piątek, 11 marca 2011

długa droga w dół.

Miał 17 lat i postanowił odebrac sobie życie. Mówił, że przeczucie jest najprawdziwszą prawdą i że nie może się go pozbyc. Że walczy w nim Ktoś i Nikt. Parę lat temu zamieszkał we mnie Nikt. Nie zapytał czy może wejśc, nie zapukał, napadł na mnie w biały dzień, a ja nie potrafiłam tego nikomu zgłosic. Najbardziej pchał się przed lustro by zasłonic Kogoś i wmówic mi, że nie mam w sobie nic i niczego w życiu nie osiągnę. Prowokował bym zbiła to lustro. Sprawiał, że grawitacja sobie ze mną pogrywała. Podłoga ciągle mnie przyciągała i kazała drapac paznokciami podłogę, by nie podrapac sobie skóry dłońmi pełnymi nienawiści. Nikt wymachiwał przede mną ostrymi przedmiotami i kazał spróbowac przeciągnąc nimi po skórze. W końcu dał do ręki pasek z cwiekami i kazał nim bic siebie. Nikt stoczył wiele walk z Kimś. Ktoś zaczął chowac się głęboko do szafy, słyszałam już tylko jego echo. Nikt rozprzestrzeniał się w moim ciele jak śmiercionośny wirus.

Z ilu odłamków jesteś sklejony?
Ile potrzeba dźgnięć,
aby w połamanym szkle
nic już nie było widać ?
Nikt kiedyś na swojej drodze spotkał Nienawiśc. Zaprzyjaźnili się od razu i Ktoś nie miał żadnego sprzymierzeńca. Nienawiśc podsycał Nikogo przez co biłam się w twarz, ciągnęłam za włosy byleby pozbyc się tej wiecznej ich walki w mojej głowie. Nienawiśc do siebie, rodziny, życia.

Nie mam już kontroli
Nad procesem myślenia
Kiedy w rogu pokoju
Siedzimy skulone
Ja i moja głowa
Śmierc była ciągle blisko mnie i niosła ze sobą pewną obietnicę. Pewnego dnia moja mama zwyczajnie robiła pranie, tata oglądał telewizję, większości rodzeństwa nie było w domu. Ja stanęłam na krawędzi mostu. Chwiałam się razem z wiatrem. Czułam spokój i siłę. Jedną nogą nie czułam już nic, druga próbowała trzymac równowagę. W pewnym momencie przestała. Przeważył ciężar duszy, Nikogo i Nienawiści. Skoczyłam i umarłam. Mama krzyknęła, że obiad już gotowy. Usiadłam do stołu jak gdyby nigdy nic. Nikt nie wiedział, że przed chwilą odebrałam sobie życie i że mogłam z tym życ. Więc Drogi Samobójco, skocz, wróc i żyj.

Samotność jest bańką
Połykającą własne ścianki
Te wiersze napisała 21-letnia Magda, o której artykuł przeczytałam prawie 2 lata temu i do dziś mnie porusza, gdy sobie przypomnę. Karze mi pamiętac o tym, że depresja jest poważną chorobą, a nie żadnym wstydem i powinno się ją leczyc, czego w Polsce się nie robi zbyt dobrze. W dniu, gdy Magda miała jechac na 10-tygodniowe leczenie wyszła jeszcze na spacer, jej mama czekała by ją zawieźc, znaleziono ją drugiego dnia kilometr od domu. Jej listu pożegnalnego rodzina nie życzyła sobie publikowac, lecz te 3 zacytowane z niego słowa są wystarczające przeszywające: please, please, please...
 Większośc ludzi, którzy naprawdę potrzebują pomocy psychologa czy psychiatry o nią nie poproszą i z niej nie skorzystają. Znam mnóstwo takich ludzi. Jest mnóstwo hipochondyrków, którzy szukają uwagi i kolejnego słuchacza i ich możnaby "wyleczyc" zwykłą pogadanką przy kieliszku wina. Tacy ludzie bardzo mnie drażnią w porównaniu z historią Magdy lub mnóśtwa innych stojących na krawędzi, gotowych do skoku.

Boję się Nikogo, boje się, że kiedyś wróci ze swoją niszczycielską siłą. Były momenty kiedy miał nadę niebywałą przewagę i żadne słowa, żadna osoba, piosenka, film czy wschód słońca nie mogły go przegonic. Nawet, gdy teraz to piszę boję się, że wypełznie zza szafy by znowu zalac duszę czernią. Nie można lekceważyc depresji. Nie można też z niczego ciągle robic coś, bo się zwariuje.  Ale dziś spojrzałam na niebo i wyglądało jak namalowane na najlepszym płótnie, niesamowicie sprawnymi pociągnięciami pędzla malarza wybitnego. Patrząc na Japonię, gdzie tsunami zmyło mnóstwo budynków, wir wciągał statki i zaginął pociąg jadący wybrzeżem. I to nie jest kolejny film fabularny z serii katastroficznych typu Dzień Zagładay czy 2012. To dzieję się naprawdę na naszych oczach i myślę, że mam szczęście, że mieszkam w Polsce i nie zabierze mnie siła przypływu, tsunami, nie pochłonie ziemia, nie zaleje lawa. Jestem wdzięczna za swoje proste, głupiutke życie i jedyne co mnie zalewa to współczucie dla tych ludzi. please, please, please...

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,6731904,Please__please__please.html Genialne...

środa, 9 marca 2011

I'm Still Here...

Zacznę od tego, że nie wiem co pisac. Milczę i tłumaczę sobie to brakiem czasu bądź weny, bo ja nie piszę tutaj dla pisania, marudzenia, nudy. Piszę, gdy dopadają mnie słowa. Ostatnio gdzieś mi uciekły, nie mam czasu na wzruszenia, czytanie, oglądanie by coś mną wstrząsnęło, zadziwiło, zachwyciło. Bo o czym tu pisac? Braku czasu, ciągłej pracy, nieustannym zmęczeniu, uciekającym czasie i pieniądzach, rozmywających się drobnych marzeniach, ciężkiej sytuacji w domu? Wszystko co mam to Twoja dłoń. Reszta mnie nie dotyka. Lubię to uczucie, gdy słowa pchają się do mojej głowy drzwiami i oknami i czekają aż dotkną klawiatury by wylądowac tutaj. Przyciski pod palcami są dla mnie równie przyjemne jak miękki dotyk papieru starej książki. Zanim zacznę pisac witam się z nimi, muskam, dotykam aż słowa płyną same. Ostatnio tonę w stagnacji. Nawet teraz, patrzę i myślę. Nie musiałam tego wcześniej robic, literki pojawiały się same, a mój wzrok starał się za nimi nadążyc. Świat zrobił się bardziej nudny czy ja? Przecież codziennie dzieję się coś ważnego wspomnienia. Może, gdy to spisuję staję się trywialne? Nawet filmy mnie już tak nie wzruszają. Kinematografia zeszłoroczna nie obfitowała w wiele zacnych chwil. Oscary z roku na rok dla mnie coraz bardziej przewidywalne. Dlatego spróbowałam czegoś krótszego. Krótkometrażowego filmu Spike Jonze'a "I'm Here". Dawno coś tak krótkiego nie wywowało takiej burzy myśli, zastanawiania się nad sensem, doszukiwaniem się czegoś dla siebie. Film przedstawia alternatywny świat, w którym roboty koegzystują z ludźmi. Zwyczajnie, chodzą, imprezują, ubierają się, czekają na przystanku, pracują jako bibliotekarze, mają doła, cieszą się, troszczą się o siebie, kochają...To raczej ludzie przedstawieni są jako dziwny gatunek nieprzyjazny temu, co inne, jak chociażby roboty. Czy film jest o miłości między dwoma robotami? Czy może o tym jak ludzie stają się nieczuli i sami stajemy się takimi robotami? Cokolwiek było celem, dla mnie świetnie zoobrazowało uczucie. Prosta historia, chłopak poznaje dziewcznę na przystanku. Spotykają się, chodzą na imprezy, koncerty, ale jest jeden problem. Dziewczyna jest straszną niezdarą i ciągle gubi lub niszczy swoje częsci, czy to rękę czy nogę. Chłopak za każdym razem jest gotów dac jej częśc siebie, więc odkręca swoją nogę i przykręca ją do niej. Aż w końcu...dzieję się coś..no właśnie co? Polecam obejrzec by usłyszec Wasze opinie, to zaledwie 22 min Waszego czasu. Czy to film o tym jak oddajemy siebie w miłości kawałek po kawałku by drugiej osobie było dobrze? Czy może wręcz przeciwnie, o tym jak wiele jesteśmy w stanie poświęcic, gdy kochamy prawdziwie? O czym to ja chciałam pisac? O tym, że ostatnio moim mottem na życie jest zdanie z jednego filmu "Sometimes what's in your head isn't as crazy as you think". To co w twojej głowie nie jest tak szalone jak Ci się czasem wydaje. Dlatego tu piszę, by wszystko co szalone, normalne, zwyczajne wyrzucic z siebie w próżnię nawet jeśli czasami nie ma żadnego sensu.
Film I'm Here w częściach:

poniedziałek, 21 lutego 2011

"...na lesbijki to bym sobie popatrzył"

"Z gejami to dajmy sobie spokój, ale z lesbijkami, to chętnie bym popatrzył. Natura ludzka i człowiek jest tak skonstruowany, że powinien on żyć w związku partnerskim zgodnie z naturą. Jak ktoś chce inaczej, to jest jego problem, ale niech się z tym nie obnosi. " rzekł jakiś czas temu poseł Węgrzyn w skutek obaw, że przegłosowane Prywatne prawo międzynarodowe może, między innymi, skończyc się legalizacją związków partnerskich w Polsce. Jakże mnie rozśmieszyło zdanie pana Roberta. Nie ze względu na głoszony pogląd, bo nie on jeden takowy ma, tylko sam fakt jak często to nasi politycy walną takie gafy w telewizji. Plus bardzo wyszukany dobór słownictwa: na lesbijki chętnie bym popatrzył:). No ja mu się wcale nie dziwię, bo prezentuje fantazję niejednego mężczyzny. Ale skoro według niego związki homoseksualne są wbrew naturze to trochę brak logiki w jego wypowiedzi i chęci obserwacji takowego zjawiska jakim jest stosunek między dwiema kobietami:). Panie Węgrzyn, niech Pan się zastanowi za czym Pan w końcu się opowiada, bo brak tu spójności:) Poza tym czym jest natura? Zwierzęta nawet bywają homoseksualne. Jeśli naturę mamy rozumiec jako budowa ciała, że tylko mężczyzna pasuje do kobiety, to ten akurat mnie wcale nie przekonuje, . Kilka dni po tej wpadce Pana Węgrzyna obejrzałam reportaż Uwagi na temat Marty Konarzewskiej. Już parę miesięcy wcześniej przeczytałam o niej artykuł pt." Jestem nauczycielką, jestem lesbijką". Marta postanowiła ujawnic swoją orientację przez co już nie pracuje w swojej szkole. Nie bardzo mnie to zdziwiło. To co mnie zaciekawiło to początek tego reportażu, kiedy Marta dzwoni do różnych szkół w imieniu Kampanii Przeciw Homofobii i pyta czy mogłaby przeprowadzic szkolenie w szkole wśród pracowników o tym jak radzic sobie z dyskryminacją. Każdy dyrektor/dyrektorka zgodnie stwierdzali, że u nich taki problem nie występuje, jedna argumentując to tym, że mają czarne dzieci w szkole i nikomu krzywda się nie dzieje. Ta pani dyrektor tym bardziej powinna zadbac by ta dyskryminacja faktycznie się tam nie wdarła, bo nie wątpie, że wystepuje w każdej szkole. Bo dyskryminacja to nie tylko akty przemocy, ale i słowa, ciche przyzwolenia na na cudzą krzywdę. Bo dyskryminacja to nie tylko tego pedała czy lesby. Ale i każdego kto inaczej wygląda, inaczej się ubiera. "Ty pedale, Żydzie, grubasie, oblecho". Dzieci dyskryminują okropnie. Ile na korytarzach słyszę te wyzwiska. Dlaczego nie uczyc od początku, że tak nie można? No bo kto pozwala i uczy młodych tak się wyzywac? Skąd to wynoszą? Od dorosłych, czy to w domu, telewizji czy nawet w szkole. Bo nauczyciele są równie nietolerancyjni jak uczniowie. Każdy ma w sobie zalążek dyskryminacji ze względu na to, że w każdym tli się zazdrośc i chęc rywalizacji, zwłaszcza w miejscu pracy. Dziecko jest obrażane, bo jest grube, bo jest odsunięte od innych, bo dobrze się uczy, bo chłopak ubierze się na różowo, bo ma inny kolor skóry, bo nie pracuje tak szybko jak inne dzieci. Gdy tylko słyszę na lekcji "Żyd", pytam dlaczego akurat wybrali to słowo, czy wiedzą co znaczy, kogo tak naprawdę obrażają? Dzieci nie są głupie, można im wytłumaczyc, pokazac na przykładach jak nieodpowiednie jest to słowo. I im szybciej im się to wytłumaczy tym lepsze szanse na to, że wyrosną na ciut bardziej tolerancyjne istoty.  Bo chciałabym wierzyc, że moi uczniowie kochają mnie na tyle, że gdyby dowiedzieli się o mnie to nie odwracaliby wzroku, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto im powie, że pedałowi nawet ręki się nie podaje, tak jak jeden z przepytywanych panów na ulicy w reportażu. Moje uszy bardziej boli zasłyszane" Ty Żydzie czy pedale" niż spierdalaj, bo to już porządek dzienny, a to pierwsze da się logicznie wytłumaczyc, poprzec wiedzą. Dyskryminacja wynika z niewiedzy i strachu. A moja orientacja nie ma nic wspólnego z moim profesjonalnym podejściem do pracy i sercem i talentem jaki w nią wkładam. Bo ja nauczyciel z powołania, nie z nudy czy braku pomysłu na życie. Więc odróżnijmy. Jestem nauczycielką w pracy, lesbijką prywatnie i nie widzę tu znaku równości. 

poniedziałek, 14 lutego 2011

święty Walenty nie dla walniętych?

Święto Zakochanych, świętego Walentego, nieszczęśników i szczęśliwców. Świat zalała czerwień, a wszystkie koła, kwadraty, prostokąty przybrały kształt serca.  Ludzie na facebooku wstępują w grupy o nazwie: W Walentynki walę drinki lub masz już połówkę na Walentynki? Moja się chłodzi w lodówce. Niektórzy burzą się komercją tego dnia, nie postrzegają go jako święto. Mało kto pewnie wie skąd to święto się wywodzi i kim był Walenty, biskup,  męczennik kończący list do ukochanej przed egzekucją słowami: Od Twojego Walentego. Nie żyjemy w świecie wyższych uczuc. Nie giniemy w imię miłości, nie piszemy listów miłosnych, nie giniemy w imię czegokolwiek. Najczęściej w łóżku, na krześle, w fotelu przed telewizorem, pod kołami samochodów. Często bez naszych Walentych. Bo się spóźniliśmy, bo zaślepił nas egoizm, bo brakowało nam odwagi, bo ominęła nas nasza szansa, bo miłośc to czasem za mało, bo o lojalnośc i wiernośc w świecie pokus i niskiej samooceny coraz trudniej. Nie giniemy w imię czegokolwiek wyższego. Wkroczyliśmy w czasy, gdzie ludzie po prostu żyją bez Kościoła, autorytetów. Dzieci nie widzą w nikim kogoś wartego naśladowania. Z nauczycieli się śmieją i mówią, że nigdy takowymi nie zostaną. Lekarz to za dużo biologi, prawnik za dużo historii i prawa, ekonomista to za dużo matematyki. Mechanik za granicą, piosenkarka, piłkarz - to słyszę. Miłośc traci na wartości. Czytałam ostatnio artykuł pytający młodych o sposoby antykoncepcji. 2% uważa, że to płukanie pochwy Coca-Colą, kolejne pare procent, że to seks w wannie podczas kąpieli:) Wiek inicjacji seksualnej liczy się już od 12 roku życia. Gdzie tu mówic o wartości miłości, jak coś tak intymnego jak złączenie dwóch ciał straciło wartośc, zapomnijmy o złączeniu dwóch dusz. Dla wielu święto Walentego to komercja. Przez nagły napływ kwiatów, serduszek i czekoladek do sklepu. Ludzi denerwuje nacisk jaki ten dzień na nas wywiera by wyznawac sobie miłośc, bo przecież powinnyśmy to robic codziennie. Myślę, że mówią to w większości ci, którzy tej miłości już tak nie odczuwają i nie chcą wyznawac tym bardziej w ten dzień, bądź w ogóle jej nie mają. Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie oszukujmy się, gdy nie mamy z kim dzielic jakiegoś dnia, to się nim nie cieszymy, szukamy w nim wad, trywialności, bezsensu i komercji. „Nie lubię Świąt, bo za dużo tych światełek i nacisku na prezenty. Wszystkich Świętych to parada nowych płaszczy, kozaczków i torebek.” A Święto Zmarłych nie powinno być codziennie, bo o nich też tylko mamy pamiętac raz w roku? Zdenerwuje nas jakiś ksiądz, pogląd to odsuwamy się od Boga i wiary. Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W samolocie jeśli nie siedzimy przy oknie, to niekoniecznie mamy piękne widoki. Gdy na koncercie bądź w kinie usiądzie przed nami ktoś wysoki, to też nici z zobaczenia naszego idola czy idolki. Więc tak, dzień świętego Walentego jest świętem Zakochanych, a nie Niezakochanych, którzy ten dzień krytykują. Może to zły punkt siedzenia i widzenia, albo po prostu wszystko ma swoich zwolenników i krytyków. Ale ja dziś mam od kogo usłyszec : kocham i mogę powiedziec to samo, więc mi dziś Walenty nie przeszkadza. Niech zawsze piszę do mnie listy podpisując się: Od Twojej Walentej :) 
I'm your Valentine o! Pisząc i kończąc z czerwoną koszulą na sobie:)

czwartek, 10 lutego 2011

obłęd.

Jak ufac uczuciom skoro mogą po prostu ot tak zniknąc? Może ważne jest czuc w ogóle i ufac sobie?  Nie nazywajcie mnie marudą czy pesymistką, tutaj jestem po prostu realistką. Nie oszukujmy się, po czasie zawsze coś znika, a przynajmniej zanika. Podziwiam każdego kto potrafi przywrócic te uczucia. Radośc w sobie z rzeczy drobnych. Zakochac się w kimś po raz drugi pierwszy raz. Niestety zawsze dzieli nas od tych dwóch punktów jakieś nieszczęście. To nie te szczęśliwe  chwile łaczą ludzi, ale te tragiczne, pozornie niewyobrażalne do zniesienia. Zanim się obejrzymy dopłynęliśmy na drugi brzeg. Obracamy się i uśmiechamy do siebie, bo nurt życia nas nie porwał i nie wciągnął na dno. Jesteśmy z siebie dumni. Ufamy sobie, w swoje siły, w swoją wiarę, wiernośc, miłośc. Każdy przełom zaczynał się od stwierdzenia, że jest szaleństwem. Ja w takim razie lubię popadac w obłęd od czasu do czasu. Nieważne co się stanie, wiem, że wyjdę po drugiej stronie. Czasami słowa zawodzą, czasami ludzie zawodzą. Ci najbliżsi. Kim jest przyjaciel? Ten, który wysłucha i zapewni ponad wszystko, że będzie dobrze czy ten który powie: jesteś głupia, weź się w garśc, na początku będzie beznadziejnie, ale jakoś sobie poradzisz, bo życie to dziwka i nigdy nie szczędzi Ci kłód rzucanych pod nogi. Ja widzę się ze swoimi "przyjaciółmi" za parę lat. Dziś obiecujemy sobie, że się nigdy nie zmienimy, że będziemy zawsze się widywac i byc takimi, jakimi jesteśmy, bez wpisywania się w schematy. Z roku na rok widzimy się coraz rzadziej i coraz niechętniej patrzymy w naszą wspólną przeszłośc i lata pełny wiary, nadziei i siły. Spotykamy się po 10 latach na weselu jednego z nas i po sporej ilości głębszych wracamy do starych kart. Przegląd duszy i jak zwykle marudzimy. Kochałam tamtego, ten mnie zostawił, tamten nigdy nie zawalczył. Mówimy o wielkich planach jakie mieliśmy dla siebie, pytamy się gdzie zniknęła inspiracja jaką w sobie mieliśmy? Kiedyś byliśmy marzycielami, śniliśmy wielkie sny o przede wszystkim byciu sobą, a dziś powielamy schematy rodziców choc poprzysięgliśmy, że nigdy nie będziemy tacy jak oni. Nasze kariery nie poszły drogą naszych wielkich aspiracji, ale rzeczywistośc przywołała je do siebie. Czasami to nie nasza wina, wina naszych za małych ambicji, po prostu życie, sytuacja ekonomiczna, finansowa czy kwestia jednej złej decyzji sprawia, że gubimy naszą inspiracją i zauważamy, że wybraliśmy bezpieczną drogę. Ludzie śnią o księżniczkach  bądź księciach z bajki, a większośc kończy na tym, że poślubia mężycznę, który jest stabilny i ma dobrą pracę i zapewni pewny byt rodzinie. Bądź, jak to mój sieciowy kolega się przekonuje często:), zamiast księcią z bajki kobiety wybierają, za przeproszeniem cytując, wieśniaka w BMV. Żyjemy w czasach gdzie cnoty szczerości i wysokiej kultury osobistej się nie liczą. Sprzedajemy nawet siebie, swoje marzenia, aspiracje, inspiracje w imię wygody, czy ładniejszego słowa używając, bezpieczeństwa i stabilności. Nikogo nie potępiam za to, bo życie to nie film i ta piękna kobieta lub gorące ciacho nie wybiera nas. Szukamy, wybieramy, dobieramy, ufamy sobie, bo uczucia bywają zdradliwe. Ale wszyscy mamy swoje instynkty, uczucia, potrzeby. Taka nasza natura, natura każdego stworzenia. Ostatnio prawie popłakałam się na filmie dokumentalnym o migracjach zwierząt na National Geographic. Fragment poświęcomy migracji zebr w Afryce pokazał w pewnym momencie coś niesamowitego. Małą zebrę, która nie chciała iśc dalej póki jego mama nie wstanie. Niestety nie przeżyła upału i umarła. Mała zebra trącała mamę nosem, próbowała podnieśc, bezskutecznie. Na co wrócił tata. Typowy samiec ma przy sobie mnóstwo samic i nigdy ich nie opuszcza. Jednak ten zrobił niebywały wyjątek, odczepił się od stada i wrócił po syna. Czekał póki maleństwo nie zrozumie, ze mama już nie wstanie. Lektorka opisywała to w tak poetycki sposób, że było to wręcz komiczne, jednak widok zwierząt zachowujących się identycznie jak ludzie w momencie żałoby wywował we mnie fale uczuc. Uczucia posiadają nawet zwierzęta, są tak pierwotne jak długo świat istnieje, może jednak warto im zaufac? Popaśc w obłęd by dokonąc przełomu?

niedziela, 30 stycznia 2011

wiek to tylko liczba?

Dziś są moje urodziny. Kolejny rok reszty mojego życia. Dzień jak co dzień tak naprawdę. Wracam pamięcią do wcześniejszych lat, dni urodzinowych. Chyba nigdy nie były wyjątkowe, nikt mnie nigdy niczym wielkim nie zaskoczył. Jedyne, wczoraj dostałam wyjątkowy prezent, w który ktoś włożył serce i całe uczucie, którym mnie darzy i poczułam szczęście i pewnoścJ. Dzień urodzin to często dzień, w którym czekamy na życzenia od osób nam bliskich, które o nich zapominają. Podskakujemy na dźwięk telefonu zastanawiając się czy to w końcu ona czy on? Dzień kończy się smutkiem, bo ten KTOŚ nie napisał. Ale nie dla mnie tym razem. Nie patrzę kto napisał bądź nie. Wracam do dzieciństwa. Kiedy każdy z nas cieszył się kolejnym rokiem życia. Gdy ktoś pytał: masz 7 lat? Odpowiadaliśmy: nie!, 7 i pół! Pragnęliśmy dorosłości. Paluszki robiły za papierosy, oranżada gazowana za alkohol. Gdy przyszła dorosłość? Pragniemy cofnąc się w  czasie. Do czasów, gdy nie martwiliśmy się wydawanymi pieniędzmi, bo ich nie mieliśmy. Teraz? Życie obraca się wokół liczb. Cyfry na koncie, w godzinach pracy, w godzinach dla siebie, w cyfrach w portfelu i na rachunkach. Zgubiliśmy radośc życia. Kiedy przychodzi moment, gdy kończymy się cieszyc kolejnym rokiem życia, tylko patrzymy na naszą egzystencję mówiąc w dzień urodzin: kolejny rok bliżej śmierci. Liczymy zmarszczki, fałdy na brzuchu, pustki w portfelu i sercu. Zastanawiamy się co mogliśmy zrobic inaczej, żałujemy słów, straconych ludzi. Wyolbrzymiamy, bo taka już nasza natura. Wiecznie niedobrze. Gdy byłam dzieckiem chciałam być piosenkarką lub tancerką. Nie dla żartu jak każdy, ale naprawdę chciałam, starałam się. Z wiekiem zmieniają się marzenia, życzenia urodzinowe nad tortem. Gdy było co zdmuchiwac pragnęłam jednego: by być z kimś już na zawsze.  Ani razu to życzenie się nie spełniło. Bo jak ufac uczuciom skoro potrafią  tak łatwo zniknąc? Są chwile, gdy panicznie się boję, że znowu uczucie w Tobie pewnego dnia wygaśnie. Bo może wygaśnie, w Tobie i we mnie, ale się już tego nie boję, bo wierzę, że tym razem sobie z tym poradzimy.  Czego życzę sobie dziś? Drugiej połówki, nie gasnącego uczucia? Bardziej materialnie? Samochodu, zegarków, pieniędzy? Najbardziej w świecie w tym wieku pragnę  domu i rodziny. RODZINY. Macierzyństwo, to pragnę nad życie. W życiu miałam już prawie wszystko czego chciałam, materializm szczęścia mi nie daję. Słyszec: mamusiu, kocham Cię. Tego jeszcze nie słyszałam, nie zaznałam…Dziś, jak nigdy, wiem, że będziesz, zostaniesz i jestem szczęśliwa. Dziś nie potrzebuję nic więcej...kończąc trzykropkiem. 

poniedziałek, 24 stycznia 2011

gdyby incepcja była możliwa.

Co gdyby incepcja lub ekstrakcja byłyby możliwe? Jakie myśli, wspomnienia, uczucia byście kazali z siebie wykraśc i nigdy nie oddawac, a jaką ideę byście chcieli zagnieździc w swojej podświadomości? Nie mam w sobie żadnych cennych informacji by przeprowadzac na mnie ekstrakcję, ale incepcja to ciekawa sprawa. Gdybym mogła życ snem to czy też nie chciałabym się chociaż w nim z Tobą zestarzec? Gdyby incepcja była możliwa wyjęłabym z ludzi uczucie nienawiści, a w jej miejsce wsadziłabym szacunek dla każdego człowieka niezależnie od jego rasy, sprawności, płci, wyglądu, poglądów czy orientacji. Może wtedy ludzie nie wysadzaliby siebie na lotniskach, rozbijali się samolotami w miejsce wypełnione cywilami, nie byłoby ludobójstwa, aktów przemocy, nawet głodu w Afryce, bo ludzie dostawaliby pracę ze względu na swoje umiejętności i może państwami rządziliby bardziej rozsądni i sprawiedliwi ludzie. Czasami chciałabym każdego wziąc na lekcje z dziecmi, dac pobawic się kredkami, nożyczkami, farbkami i dac szansę na rozmowę z najszczerszymi i uroczymi jakie w życiu poznałam. Może większośc z nas przypomniałaby sobie jak cenna jest szczerośc i prostota zwyczajnych zajęc. Ludzi, którzy patrzą w swoje lustra i oceniają siebie po opiniach innych i gardzą sobą, zainfekowałabym wiarą w siebie. Ludzie, dla których życie to tylko linia poprzerywana na dłoniach, nie myślą by spojrzec dookoła bądź na niebo, widzą tylko, że nie ma Boga, nie ma nikogo, tylko krzyże na cmentarzach i przy drogach, wszczepiłabym im radośc życia, ze spraw drobnych by zamiast drewna krzyża widzieli piękno w starym drzewie przy drodze i jego gałęziach w słońcu. Łzy to nie wstyd i słabośc, ale czyste oczyszczenie, tę myśl też bym przekazała ludziom. Serum prawdy, mogłoby byc albo przekleństwem albo zbawieniem. Ale gdyby ludzie nie potrafili kłamac to może byliby skłonni do czynienia mniejszego zła by nie ranic ludzi, siebie i nie pakowac się w kłopoty, nauczylibyśmy się życ z konsekwencjami swoich czynów. Dbaj o bliźniego jak siebie samego. Troska i zauważanie siebie nawzajem w dzisiejszym świecie staje się rarytasem i luksusem.  Ale czy ideały też by nas nie znudziły? Czy człowiek nie jest tak skonstruowany by obok budowania panowało też niszczenie? Lubimy sobie tak nieświadomie bądź świadomie komplikowac życie, że nawet z tymi drobnymi zmianami jestem pewna, że znaleźlibyśmy inne punkty by dalej siebie obrażac, ranic.
Jeśli miałabym zbudowac Nam świat? Od czego bym zaczęła, jakie miejsca w Naszym świecie bym zamieściła?  Zacząc od miejsca naszego pierwszego dotyku, pocałunku, spojrzenia, zakochania? Od Twojego, mojego domu, miejsc wspólnych spacerów, każdej chwili? jaki świat stworzyc dla Nas by był tym, czego zawsze pragnęłaś? Czy chciałabym zmienic, coś cofnąc? Nie zmieniłabym niczego, bo to, co wczoraj kształtuje dziś. Nie byłoby jutra, bez tego, co było wczoraj. Zło się nie liczy tylko dobro jakie z niego wyszło, bo pozytywne emocje zawsze przewyższają te złe. Czy chciałabym tworzyc dla Nas świat we śnie, który nie istnieje? Oczywiście, że nie. Rzeczywistośc z Tobą jest o tysiąc nieb lepsza, za milion świetlnych lat będę za każde wczoraj, dziś i jutro z Tobą wdzięczna. Bez zbędnych udogodnień, zmian, tłumaczeń, popraw. Jeśli incepcja to tylko w filmie.

czwartek, 20 stycznia 2011

król czegokolwiek.


Są ludzie, którzy żyją z dnia na dzień, tak zajęci, że nie zastanawiają się nad sobą, ludźmi dookoła, nie analizują, nie przewijają w głowie taśm przeszłości i nie tworzą nowych na przyszłośc. Ci to mają szczęście. Większośc z nas jednak często zastanawia się nad tym: kim jesteśmy? Kim jestem? Jakie wady i zalety? Całe życie brniemy z pytaniem o sens życia na ustach. Tak się od paru dni zastanawiam: po co?
Jak to nie my decydujemy o tym, kim jesteśmy. To ludzie nas piszą. Widzą nas takimi, jakimi chcą, w najprostszych stwierdzeniach, najbardziej wygodnych definicjach. To oni myślą, że znają nas lepiej od nas samych. Każdego dnia spotykamy się z oceną. To obcego na ulicy, w tramwaju, w kolejce do lekarza, w pracy. Ocenia się nasz ubiór, sposób poruszania, mówienia, spojrzenia. Ale przecież dusza nie mówi ludzkim głosem, nie krzyczy, więc jakim prawem? Ale gdy nie ma się innej opcji to ocenia się nas po wyglądzie. Jako nauczycielka z oceną otoczenia spotykam się codziennie. Jak nie ze strony współpracowników, to ze strony uczniów. Ich spojrzenia nie są dyskretne, przeszywają na wskroś. Często przechodzę i potem oglądam się od góry do dołu czy jestem gdzieś brudna albo co, bo patrzą jakby nie wiem co chcieli zobaczyc. Może jednak właśnie to wnętrze? Chciałabym w to wierzyc. Dla nich jeden jest sportowcem, drugi pajacem, inna puszczalską, następna pustą, a jeszcze inna pieknisią czy kujonką. Przypinają sobie metki bez zastanowienia i troski o ludzkie uczucia. Zapominają, że mają dusze. Ale na nich przyjdzie jeszcze czas. Na mnie przyszedł, żeby przestac się tym przejmowac. Bo kto dał innym prawo mnie oceniac? Prześwietlac moje myśli i serce? Nikt tego nie potrafi. Ja tu nie tonę, nie ma nikogo do ratowania. Całe życie starałam się uszczęśliwiac i spełniac wymagania innych, czekałam na kogoś, kto powie, że czas dla mnie na moje decyzje. I takową podjęłam wbrew wszystkim i wszystkiemu.
Bo co jeśli moje życie może wyreżyserowac John Hughes? Co jeśli to nie szmira, dramat, może w końcu coś spokojnego. Pomieszanie komedii romantycznej z melodramatem kończący się monotonią na krześle, obok siebie, czytające swoją gazetę czy książkę, ale obok siebie? Co jeśli za moim oknem może ktoś stac z głośnikami i puszczac ulubioną muzykę w środku nocy jak John Cusack w Say Anything? Co jeśli moje życie mogłoby byc dobrą komedią z lat 80tych? "Klub Winowajców" to dopiero był film o nastolatkach, dawał do myślenia, nic w porównaniu do dzisiejszych. Co jeśli moje życie od teraz będzie tą romantyczną piosenką o prawdziwej miłości, a nie złamanym sercu i o tym jak rozpadam się na kawałki?
Co jeśli jestem szczęśliwa? czy to nie powinno się liczyc dla innych i tylko po tym powinni mnie oceniac? Bo kto uczynił z ludzi królów czegokolwiek, by wydawali surowe osądy?
Jestem władczynią własnego życia i wybieram Ciebie:)
Za jedną kroplę Ciebie oddam prawą dłoń, słuch, powonienie.

http://www.youtube.com/watch?v=CdqoNKCCt7A podróż w czasie:)

piątek, 14 stycznia 2011

trzykropek...

Spójrzmy na siebie. Biegamy w kółko. Ciągle w pośpiechu. Zawsze spoźnieni. Nazywa się to chyba wyścigiem szczurów, pogonią człowieka ku przyszłości i nowoczesności. Ale to czego najbardziej w świecie pragniemy to połączenie. Podczas wymijania, przebijania się przez pędzące tłumy wpadniemy na kogoś, kto wprawi nasze życie w zwolniony ruch. Jak na filmach. Wszyscy pragniemy dotyku. Chodzimy po ulicach, ocieramy się o siebie, wpadamy na siebie, nie czujemy. Prawda jest taka, że tak bardzo chcemy poczuc ten dotyk, że wpadamy na siebie z impetem, całą siłą, by poczuc cokolwiek. Oddziela nas od siebie metal, szkło, beton, telewizor, komputer. Tak jak w jednym z moich ulubionych filmów "Miasto Gniewu". Większośc z nas nie szuka taniej sensacji, nikt nie pragnie dramatu, chcielibyśmy komedii romantycznej albo chociaż melodramatu z happy endem. Dostajemy to, co nam się trafi. Chociaż niektórzy znajdują łącze. U niektórych zdarza się to od pierwszego wejrzenia bądź pocałunku, dla innych od pierwszego kliknięcia. Coś w środku krzyczy: to jest to! Ci to mają szczęście. Jak bohaterowie piosenek popowych. Dla większości z nas to nie jest tak romantyczne. To skomplikowane, zagmatwane. To kwestia właściwego czasu i utraconych szans. To możliwośc powiedzenia tego, co chcemy w odpowiednim czasie. Wielu z nas omija ten moment. To z nieuwagi, strachu czy braku wiary w siebie. Zamiast powiedziec to, co pragniemy najbardziej przemilczamy to albo wyrażamy trzykropkiem... Jakby w nim miała zawierac się cała prawda, którą boimy się wyrazic. Jeden emot bądź 3 kropki, to się nazywa nowocześnośc i postępowośc dzisiejszych dialogów. Interpunkcja stała się nośnikiem uczuc, a co z interrelacjami? Kiedyś miłośc to były piękne słowa zapisane w liście, dziś to sms albo status na facebooku. Czasami ludzie po prostu nie potrafią ze sobą rozmawiac, nie nauczyliśmy się tego. Tak jak ja z moją rodziną. Słowa czasami zawodzą, czasami nie przechodzą nam przez gardło, więc wolę kupic tacie i sobie piwo i posiedziec i pooglądac z nim snookera mówiąc o tym, że jednego dnia kupimy sobie taki stół. Mama ostatnimi czasy otwierała się przede mną coraz bardziej, opowiadała o swojej młodości, czego nigdy nie robiła. Nigdy nie wiedziałam jaką była nastolatką, jakie miała koleżanki, a dla mnie to fascynujące opowieści. Teraz znów się zamknęła. Milczymy w bólu, oglądając wiadomości, chociaż to dzieląc. I zamiast pójśc z nią pomilczec, a właściwie powiedziec jej co czuję, jak się martwię, jak tęsknię do złączenia, to siedzę tu i piszę o tym. Ciągle za czymś gonimy, może w końcu pewnego dnia to wszystko zwolni na moment, pozwoli się ułożyc, przeznaczenie dokona cudu i się z kimś połączymy. Może gdzieś w tym chaosie powstanie coś niespodziewanego, co popchnie nas do przodu, wstaniemy od tych komputerów i telewizorów. Gdy tak pomyślę, może wcale za niczym nie gonimy. Sztuką jest czuc, a nie udawac i chyba o to mi tutaj dziś chodzi. Kolejna karta książki mojego życia zapisana. Kończąc trzykropkiem...

środa, 12 stycznia 2011

splecione dusze.

Z racji, że zaczął się drugi etap konkursu i trwa do 20 stycznia to chciałabym poprosic osoby, które czują, że moje słowa, szczerośc czy otwartość zakuły ich kiedyś w serce by oddały na mnie głos:) Przy blogach o chorobach i tragediach ludzkich szanse mam marne, ale spróbowac chciałam:)
Ostatnio zadano mi tutaj pytanie co mnie tak naprawdę boli skoro mam pieniądze, dom, rodzinę i ludzi, piszących ciepłe słowa. Nigdy nie napiszę tutaj co boli mnie naprawdę, bo czyta to parę niepowołanych osób, które nie chcę by to wiedziały. Mimo uprzejmych próśb zaprzestania czytania wiem, że tego nie uczyniły, więc serdeczne pozdrowienia dla nich;)
Otóż ciepłe słowa, pieniądze, rodzina nie przytulą mnie w nocy. Nie złapią w połowie spadania, nie podadzą ręki, gdy upadnę. Nie jestem osobą, którą uszczęśliwiają materialne rzeczy, uszczęśliwiają mnie ludzie. Ostatnio w moim życiu ich mało, nawet tych tzw. „przyjaciół”. Moja rodzina na skraju załamania nerwowego, nic przyjemnego dookoła tak naprawdę.
Ale z racji, że uprawiam tu ekshibicjonizm emocjonalny to temat, który ostatnio nawiedza mnie przed snem to pocałunki. Wracają do mnie różne w snach, budzę się i potem myślę jakie były. Tyle ile osób na świecie, tyle różnych pocałunków. Namiętne, gwałtowne, dzikie, powolne, długie, krótkie, delikatne, brutalne. Zaczyna brakowac mi też seksu. Tak, nie wstydzę się tego powiedziec głośno. Gdybyśmy potrafili powiedziec sobie wprost czego nam brakuje bądź co po prostu lubimy, żyłoby nam się łatwiej i chodzilibyśmy mniej spięci. Zjednoczenia ciał, zespolenia dusz mi brak. Splecionych nóg, dłoni, języków. To nie tak, że chodzę i mnie nosi, bo nie mogę wytrzymac;) Po prostu brakuję mi połączenia. Nasza fizycznośc i zachowania w sytuacji intymnej często bywają mapą duszy. Po tym jak ktoś całuje, można wyczuc jego nastrój, to czy jest introwertyczny czy ekstrawertyczny, zły czy zadowolony, smutny. Język ciała powie nam co myśli głowa wcześniej niż jakiekolwiek słowo mówione. Wymyślanie wymówek by unikac bliskości to pierwsza oznaka rozpadu. Rozpadu uczucia, szczęścia, wierności czy lojalności. Zazwyczaj nie przynosi nic dobrego. Z racji, że język ciała nie jest ubrany w słowa, ignorujemy jego krzyk. Ignorujemy znaki, które pokazują, że zbliża się coś niedobrego. Boimy zapytac słowem co się dzieje, bo boimy się odpowiedzi, która zwali nas z nóg. Brakuję mi namiętności, nagości. W żadnym momencie nie jesteśmy przed sobą tak bezbronni, a zarazem odważni jak w łóżku, gdy pokazujemy każdy centymetr swojego ciała i duszy. Tego mi brakuję, poczuc czyjąś duszę pod sobą i nad sobą. Seks bez zobowiązań? Zastanawiam się czy jest dla mnie, miałam do takowego okazji parę niedawno. Świadomie bądź nieświadomie nie skorzystałam. Pójśc z kimś do łóżka i na drugi dzień udawac, że tej nocy nie było? To jedna z rzeczy na mojej liście: ciekawy co by było, gdyby… A więc, ciekawe czy potrafiłabym odłączyc duszę od ciała dla czystej przyjemności fizycznej. Jak myślicie?;) Przed chwilą usłyszałam bardzo proste, ale trafne i mądre zdanie: Orgazm kobiety zaczyna się w głowie. W mojej na pewno, nie odprężę się, nie oddam się, gdy oprócz pożądania, nie ma zaufania.