakobieta, Karioka, Mieteor, Malawiart, Karolina S. Marta Z., Nashi, Kathi, Myself i cała rzesza, o której też pamiętam, przypominacie mi, że jesteście i ja jestem i dziękuję Wam za tę cenną i bezcenną obecnośc! Za Wasze słowa i notki, rozmowy nocami, inspiracje, pocieszenia, gratulacje, śmiech i łzy. Wy wiecie ;* 

Dla Was cover Beatlesów z jednego z moich ulubionych musicali! :)


Dziękuję mojej najlepszej przyjaciółce. Mojej Dziewczynie:*:)

poniedziałek, 28 maja 2012

"nie jestem szalona, tylko trochę uszkodzona"

Całymi dniami
Wpatruję się w sufit

Zawieram przyjaźnie z cieniami na ścianie

Całą noc

Słyszę głosy, które każą mi zasnąć

Bo jutrzejszy dzień może się na coś przyda

Trzymajcie mnie

Czuję jakbym zmierzała ku upadkowi

I nie mam pojęcia dlaczego

Ale ja nie jestem szalona, trochę tylko mi źle ze sobą

Ale zostańcie na chwilę,

Może wtedy zobaczycie drugą stronę mnie

Nie jestem szalona, tylko trochę uszkodzona

Wiem, że teraz wam wszystko jedno

Ale całkiem szybko pomyślicie o mnie

I o tym jak byłam

SOBĄ.

Tłumacząc niegdysiejszą moją piosenkę-hymn ciągle chętnie do niej wracając i do zespołu ją wykonującego. Naszło mnie słuchając tysiaca piosenek w moim odtwarzaczu, dziś zatrzymuję się tutaj i w tamtych czasach.
Myśląc o mojej siostrze, która pokazała mi, że muzyka to więcej niż powód do tańca, ale i przemyśleń. Właściwie pokazała mi swoim gustem, że muzyka to nie tylko dźwięki, ale i znaczenie i przebicie się prosto do duszy i serca. Byłam jeszcze dzieckiem, ale uczyłam się tym i języka angielskiego i życia. Chyba nie wie do dziś, że za to Ją podziwiałam i trochę zazdrościłam będąc dzieckiem:) Dlaczego rodzinie wyznac uczucia najtrudniej?
Matchobox Twenty na dziś. Jej do dziś ukochany zespół, a chyba przede wszystkim wokalista.

Gdy świat każe Wam się zmieniac, a wy zastanawiacie się czy warto...


Gdy boicie się, że kogoś utracicie...

 

I najważniejsze: gdy potrzebujecie pomocy, ale wolicie ją wykrzyczec piosenką...


If I fall along the way
Pick me up and dust me off
And if I get too tired to make it
Be my breath so I can walk

If I need some other love
Give me more than I can stand
And when my smile gets old and faded
Wait around I'll smile again

Shouldn't be so complicated
Just hold me and then
Just hold me again

Can you help me I'm bent
I'm so scared that I'll never
Get put back together

No ok jeszcze jedna:)

Gdy ukochana osoba wybiera większe miasto i karierę zamiast Ciebie..ile się na tym naryczałam. 
(plus by udowodnic, że na żywo to on śpiewac też umie:)


Ech czasami mam wrażenie, że tak jak piosenka może coś naprawic, tak samo może uszkodzic. Choc dziś bardziej to pierwsze, bo człowiek z czasem uczy się patrzec na przeszłośc z daleeeekim dystansem :)

a Wy Kochani? Mieliście kogoś, kto przedstawił Wam najlepszę kochankę życia Muzykę i zapewnił stały związek na całe życie?:)

czwartek, 24 maja 2012

Duma z Pani M(ogę) G(ówno) R(obic)


Parę tygodni temu miało miejsce jedne z ważnych wydarzeń w moim życiu. Zawsze wypatrywałam go i uważałam za przełomowe, ponieważ wychowano mnie w wierze, że bez wykształcenia nic nie osiągniesz i najważniejsze jest wykształcenie wyższe, bo to ono Cię określa w życiu zawodowym, ale i prywatnym. Tak więc dla mnie nigdy nie było pytania „czy pójdę na studia i zostanę magistrem” tylko KIEDY to nastąpi. 
Mój okres edukacji i zdobycia tytułu magistra wydłużył się trochę ze względu na pewne zmiany, więc odebrano mi jakoś radość z uzyskania tego tytułu. Poza tym moja promotor była tak zniechęcająca, krytyczna i nie mająca odwagi powiedzieć tego w twarz tylko wypisując w mailach, że pisałam pracę tylko i wyłącznie sama, według własnego pomysłu, własnych poszukiwań i starań i tak stworzyłam pracę, z której ja jestem bardzo dumna.
W ramach naszej rodzinnej tradycji moi rodzice towarzyszyli mi na obronę choc nalegałam by tego nie robili, bo będzie to dziwnie wyglądać, ale mimo wszystko nie naciskałam jakoś bardzo, bo liczyłam, że ich nie zawiodę i chciałam zobaczyć ich reakcję wtedy.
Tak więc wchodząc na egzamin od niechcenia, wyszłam z rękami ułożonymi w geście triumfu, ponieważ moja praca została oceniona na 5, a egzamin magisterski zdałam na 4,5 i uzyskałam najlepszy wynik. Gdy podobny uzyskałam na egzaminie licencjackim ojciec odparł: dlaczego nie 5? I podciął po raz kolejny skrzydła. Tym razem nie mieli mi nic do zarzucenia. Zrobiłam wszystko jak chcieli.
I nikt mnie do dziś nie zapytał jak to jest. Jakie to uczucie w końcu zadowolić rodzica, którego wydawało się, że zadowolić się nie da. Jak to jest dojść do punktu, do którego dążyło się całe życie. Powiem Wam, że nijako, nie wiem jak, bo ten dzień nie miał w sobie magii. Nie wiem czy to ze względu na te wlekące się studia i totalny brak szacunku wykładowcy wobec studentów, ich wydawanych pieniędzy i poświęcanego czasu czy może dlatego, że nie czułam powagi tego dnia z niewiadomych przyczyn. Nie wiem kiedy to nastąpiło, ale dzień, który miał być tak ekstremalnie ważny został sprowadzony do dnia, w którym zdobędę kolejny tytuł naukowy i wiążącą się z tym podwyżkę.
Nie wiem czemu nie chciałam chwalić się tym wydarzeniem w pracy, nie czułam potrzeby mówienia komukolwiek prócz osobom, które wiem, że na to czekały. Właściwie, gdy spojrzę daleko wstecz to od dziecka miałam problem z mówieniem o sobie dobrze i ogłaszaniem swoich sukcesów. Nie czułam, że czymś wielkim jest wygrywać konkursy przedmiotowe, jeśli mój ojciec nie potrafił pokazać, że jest dumny. Nie cieszyłam się z dobrze zdanej matury, gdy nie usłyszałam z ust ojca, że jest ze mnie zadowolony. Jako jedyna w rodzinie dostałam się na dzienne studia na jednej z lepszych uczelni w Polsce, a jemu ciągle było mało. Dostałam stypendium naukowe za dobre wyniki w nauce i nadal to nie wystarczało. Na absolutorium moje nazwisko wyczytano z okazji otrzymania nagrody za najlepszy blog studencki pisany w języku angielskim no i wtedy pojawił się cień dumy.
Tak więc kochani mówię Wam dziś, że większość życia idę z chorą ambicją zdobywania dobrych wyników głównie dla mojego ojca i tak było i w ten dzień. Po wyjściu z ogłoszenia wyników mojego egzaminu podeszłam do rodziców podnosząc ręce w górę w geście zwycięstwa i nie wiem czy cieszyłam się bo wygrałam z wredną panią promotor czy z ojca ciągłym rozczarowaniem moją osobą. Ale wtedy ojciec odparł : chociaż jedno dobre wydarzenie w tej rodzinie w czasach dla tej rodziny okropnych. I mnie zaskoczył, bo wiem, że był to jeden z jego najlepszych komplementów. I ten dzień czułam, ze był mój, że byli dla mnie i nie sprzeciwiali się mnie, bo w końcu nie mieli mi nic do zarzucenia, bo wiedzą, że dałam z siebie wszystko i zwyciężyłam. Tradycją jest też zabrać rodziców na „magisterski” obiad, zatem udaliśmy się na Stary Rynek i nie kazałam im oszczędzać tylko wybierać co chcą, widziałam ich poczucie winy, bo za tę cenę kupilibyśmy towaru do domu na cały tydzień obiadów. Widziałam, że mamie jest przykro, że nie stać ich na prezent dla mnie w nagrodę. W nagrodę za trzymanie kciuków to ja jej kupiłam nowe klapki. Spacerowałam z nimi przez miasto i czułam, że są dumni, a tata powiadomił nawet swoje rodzeństwo. Wracając postanowiłam jeszcze zrobić szybkiego grilla. Mój brat przyjechał z ukochanym bratankiem, który wręczył mi bukiecik kwiatów, a ukochana dziewczyna przywiozła kwiatka i wymarzony prezent:)
Ten dzień miał być szczególny, ale trudno o coś wyjątkowego w tym ciągle mrocznym okresie dla mojej rodziny, ale wtedy wieczorem, gdy już się wykąpałam, mama nalegała, że pozmywa, a ja mam sobie odpoczywać na kanapie z piwem w ręku, stało się coś niesłychanego. Tata oddał stery telewizora w moje ręce, co uwierzcie jest rzadkością, i pozwolił mi oglądać nowy odcinek Gry o Tron w telewizji. Po chwili dołączyła do nas mama, która rzadko ogląda tak okrutne sceny, ale nie narzekali.
Ale najbardziej mnie zaskoczyło, zdziwiło, wprawiło w uczucie ciepłe jak i przedziwne, ponieważ nieznane – przytulenie przez moją mamę. Mama usiadła, wzięła moją rękę pod swoją i zwyczajnie się we mnie wtuliła, jak bezbronne dziecko potrzebujące miłości. Głaskałam jej rękę aż zasnęła, a potem kazałam pójść do łóżka, żeby ją kark nie bolał.
Zbliża się Dzień Matki i postaram się jak mogę widzieć w ten dzień tylko taki Jej obraz, a nie ten, który w większości czasu mnie wyniszcza psychicznie. Dziś znów wyszła z niej wspaniała kobieta mająca swoje własne skrywane historie. Skrywane, ponieważ nie wierzy, że ktoś by je wysłuchał z zainteresowaniem. Przedwczoraj wróciłam z wycieczki klasowej z moimi dzieciakami z Wrocławia i dziś mama zamieniła się znów w tą fascynującą kobietę pewną ciekawych opowiadań z dzieciństwa, która odwiedzała ciocię we Wrocławiu jak miała ok. 12 lat, która pozwalała jej sama poruszać się po Wrocławiu, jeździć tramwajem, odwiedzać dom towarowy, że pamięta jak ciocia była dziwna, bo spała w szafie. Zaczęła znów opowiadać o babci i prababci, jak szyła piękne koronkowe firany i obrusy i żałuję, że je spaliła. Przypomniała, że ani ona ani babcia nie skończyły szkoły, ale babcia dostała się do liceum i zdołała ukończyć pierwszą klasę, co wtedy było nie lada wyczynem, ale przerwała ją ze względu na biedę w rodzinie i obowiązki w domu. Może dlatego mama zawsze też napierała i jest tak dumna, że jej czwarte dziecko uzyskało tytuł magistra i Jej dumę tego dnia czułam najbardziej i mam nadzieję, że tę wdzięczność okażę Jej też w Dzień Matki o ile mi na to pozwoli zważając na Jej ciężki charakter i niechęć do pochwał, prezentów i bycia w centrum uwagi. Ciekawie po kim to mam;)