środa, 25 kwietnia 2012

Siła ciszy w świecie, który nie przestaje gadac.


Żyjemy w społeczeństwie, które ma obsesję na punkcie metek, w sensie dosłownym i przenośnym. Obserwuje jak dzieci od najmłodszych lat przejmują się marką odzieży, butów czy toreb będą mieli. Po świeżo zrobionych zakupach przybiegają na przerwie i chwalą się butami Nike,torbą Adidas, chustą z H&M’u , nie pomijają przy tym wspominania o cenach. Robiąc się starszymi patrzymy nie tylko na firmę widniejącą na metce, ale i rozmiar. Czy przytyłam i przeskoczyłam z 38 na 40 czy zmieściłam się w te jeansy o rozmiarze 36?! I czujemy się genialnie i atrakcyjnie.
Inny rodzaj metki to ten, który ciągle doczepiamy ludziom i ich zachowaniom, osobowościom, cechom charakteru. Jesteśmy społeczeństwem obsesyjnie oceniającym innych, nie da się zrobić nic, byc sobą i pozostać bez oceny, obraźliwych uwag, gadania za plecami czy wytykania palcem. 
Ostatnio przeczytałam przesłanie interesujące, ponieważ dobitnie prawdziwe. Jeśli jesteś biseksualny znaczy, że jesteś zdezorientowany. Jeśli jesteś homoseksualistą, jesteś grzesznikiem.Jeśli jesteś chudy, to pewnie bierzesz narkotyki albo inne świństwa. Jeśli jesteś gruby, wyglądasz okropnie. Jeśli ubierasz się elegancko, jesteś snobem.Jeśli ubierasz się luźniej, jesteś niechlujem. Gdy mówisz to, co myślisz,jesteś zimną suką. Jeśli jesteś miły dla obcych, jesteś sztuczny. Jeśli płaczesz,jesteś królową dramatów. Jeśli masz przyjaciół płci męskiej, jesteś puszczalską. Jeśli masz przyjaciółki płci żeńskiej, jesteś podrywaczem. Reasumując, nie możemy zrobić nic i być kim jesteśmy bez natychmiastowego przypięcia nam jakiejkolwiek metki. 
Wyobraźmy sobie imprezę, gdzie ewidentnie mamy ludzi dzielących się na ciągle głośno się śmiejących,opowiadających zabawne anegdoty, tańczących do upadłego, prościej mówić, tak zwane dusze towarzystwa. I na końcu kanapy siedzi osoba, która odmawia w większości tańczenia, w spokoju sączy drinka, śmieje się z opowiadanych żartów,ale nie ma wiele do wniesienia w dyskusję. Pierwsze co pomyślimy to, że psuje zabawę swoją ospałością, pozornie kiepskim nastrojem i zamknięciem w sobie.Pomyślimy – dziwak, bo po co przyszedł na imprezę skoro nie bierze w niej udziału?
Nikt nie pomyśli, że może to introwertyk, który czuje się stłamszony w otoczeniu ekstrawertyków, tzw. lwów salonowych. Może woli świat uczuć i wrażeń i spędzić wieczór z książką przy winie, co nie znaczy, że jest odludkiem czy dziwakiem. Mówię o tym, bo ostatnio przeczytałam artykuł mówiący, że nadchodzi koniec ery krzykaczy, a rodzi się era introwertyków.
Susan Cain, zdeklarowana introwertyczka i obecnie ich bohaterka wygłosiła ostatnio wykład o tym, jak introwertyków odpycha się na bok i nie docenia ich wkładu w dyskusję. Dowody tego możemy zobaczyć od najmłodszych lat. Dziecko ciche i zamknięte w sobie uważane jest za dziecko z problemami. Jako nauczyciel mogę potwierdzić to, że zmusza się nas wręcz do promowania dzieci o głośnych osobowościach, bo to one najlepiej dowodzą i pracują w grupie i wygrają najwięcej konkursów by wypromować szkołę i dobrze wypaść przed rodzicami i władzami lokalnymi. Ogromny nacisk kładzie się właśnie na pracę w grupach, bo umiejętność pracy w grupie jest wyznacznikiem normalności i przygotowuje dziecko do dorosłego życia. Autorka książki „Republika hałasu: brak samotności w szkolnictwie i kulturze” zarzuca szkołom, że wychowujemy pokolenie pustych krzykaczy.
 Spójrzmy na to, kogo zatrudniają pracodawcy i wielkie korporacje. Nie trudno zauważyć, że cechy pożądane to charyzma, przebojowość,umiejętność pracy w zespole i kreatywność, ale kto powiedział, że człowiek cichy nie posiada tej ostatniej cechy? W USA kult ekstrawersji osiągnął takie apogeum, że introwersję uznaję się jako przesłankę do rozpoznawania chorób psychicznych. Jednak naukowcy w „kulcie niedouczonych krzykaczy” dopatrują się przyczyn kryzysu ekonomicznego, ponieważ to oni okupują w większości stanowiska prezesowskie w wielkich przedsiębiorstwach. Naukowcy twierdzą, że introwertyk z racji tego, że jest bardziej zainteresowany pracownikiem, świetnie go chwali i motywuję potrafiłby lepiej zarządzać firmą i przewidzieć nadchodzący krach. W Chinach stawia się obecnie na introwertyków, którzy dowodzi się procentowo mają więcej pomysłów i mówi się, że to oni są przyszłymi twórcami nowych technologii. Zwróćmy uwagę na to jak tworzone są biura by dowieść tego, że promuje się ekstrawersję. W większości to otwarte przestrzenie, gdzie mamy mieć poczucie pracy w grupie, brak szansy na prywatność. Niektóre jednak firmy odsuwają się od tego, by dać szansę pracy indywidualnej i skutki są zdumiewające, ponieważ z początkowych obaw o brak kreatywności, produktywność pracowników i liczba pomysłów wzrosła. Susan Cain krzyczy „dość” w kierunku ekstrawersji z racji tego, że mnóstwo badań i statystyk dowodzi, że to introwersja jest ogniwem ewolucji, więc dla dobra rozwoju cywilizacji i w imię ciężkiej pracy powinnyśmy zacząć słuchać tych bardziej z pozoru nieśmiałych pracowników i uczniów. 
Nie wiem ile prawdy w tych badaniach i statystykach, bo zawsze twierdzę, że całego świata nie da się zbadać i poddać ankietom. Jednak, gdy na imprezie widzę osobą siedzącą na uboczu, z pozoru zamkniętą w sobie, to ona intryguje mnie bardziej i sprawia, że chcę do niej podejść i zacząć ciekawą rozmowę o życiu niż wychylić kolejny kieliszek w góry w tłumie podpitych znajomych, którzy przyszli się tylko wyszaleć, wytańczyć i wykrzyczeć. 

wtorek, 17 kwietnia 2012

bez tęczy na polskim niebie.


Błogosławieństwa Internetu nigdy nie przestaną mnie chyba zaskakiwać. Odkąd do naszych rodzin dołączyli wujek Google i ciocia Wikipedia nasze życie zrobiło się szybsze i wygodniejsze,ciekawsze. To chyba najczęściej i najchętniej odwiedzani członkowie naszych wirtualnych rodzin. Trudno się nie uzależnić i nie odwrócić od papierowych książek, słowników, encyklopedii, realnej komunikacji i kontaktów, gdy wszystko mamy w zasięgu naszych palców i kilku kliknięć myszą i stuknięć w klawiaturę.Wszystkie informacje, adresy, kontakty, osoby, pliki w jednym miejscu, czyż to nie kuszące i piękne? Potrzebujesz definicji słowa, chcesz znać dyżury aptek w niedzielę, bo akurat dopadła Cię gorączka, chcesz wiedzieć na której stacji jest najtańsze paliwo w dobie pożerającej nasze portfele ekonomii, masz dziwną wysypkę i zanim pójdziesz do lekarza to poradzisz się doktora Googla skąd mogła się wziąć i jak można ją leczyć, jesteś zbyt wstydliwy i nie wierzysz już w powodzenie swoich poszukiwań w realnym świecie, to założysz profil na portalu randkowym i dobierzesz partnera/kę według swoich potrzeb, zainteresowań i upodobań. Bo przecież każdy pragnie zostać zauważonym, docenionym. 
Nie okażemy smutku w pracy czy bliskim, ale podświadomie zawołamy o uwagę czy pomoc szyfrem, zagadką, cytatemczy piosenką zamieszczoną na facebookowej tablicy. Chcemy by ktoś podziwiał naszą nową fryzurę, świeżo zrzucone kilogramy, nowego chłopaka czy dziewczynę więc zaktualizujemy zdjęcie. Niech nam ludzie trochę pozazdroszczą i komplementują pod albumem z naszej wyprawy do Tajlandii. Gratulacje pod zawarciem związku małżeńskiego, narodzinami dziecka, chrzcinami, uzyskaniem tytułu naukowego, kupnem mieszkania czy auta. Wszyscy w morzu ludzi chcemy choć na chwilę przestać być niewidzialnymi. 
Moim zdaniem Internet nie staje się już ucieczką od życia codziennego, przestajemy być anonimowi. Wystarczy parę chwil poszukiwań i można zidentyfikować osobę ukrywającą się pod danym pseudonimem. Ja najbardziej staję się widzialna przez ten blog i to w jaki sposób ludzie mnie odnajdują nie wiem czy jest już bardziej  pozytywnie zaskakuje czy robi się zatrważające. Nie raz proszono mnie już o udział w jakimś badaniu, ankiecie do pracy magisterskiej czy wywiadzie. Gdy to się zdarza to od razu pytam jak mnie Pani/Pan znalazła, bo sposoby wyszukiwań w Internecie zaczynają coraz bardziej mnie fascynowac. Na przykład dowiedziałam się, że gdy wpisze się słowo „psycholog” w wyszukiwarkę blogów Onetu to mój blog wyskakuje jako jeden z pierwszych. W ten sposób odnalazła mnie psycholog z Warszawa oferująca rozmowy mailowe pro bono jeśli będą tego potrzebować. (a propos notki „cały mój świat potrzebuje psychologa:).
Każdy skrycie marzy o byciu zauważonym by upewnić się, że ktoś go słyszy, a nasze słowa nie odbijają się przeraźliwie pustych, głuchym echem o puste ściany naszego prywatnego wariatkowa w mózgu. Tak więc po zapytaniu wujka Googla i wpisanie w jego wyszukiwarkę frazy „tęczowa rodzina” pojawia się po raz kolejny mój blog i w ten sposób odnalazła mnie ostatnio pewna Dobra i Miła:) dziennikarka, bądź jak ja to wolę nazywać "story hunterka:) i zaproponowała mi udział w programie Miasto Kobiet na kanale TVN Style, który miałby poruszać temat świadomego macierzyństwa osób homoseksualnych by stworzyć inteligentny dialog, by móc pokazać, że tęczowe rodziny mają problemy jak każde inne rodziny oraz by pokazywać różnorodność i zacząć ją w końcu akceptować. 
Komu nie zrobiłoby się miło i nie zechciałby przeżyć ciekawej przygody, zobaczyć telewizję od kuchni, zrobić sobie kilkugodzinną przejażdżkę i poznać Dorotę Wellman i Paulinę Młynarską i może jeszcze inne wartościowe osoby?
Czemu by nie, prawda? Ale odmawiam, ponieważ nie wierzę w wystarczającą zmianę mojego wizerunku i imienia by moja własna matka lubiąca oglądać ten program zasiadając w swoim bujanym fotelu mnie nie poznała. Bo choć odkąd żyję nie widziała przecież mężczyzny u mojego boku i żaden takowy nie przekroczył progu naszego domu to nie chciałabym by musiało jej możliwie pękać serca oglądając to. Choć nie mam też pewności czy nie byłaby może dumna, to nie będę jednak ryzykować ani jej niepewnej reakcji ani mojej pracy i szykanowania. Bo nie oszukujmy się, ale ciągle żyjemy w państwie, gdzie nie mogę być zauważona i jednocześnie być bezpieczną. Nie mogę powiedzieć koleżankom z pracy przy winie, że świadomie pragnę mieć dziecko z kobietą i chce je świadomie począć, a nie wejść w związek, w którym partnerka będzie już miała dziecko z poprzedniego związku z mężczyzną. Bo to nie byłaby już tęczowa rodzina, ale rodzina zabarwiona homofonią, zawiścią polskiej społeczności. Społecznośc, która chyba nigdy nie zrozumie, że homoseksualni rodzice nie „zarażą” dziecka homoseksualizmem, bo jeśli by tak było to czemu moi heteroseksualni rodzice i rodzeństwo nie „zarazili” mnie heteroseksualizmem? Po raz kolejny odzywa się we mnie idealistka rozdrażniona na myśl o uparciu polskiego społeczeństwa i braku umiejętności podjęcia przez niego otwartego dialogu składającego się naprawdę z logicznych argumentów popartych faktami i ludzkimi uczuciami, a nie zabobonami,uprzedzeniami, stereotypami i wszelkiego rodzaju fobią przed cokolwiek nowym i odmiennym.
Wrócę więc dziś i skryję się z powrotem w szafie i będę lesbijką, która dziś ponownie czuje się jak ta przerażona 15-latka, która nie miała pojęcia jak komuś powiedzieć, że kocha kobietę, bo bała się odrzucenia i ludzkiego obrzydzenia. Choć na co dzień wśród wspierających osób, bliskich i Was kochani czytelnicy, przypomniano mi i wkurzyłam się ponownie na myśl, że homofobia w Polsce is alive and well.

czwartek, 22 marca 2012

Kobieta na skraju dojrzewania.


Od urodzenia do czegoś bezustannie dążymy.Przepychamy się w szeregu naprzód w poszukiwaniu celu i sensu naszych działań.Zawsze chcemy być lepsi i dojrzalsi niż dzień wcześniej. Ciągle czegoś pożądamy i uzyskujemy to na najróżniejsze sposoby. Świadomie, a czasem nie, stawiamy żądania. Najbardziej na świecie jednak chyba chcemy to móc powiedzieć o sobie,że jesteśmy szczęśliwi i dojrzali. Te dwa słowa wzbudzają skrajną zazdrość przy spotkaniu po latach. 
Niemowlę nie mogące jeszcze wyrazić swojej potrzeby słowami, płaczem woła o jedzenie, toaletę czy przytulenie. Gdy rośnie zaczyna żądać nagród za dobre zachowanie w postaci lizaków, jajka niespodzianki,samochodzika, lalki, roweru, telefonu, laptopa… Dziecko wypatruje dorosłości,by móc posiadać, to co mama, tata czy też tak wyglądać i się zachowywać. Mierzy ile centymetrów urosło, mimo obaw i wstępnych narzekań wypatruje dnia kiedy pójdzie do pierwszej klasy. Potem czeka na komunię świętą, kiedy jak dorosły będzie mógł stanąć w kolejce do komunii. W czwartej klasie ekscytuje się zdawaniem na kartę rowerową, bo to pierwszy dokument upoważniający ich do kierowania jakimś pojazdem jak dorośli. Każde zakończenie szkoły i egzamin przybliża ich ku dorosłości. Siedzą jak na szpilkach, gdy zbliża się wielka 18stka by móc zdawać na prawo jazdy, wypić legalnie alkohol i móc wykrzyczeć rodzicom,że są już dorośli i mogą za siebie decydować i wracać do domu kiedy chcą.Zaczynają palić papierosy w wieku lat 12 by wyglądać na twardzieli. Nie wykrzywiają się, gdy biorą pierwszy w życiu łyk piwa by pokazać, że smakuje im jak dorosłym i mogą wszystko. Gdzieś po drodze ktoś złamie im pierwszy raz serce, tzw. przyjaciel zdradzi i rozczaruje i poczują gorzki smak goryczy życia, który w niczym nie przypomina żrącego dymu papierosów w płucach. Poczują, że złamane serce to nie tylko przenośnia i smutny demotywator w Internecie, ale też prawdziwa fizyczna dolegliwość, która wysusza oczy od łez, powoduje migreny, brak apetytu, ból brzucha, kłucie w sercu, a nawet wymioty. Zaczną powoli żałować i zastanawiać się czy warto tak pędzić do tych dorosłych uczuć izachowań, które nie niosą ze sobą tyle frajdy, które towarzyszyły ich dziecięcym fantazjom. Choc ciężko nam to przechodzi przez gardło to przełykamy te gorzki smaki i chwile życia i idziemy dalej mówiąc sobie, że czyni nas to silniejszymi i dojrzalszymi. 
Dostajemy się na studia i otrzymujemy zieloną legitymację i dumnie prosimy o bilet studencki w kinie czy na dworcu. Każdy kolejny stempel na odwrocie legitymacji pcha nas ku dorosłości i poważniejszym decyzjom. Uzyskujemy tytuł licencjata czy inżyniera i rzucamy biret w górę z ulgą przez chwilę myśląc „To koniec!”. Ale trzeba wybrać przecież karierę zawodową, podjąć kolejną dorosłą decyzję. Ci którzy mają szczęście i dostęp do czyjejś kieszeni jako pomocy odsuną kolejny krok w dorosłość i pójdą na studia magisterskie. Potem będą tytuły, praca, mąż, dzieci – dorosłość ale czy dojrzałość?
Ja myślałam, że jestem dojrzała.Znalazłam dobrze płatną pracę, w której się sprawdzam i jestem ceniona,jednocześnie kończąc studia magisterskie sama je opłacając. Kiedy w domu zaczęło się źle dziać, nie uciekłam od odpowiedzialności i wspieram finansowo rodzinę. Umiem gotować, sprzątać, prac, załatwić sprawę w urzędzie. Dla mnie dojrzałość to nie to, co robimy, ale to jacy jesteśmy w różnych sytuacjach w stosunku doi nnych. Znam siebie i myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy i będę żyć swoim statecznym życiem rozsądku, a moim kolejnym krokiem w dorosłość będzie kupno mieszkania. Jednak inteligencja i dojrzałość nie zawsze słuchają się rozumu i rozsądku, ale szwankują i głupieją. I nigdy nie zawiodłam tak siebie i kogoś,gdy usłyszałam: miałam cię za najbardziej inteligentną i dojrzałą, rozsądną osobę jaką znam, a okazałaś się po prostu dziecinna. A usłyszałam to, bo mimo wszelkich zapewnień i ciągu podejmowania rozsądnych decyzji w życiu, w związku zawiodłam i zdradziłam. Stałam się tą suką co się w filmach nienawidzi i zmieniłam scenariusz swojego związku i zamiast spełnic Jej największe marzenia,spełniłam jej największy koszmar. Role się tym razem odwróciły, nie zrobiłam tego w zemście, może karma po prostu zawsze do nas jednak wraca? Dziś w polecanej notce na Onecie czytamy, że kobieta nie zdradzi póki dostaje miłość i adorację, której potrzebuje.Nieważne jak mogę być dojrzała to i tak może jestem typową babą. W tym okresie poczułam się jak kobieta na skraju załamania nerwowego, która już nic nie wie o sobie, życiu i miłości. Aż przyszedł dzień, kiedy powiedziałam sobie, że może nigdy nie będę wiedzieć do końca kim jestem, ale wiem kim chcę być i o to się mogę starać dla siebie, dla Niej i innych. Tak więc może nie zawsze będę szczęśliwa, ale mogę się postarać być dojrzała i dawać stabilizację sobie i osobom, które kocham. Dlatego teraz uzupełniam listę „100 sposobów na odzyskanie dziewczyny”i idzie mi chyba całkiem dobrze. Czuję się kobietą na skraju dojrzewania, która może nigdy nie przekroczy tego „skraju”, ale czy ciągłe bycie w drodze nie jest motywujące by stawiać sobie kolejne cele? Popełniłam w życiu kolejny błąd, wyciągnęłam wnioski i wcielam je w życiu starając się być kimś, kogo sama będę szanować czy to dojrzała czy nie. 

piątek, 24 lutego 2012

Nie boję się mówic: Seks to zdrowie!


Lubię seks. Ubóstwiam seks.Kocham seks. Seks jest dobry. Nie boję się tego powiedzieć głośno. I nie, nie jestem prostytutką, zdzirą, szmatą, puszczalską, nie szukam sponsoringu i nie jestem żadną matką, żoną czy inną kochanką. Nie wyobrażam sobie seksu bez orgazmu, odmawiania sobie naturalnego prawa do przyjemności. A tak wiele kobiet musi udawać, tak wiele kobiet nie potrafi powiedzieć, poprosić, pokazać co przyprawia je o ścisk ud i uniesienie bioder połączony z głośnym jękiem na rzecz przyjemności partnera. Kolejny artykuł, który na ten temat przeczytałam słusznie zauważa, że taka taktyka sprawdza się na początku, a potem sprawia, że seks ląduję na liście „rzeczy do zrobienia” jak lista zakupów na lodówce. Staje się obowiązkiem i jak wiadomo od obowiązków się ucieka jak się da, bo człowiek potrzebuje odpoczynku. 
Seks jest zabarwiony w Polsce tabu i niemoralnością, kobieta przyznająca się otwarcie, że lubi go uprawiać narażona jest na krytykę społeczną i falę niemiłych epitetów wymierzonych w jej jakże niemoralną i perwersyjną osobę. W rezultacie strachu przyznania się otwarcie, że lubi się seks, kobieta zaczynać również bać się mówić o swoich potrzebach seksualnych i marzeniach zmian w swoim życiu seksualnym. Za bardzo martwimy się o to, że obrazimy drugą osobę. A czym jest seks jak nie dialogiem ciał? Skoro potrafimy porozmawiać na przykład o tym kto w tym tygodniu gotuje obiady i odwozi dzieci do szkoły to czemu by nie powiedzieć: chcę byś dziś dominował/dominowała w łóżku, chcę byś dotykała mnie tak, tu i tam. Rozmowa o seksie powinna być tak prosta i naturalna jak naturalne są nasze instynkty i pragnienia. Jaka to strata, że tak wielu w  Polsce ma zakorzenione głęboko w świadomości, że seks to grzech i powinien być trzymany w sferze prywatnej, co w konsekwencji prowadzi do tego, że choć mimo może i udaje się nam uprawiać często seks to jest on ciągle taki sam i wiecznie przyzwoity. 
Jeśli obawiamy się spełniać nasze fantazje z obawy, że uzna się nas za rozwiązłe czy zdzirowate, to czy nie zabijamy spontaniczności seksualnej? Gdzie miejsce na flirt i uwiedzenie w łóżku. Czemu chować seks do szafy sekretów jak kryje on w sobie tyle radości i wyzwolenia. Naukowo przecież udowodnione, że seks jest zdrowy. Orgazm sprawia,że czujemy się pełni energii, życia i nabieramy pewności siebie. Nie da się zbudować bliskości z kimś przez unikanie seksu lub rozmów o ich zaspokajaniu. Ukrywanie problemów nigdy nie było dobrą drogą do ich rozwiązania. Otwarte rozmowy o seksie i satysfakcja czerpana ze stosunku może nie tylko znacznie zbliżyć partnerów, ale być świetną nicią komunikacji, która umożliwi zbudowanie związku opartego na bliskości nie tylko dusz, ale i ciał, a co za tym idzie, zyskamy związek polegający na rozumieniu własnych potrzeb. Jeśli kobieta potrafi zrozumieć,że mężczyzna lubi oglądać mecze, a mężczyzna potrafi zaakceptować, że kobieta lubi np. kolorowe magazyny i spotykać się na ploty z przyjaciółkami to czemu by nie zrozumieć, że kobieta ma też prawo do swoich sposobów osiągania przyjemności, może nie tylko przez penetrację, może by tak trochę poeksperymentować z własnym ciałem kochane? Nigdzie nie jest napisane, że odkrywanie czułych punktów należy do przeciwnej strony, to jest nasze ciało, znamy je najlepiej, dzielmy się tą wiedzą, a będzie nam dane:) A więc kochani do łóżek, wszyscy mamy prawo do udanego życia seksualnego, nasze potrzeby są w porządku i nikt nie ma prawa ich krytykować. Każdemu przyznano ciało i wyobraźnię, korzystajmy z oby dwóch darów jakie natura nam dała i nie bójmy się przyznac: lubię seks!
http://www.youtube.com/watch?v=mcQ83tOZ4Wk
dziś trochę soulowo, zmysłowo i wieczornie.

poniedziałek, 20 lutego 2012

cały mój świat potrzebuje psychologa.


Zacznę całkiem nie głupimi słowami naszej królowej Doroty Rabczewskiej: " W Polsce prawie każdy powinien pójść do psychologa, by ten powiedział, jak skupić się na pozytywnym myśleniu. Na razie to prawie każdy Polak ma taką minę, jakby miał gówno pod nosem. I mnie się to nie podoba." I ja się pod tym podpisuję, znaczy się,pod grupą z gównem pod nosem. Czasami mam wrażenie, że oscyluję między chorobą afektywną dwubiegunową, manią, depresją i hipomanią. Skrajne wahania nastrojów,ciągła burza myśli, latające w złości przedmioty, chęc wyrządzania krzywdy. Życie nam nie ułatwia, życie nam bezczelnie kłody pod nogi rzuca. Bliscy? Ci tacy najbliżsi, nie przysparzają pocieszeń. Dzień lepszy przeplatany jest gorszym i tak zabawa w życie trwa. Każdy ulega wahaniom nastroju. Nikt nie jest ciągle w dobrym humorze. Po obejrzeniu takich filmówjak „Wstyd” mówiący o mężczyźnie uzależnionym destrukcyjnie od seksu oraz „Niebezpieczna metoda” opowiadającym o narodzinach psychoanalizy, terapii rozmową i znajomością między Sigmundem Freudem i Carlem Gustavem Jungiem, temat depresji powraca. Czasami wydaje się człowiekowi, że jest sam ze swoimi myślami. Patrzę dziś na każdy kąt swojego pokoju z osobna i myślę, że nigdy się z nich nie wyrwę, że zawsze będą zamykać mnie w swych czeluściach i sprowadzać do rzeczywistości bez większych perspektyw. Potem czytam mnóstwo artykułów na temat depresji i widzę, że nie jestem sama. Oglądam potem takie filmy i zastanawiam się co bym powiedziała na pierwszej swojej wizycie u psychologa(mając to szczęście, że faktycznie byłby/byłaby dobra). Że co? Jestem nadwrażliwa, niektórzy mówią, że przewrażliwiona. Ja uważam, że gdy człowiek chce prawdziwie żyć to musi bolec, bo nie ma życia bez bólu. Że kocham zatapiać się w swoim własnym sosie udręczenia, dramatycznych zakończeniach filmów bez happy endu, bo tylko wtedy myślę, że to co czuję głęboko w środku ma sens, a ja jeszcze nie do końca zwariowałam. Happy end nie jest odzwierciedleniem rzeczywistości. Mnie w życiu nie wychowano do szczęścia tylko do wiecznego poczucia odpowiedzialności, poczucia winy, dążenia do perfekcji, bez oglądania się na emocjonalne konsekwencje i łzy spływające po policzkach, ściekające po dekolcie, lądujące po środku stanika lub na kolanie. „Wylądujesz na ulicy lub jako sprzedawczyni na kasie, gdy taka będziesz” mawiał mój ojciec. Nie wychowano mnie w miłości do siebie, bliźniego, ale prędzej do pieniądza i względnie respektowanego statusu społecznego. Jeden z moich ulubionych cytatów brzmi tak: Dzieci zaczynają od kochania rodziców,potem ich osadzają, czasami im wybaczają”. Ja jestem na etapie wybaczania, a może na "czasami", a właściwie to częściej myślę, że "nigdy". Mówi się, że dzieci są najpiękniejszymi istotami, bo są tak niewinne i nie znają smutku czy poczucia nieszczęścia.Czytając wywiad ze specjalistą od depresji młodzieży dowiaduję się, że w rejonach Polski o największym bezrobociu, depresja wśród młodzieży sięga  50%. Najmłodszy przypadek samobójstwo z jakim ten specjalista się spotkał to 6 latek. 6 lat. Dzieci niemo krzyczą. Nie są jeszcze na tyle rozwinięte emocjonalnie by potrafić się wyrazić w słowach,dlatego moczą się w nocy, ich smutek objawia się np. w bólu brzucha. Radzi się,by nauczyciele, pedagodzy obserwowali dzieci i udzielali pomocy. W zeszłym roku uczyłam indywidualnie dziewczynkę, które zapadła w głęboką fobię szkolną,wylądowała na psychotropach. Nie pochwalałam tego, wierzę, że dzisiejszy powrót do szkoły umożliwiła jej troskliwa mama i współpraca ze szkołą i nauczycielami uczącymi. Kolejna, Mała W. od dziecka moczy się w nocy i przejawia bardzo destrukcyjne zachowania. Rodzice są bezradni, regularnie się spotykamy, wymieniamy informacjami i spostrzeżeniami, poleciłam zgłoszenie się do psychologa, bo jak bardzo bacznie ją obserwuję i staram się rozmawiać to nie jestem w stanie pomóc.Gdy człowiek czasami nie widzi sensu we własnym życiu to stara się pomóc innym,by nadać sens sprawom. To też skierowałam się do kuratorium i opieki społecznej o pomoc dla pewnej dziewczynki, którą 4 lata z rzędu omijano i nie zauważano.Opieka społeczna skwitowała: „ale po co tak ostro pisać do sądu na temat tej rodziny? Ewidentnie są w niej problemy, ale to jeszcze mi oponę w samochodzie przebiją albo co”. I jak tu rąk nie załamać. Potem płodzisz w ciągu miesiąca jak dla Ciebie genialne ze względu na totalną samodzielnośc działań ponad 80 stron, bez docenienia przez osoby do tego wyznaczone. Jak tu nie Myślec, że cały mój świat potrzebuje psychologa. Życie jest skomplikowane. Jest zagmatwane, może jego celem nie jest z nim ciągła walka o sens, bo może ten burdel nie powinien zostać uporządkowany. Może powinnam przestać czekać. Czekać na to,  że się uspokoi i przestanie bolec mnie. Ale mówić można jedno, a umysł robi drugie. Każda ręka i noga, cały mój świat potrzebuje psychologa. 

I've been walking on a tightrope falling
And I've been looking for a lifeboat for you
I've been looking for a light left in your eye

środa, 1 lutego 2012

nic dwa razy.


Musi być do wyboru,
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
Czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspera i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.

Kto lepiej sportretował kobietęniż Wisława Szymborska w tym wierszu?
Kto lepiej wyłowywał słowem gamęuczuc, nawet łez, gdy czytałam jej wiersz "Jeszcze" dedykowany ofiaromHolocaustu? Gdy dziś do niego wracam, sama prawie słyszę tę przerażającą ciszęw wagonach... Bo "Tak to, tak, stuka koło. Las bez polan.Tak to, tak.Lasem jedzie transport wołań. Tak to, tak. Obudzona w nocy słyszę. tak to, tak,łomotanie ciszy w ciszę."
 
Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.

Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.

Banalnie umieszczac jej nasłynniejszy wiersz, ale tak właśnie czuję. Tak jak nic dwa razy się nie zdarza, tak nie będzie drugiej takiej polskiej pisarki. Sam jej widok wywoływał chyba w każdym z nas ciepło, a jej słowa ujęte w wierszach ujmowały zobojętniałe serca. Była dumą Polaków i nadal nią będzie. Symbolem ,autorytetem. I chyba to tak smuci, że kolejny ważny autorytet od nas odszedł..."Spróbujemy szukac zgody, choc różnimy się od siebie" - te słowa jejautorstwa wydają się byc idealną puentą moich wierzeń i starań. Godzic się mimo różnic, bez agresji, za pomocą dialogu. Wisława Szymborska zapewne była czymświęcej niż pisarką. Dla mnie była symbolem przemijających wartości, którychnadzieja na odzyskanie w polskim społeczeństwa ulatuje jeszcze dalej, gdywłaśnie usłyszałam o Jej śmierci. Naprawdę mam nadzieję, że będzie spoczywac wspokoju, a pamięc, szacunek do Jej osoby i twórczości i wartości jakie próbowała Nam przekazac nigdy nie przeminą...kończąc trzykropkiem zostawiającym miejsce na Wasze odczucia i smutek...

"Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale też nic lepszego nie ma na mogile
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy,
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę"
a więc...

czwartek, 26 stycznia 2012

ACTA - Akcja Czyszczenia Technologii Aktywna?


Media, a właściwie cała Polska odjakiegoś czasu szumi o ACTA i nie byłabym sobą, gdybym tego nie śledziła i niemiała własnych przemyśleń na ten temat. Znajomi na portalach społecznościowychwyrażają swoje oburzenie i obwieszczają koniec Facebooka, Demotywatorów,Youtube’a i wszelkich dóbr Internetu jaki on nam do tej pory dostarcza. Koniecdarmowej muzyki i filmów. W końcu to nas od tego Internetu uzależniło i to jestjego pięknem. Wszystko w jednym miejscu – za darmo. Ostatnie statystykipokazują, że w oczach ACTA 92% Polaków jest teraz złodziejami i piratami lub,jak to nazywa autor artykułu, jest elitą kulturową Polski. Ponieważ lepiej spojrzećna tak liczną grupę jako osoby korzystające z treści kulturowych dostępnych wInternecie, a nie jako złodziei. Ludzie burzą się, że nie stać każdegoczłowieka na odwiedzenia kina czy kupowanie płyt tak często, jak mogą słuchać ioglądać je na Internecie. Największą panikę jednak wywołało rzucone zdanie „Facebookprzestanie istnieć!”. 
Ja sobie tak od paru dni towszystko śledzę i już trochę urasta ta dyskusja do rangi groteski. Ludziewstawiający statusy na Facebooka wyrażające sprzeciw wobec ACTA jakby to miałocoś zmienić. Czy to byłoby takie złe? Gdyby do Polski dotarł trend de-techingu.Czyli świadome nie korzystanie z technologii w rezultacie świadomości, że wpływaona negatywnie na relacje międzyludzkie. Polska przez to, że wszelkatechnologia dociera do nas później nie jest jeszcze na to gotowa ani chętna.Ipad, smartphony, tablety różnego rodzaju sprzedają się jeszcze kiepsko iciągle są one gorącym towarem. Facebook obecnie ma już ok. 800 milionówużytkowników. W samym 2010 Facebook, przy ok. 500 milionach użytkowników,stanowił prawie 60%  konwersacji, którezastępowały realną komunikacją twarzą w twarz. Przeraża mnie jak ta liczbamogła urosnąć po dwóch latach. W Polsce już się pojawia również zjawiskode-friendig, czyli ograniczenie liczby znajomych na Facebooku. Ludzieumieszczają czasami bardzo intymne informacje na tym portalu i niektórzyzaczynają sobie uświadamiać, że nie chcą by czytało to czy oglądało 1000znajomych. Nie oszukujmy się, przeciętny człowiek ma ok. 50 znajomych, którychmożna nazwać względnie bliskimi. Prawdziwych przyjaciół w życiu mamy taknaprawdę 5. Ja już ok. 2 lata temu zrobiłam selekcję i usunęłam ok. 50 „znajomych”,którzy przecież nawet czasami cześć na ulicy nie mówią.
Więc pytam się, czy by to byłotakie złe? Gdyby trochę nam ograniczono dostęp do Internetu? Gdyby ludzie możeponownie nauczyli się wyznawać uczucia twarzą w twarz, a nie wyrażać je wewrzuconej na ścianę znajomego piosence bądź statusie? Nie oszukujmy się,technologia umożliwiła nam impotencję uczuciową. Wyręczamy się demotami,statusami, piosenkami, cytatami zamiast wyjść z kimś na kawę i podyskutować ożyciu, miłości, cierpieniu, religii, polityce, umieraniu. Czy to takie strasznedostać pretekst by częściej chodzić do kina i kupować płyty DVD? Ja dałabymwszystko, żeby chodzić raz w tygodniu do kina i poszerzać swoją kolekcję DVDjeszcze częściej. A dałabym jeszcze więcej za większą ilość spotkań zprzyjaciółmi by porozmawiać o tym co nas boli i uszczęśliwia. Więc może ACTASracta?

piątek, 13 stycznia 2012

o konkursie Blog Roku słów kilka...


Może okrutnie zabrzmi to,  co teraz napiszę, ale myślę, że jest warte poruszenia i do zastanowienia. Wiąże się to z rozpoczęciem głosowania na BlogRoku 2011 i czołówki, która momentalnie wysunęła się na prowadzenie i zapewne,jak co roku, pozostanie tam do końca. Może będę niesprawiedliwa i ciut ostra i oceniająca, ale nie bądźmy hipokrytami, każdy z nas ma mieszankę wszystkiego z powyższych zakleszczoną w swoich wnętrzach. Nie wiem czy to będzie o dyskryminacji, nietolerancji, niesprawiedliwości, dwulicowości czy dziwnej polskiej mentalności. Pewnie wszystkiego po trochu. Startuję w kategorii Ja i Moje życie. Patrzę na czołówkę i myślę: co ja tu robię? Chyba nie ma dla mnie koniec końców odpowiedniej kategorii. Nie piszę ciągle o polityce i społeczeństwie by umieścić siebie pod tym szyldem. Nie jestem absurdalna czy offowa. Mój blog nie jest poświęcony moim zainteresowaniem i pasjom wyłącznie.Jest mieszanką wszystkiego, mieszanką mnie, więc chyba jest o mnie i o moim życiu? Bo w końcu moje myśli, poglądy, uczucia, sprzeczności i wahania składają się na moje życie, prawda? Spójrzcie na moją kategorię. Na pierwszym miejscu pojawia się jakiś Maciej Musiał, którego zdjęcia widziałam gdzieś na stronach moich gimnazjalistek, które się w nim kochają, jest osobą publiczną, więc od razu nie mam z takim szans. Jak ma się porównywać mój blog i moje życie z nim? 332 komentarze pod 3-zdaniową notką, o tym, że zgadza się, że w restauracji powinny znaleźc się gofry, bądź 197 komentarzy pod notką o jego chęci wysmarkania się i dramatu nie posiadania chusteczki pod nosem... Takiej osoby jak ja i tak nigdy nie zauważy. Nie chcę nikogo obrażac, ale sarkazm jest tu wręcz krzykliwie wymagany. Moja notka, która zdobyła blisko 500 komentarzy to ta, w któej ludzie stwierdzają, że jestme beznadziejnym nauczycielem. Moje życie przy nim wydaje się być krzykiem rozwydrzonej i marudzącej baby. Ostatnio pojawił się równiez artykuł o fenomenie Kasi Tusk pt." Jak byc jak Kasia Tusk?" Chylę czoła marketingowi i ludziom, którzy pozwolili zrobic niej trend-setterkę. Miesięcznie ma ona ponad 300 000 wejśc na swoją stronę. Więcej niż ja zebrałam w ciągu prawie dwuletniego pisania tutaj. Tkwi w tym fenomen mediów i reklamy. Co ona ma więcej do zaoferowania niż przeciętna ja? Też mam swój określony gust filmowy i muzyczny, który czasami Wam przekazuję. Lubię gotowac, więc przepisy też bym mogła tu umieszczac. Ubieram się nie najgorzej, moje uczennice przynajmniej chętnie naśladowałoby by mój styl, a w odpowiedzi na pytanie, jaki powinien byc idealny nauczyciel wybrały w końcu mnie, m.in. za styl:P.  Nie chodzi tu jednak o liczby, bo dla mnie nie liczy się ilośc, ale jakośc.
Jednak przejdźmy dalej. Na czołówkę wysuwają się też blogi rodzinne blogi o dzieciach. Co ja mam tu do zaoferowania? Niestety nic...Najbardziej jednak mnie denerwuje, porusza, oburza to ile blogów o chorych dzieciachpojawia się w czołówce. Potrafię zrozumieć ludzką desperację i jakiekolwiek prośby o pomoc. Sama pomagam mamie mojej śmiertelnie chorej uczennicy. Ale to przecież nie ich życie. To nie jest życie tych dzieci, tylko ich rodziców, nie rozumiem jak mogą go zgłaszać do Konkursu Blog Roku 2011 np. o autystycznym dziecku. Niby, żeby inspirować, tak? Zachęcać do życia? Walki? Dawać przykład ludziom bez nadziei. Szczerze przyznaję, niektóre są faktycznie świetne. Blog Pauliny Pruski i jej pióro było genialne. Gdy zmarła beczałam jak dziecko. Zastanawiałam się dlaczego? Dlaczego ludzie lubią oglądać, czytać o ludzkim cierpieniu i chorobach? Lubimy mieć świadomość śmierci czy w ten sposób o niej zapominamy i porównujemy sobie jak nasze życie jest całkiem dobre i nie mamy comarudzić, bo inni mają gorzej? Dlaczego Mam Talent wygrywa mała dziewczynka,która zapytana o to, co zrobi z 300 tysiącami złoty odpowiada, że wybuduje rodzicom dom? Top Model wygrywa dziewczyna z nikąd. Czasami mam wrażenie, że Polaków ruszają cierpiętnicze historie. Lubią siadać przed telewizorami i śledzić i przeżywać narodowo śmierci Hanki Mostowiak. Tak samo lubią oglądać Trudne Sprawy czy W11,bo wydaje się to takie prawdziwe i zbliżone do rzeczywistości. Dlatego też czytamy blogi o nieuleczalnie chorych i tak tłumnie je popieramy? Ja czasami myślę, że piszę o nieuleczalnym społeczeństwie, jego wadach i kompleksach, aleto nie zapewni mi czołówki. Nie stwarzam sztucznych reklam na blogu i Internecie, by przyciągnąć uwagę, chcę by moje słowa zrobiły to same. Może,gdybym pisała o swoim homoseksualizmie jak chorobie i inwalidztwie, z którego chcęsię wyleczyć, to zyskałabym rzeszę czytelników? Bo czasami wydaję się mi się po komentarzach to ludzi pełnych nienawiści wobec mojej osoby jest więcej niż zwolenników. Albo może powinnam być taka Martą Konarzewską. Kto wie. Nie wiem jaki jest ludzki tok myślenia, jakkolwiek wydaje mi się, że się zbliżam do odpowiedzi to coś mnie zaskakuje. Dzięki moim znajomym uzyskałam dosyć dużą liczbę głosów i bardzo im za to dziękuję, jak duża część z nich to nieznajomi, którzy po prostu wolą moje faktyczne, czasami nudnawe życie i poglądy, nie wiem, ale mam nadzieję, że jacyś tacy istnieją, to by mi pomogło wierzyc, że świat jeszcze do końca nie zwariował, a ja z nim.   

sobota, 7 stycznia 2012

niewidzialna.


Wracając właśnie do domu o północy od brata doznałam olśnienia.
 Bywam niewidzialna… Tłumaczyłam 3-letniemu bratankowi,z którym spędziłam ostatnie kilka godzin na zabawie na dywanie oglądając kątem oka Władcę Pierścieni, że ten zaczarowany pierścień sprawia, że gdy go założysz stajesz się niewidzialnym. Słuchał z zafascynowaniem, co mam do powiedzenia, chyba jako jedyny tego wieczoru. Bo tylko dla niego nie byłam niewidzialna, reszcie było wygodnie, że ma kto się dziećmi zając. Choć wcale nie żałuję, bo beztroska dzieci bywa bardziej kojąca niż wymuszone rozmowy z dorosłymi mimo, że skończyłam z siniakami i zadrapanym ramieniem. Usłyszeć : „kocham Cię Koko” imóc powiedzieć „ja Ciebie też Wilson” było punktem kulminacyjnym wieczoru. Rozeznani w bajkach będą znać te postacie z bajki „Stacyjkowo”J.
Wracając jednak do niewidzialności. We własnym domu? Czuję to niemal codziennie. Moje „dzień dobry”odbijające się echem bez odpowiedzi nad ranem. „mamo, zrobić Ci herbaty?”pozostające bez odzewu. Oferowanie pomocy odrzucone krótkim „sama to zrobię”.Wśród dorosłych bywam niewidzialna. Zauważyłam, gdy często zaczynam zdanie, niemam okazji go dokończyć. Gdy w końcu położyłam Wilsona spać, stwierdziłam, żenie będę czekać na resztę rodzeństwa i pójdę do domu sama. Nagle para z moich ust przypomniała mi, że mnie widać. Ciemnymi ulicami przebiegał się rozkoszny kundelek i gdy mnie zobaczył zaczął merdać ogonem i podszedł by go pogłaskać.Pomyślałam: zauważył mnie. Poczuł, że jestem dobrym człowiekiem? Tego wieczoru zaufałam istotom posiadającym jeszcze instynkty najbardziej zbliżonych pierwotnych. Dzieci, którym nie odebrano jeszcze niewinności i nie zamglono postrzegania świata i ludzi. I psu, który pojawił się znienacka i postanowił do mnie podejść i pocieszyć. Czując się jak w najsmutniejszym teledysku świata. jak Alanis naga i niewidzialna wśród tłumu w piosence "Thank You". Chwila kolejna. Ucisk w sercu. Zakleszczenie gardła. Zaciśnięcie szczęki. Łza na policzku skutkiem wydarzeń wcześniejszych. Chuchnęłam mocno parą w powietrze, by przypomnieć sobie, że jestem, istnieję,idę, czuję i chcę być widzialna…

Do dzisiejszego spaceru nocą:

niedziela, 1 stycznia 2012

Nie postanawiaj, działaj!


1 stycznia chyba jest najprawdopodobniejdniem wypełnionym największą dawką nadziei na lepszą przyszłość dla większościludzkości. Musi taki być, bo ta większość postawia sobie wyżej poprzeczki życia i postanawia je przeskoczyć. Ja myślę, że to śmieszne wybierać dzień, w którym większośćludzkości wstaje z ogromnym kacem grubo po południu bez ochoty wyskoczenia zpiżamy, kiedy to większość tych postanowień wyląduję na dnie kanalizacji razemz naszymi porannymi wymiocinami. Brakuje nam silnej woli, żeby wstać z łóżka, agdzie tu dopiero mówić sobie: rzucę palenie! Po czym idziemy na balkon i nasze postanowienie ląduje na dnie popielniczki wraz ze słowami „od jutra”. W zeszłym roku podobno najczęściej życzyliśmy sobie pieniędzy, co jest zabawne przy powszechnym upieraniu się i wpajaniu sobie, że pieniądze szczęścia nie dają. Ale nie oszukujmy się, szczere życzenie, bo jak to słynny napis z naszego polskiego filmu głosi : „pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to ch***”J . Obiecujemy sobie rzeczy drobne, wierząc, że się ich będziemy trzymać, nikt nie sięga po te wielkie. Nie będę jeść słodyczy, schudnę, zacznę więcej się gimnastykować, będę mniej pic. Zjadłam czekoladkę, przecież to nie grzech. Przytyłam dwa i pół kilograma, przecież to nie zaraz 10kg, jest sobota i jak tu nie wypić? Najzabawniejsze,że Polacy wychodzą na pierwsze miejsce w jednym życzeniu „rozwiodę się w tym roku”. Słodko-gorzkie te postanowienia mogą być. Obiecujemy sobie, że nie pozwolimy, by szef traktował nas jak śmiecia, że poprosimy o podwyżkę. Że będę lepszym człowiekiem, lepszą przyjaciółką, lepszą matką, żoną i kochanką. 
Ale po co się tak zwodzić? Prawie nikt się za te postanowienia nawet nie zabiera. Wypuszczamy je o północy razem z petardami i pijackim oddechem w powietrze, życząc sobie by rok następny był lepszy od poprzedniego. Życzyć sobie to mogę, ale czy taki będzie?Przecież zależy to tylko ode mnie. Więc nie jestem fanką postanowień, ale bardziej podsumowań i nie powielania tych samych błędów.
Ja nie mam postanowienia, mam konkretny plan, który już wcielam w życie. Jak już wspominałam - wyprowadzić się, ale jestem w pełni świadoma, że to proces, a nie skok w przepaść, więc zadeklarowałam komu musiałam swoją decyzję, zrobiłam obliczenia ile będzie na co potrzebne, kiedy będę mogła wziąć ewentualny kredyt i jak niespodziewane wydatki nie wyskoczą, to wiosną, najpóźniej latem, będę do Was pisać z mojego mieszkania. Co bym chciała jeszcze dla siebie? Być twardszą, silniejszą w odrywaniu się od osób, które wysysają ze mnie radość życia? Na pewno. Dalej walczyć o powodzenie swojego związku i docierać się z moją dziewczyną tak, jak Nam to szło w roku ubiegłym, być dla niej lepszą, mniej upartą i by ona robiła dla mnie to samo? Z pewnością. Bo póki życzenie jest obustronne to może jednak jest możliwe do spełnienia?JTrudniej mi schudnąć, rzucić piwo i chipsy niż powalczyć z własnym ja. Moim postanowieniem jest więc, nie postanawiać, ale działać. A zatem, do roboty!