niedziela, 19 września 2010

osamotniony bieg.

obracałam się całą drogę
tak samo jak patrzyłam przez okno przez te ostatnie dni
ale Ciebie tam nie było i nie ma
Bo za mną nigdy nikt nie biegnie
i ja nie mam siły już biegac sama goniąc własne i osamotnione pragnienia miłości
miałam odpoczywac, a nie forsowac serce jeszcze bardziej
"Ja się nie zmienię"
a ja nie mogę pozwolic by znowu ktoś wyssał ze mnie wszystko, co dobre
tylko dlatego, że tak bardzo chcę kochac i byc kochaną
pierwszy raz podjęłam decyzję zdrowo-rozsądkową
co nie znaczy, że serce nie boli
że znowu dawałam i nie dostałam
nie mam siły na zabawę w miłośc.
Mówią, że złe rzeczy nie dzieją się bez powodu
ale żadne mądre słowa nie uśmieżą bólu
co mam niby powiedziec kiedy słowa grzezną mi w gardle, a z Tobą wszystko w porządku?
kiedy ja leżę z otwartymi oczami, a Ty nie masz problemu ze snem.
bo kiedy serce się łamie, łamie się nierówno.
od razu ogłosiłaś siebie wolną i nie starasz się, co utwierdza mnie w tym, że podjęłam dobrą decyzję.
Gdy mnie zaboli i zechcę wrócic tak jak teraz przez moje niskie mniemanie o sobie, to sobie to będę przypominac...

niedziela, 12 września 2010

Badaj się!

Nie wiem ilu z Was czyta Wyborczą, ale niektórzy pewnie się orientują, że prowadzą oni akcję "Leczyc po ludzku", który skupia się na chorych na raka. Zawsze śledzę i ostatnio przeczytałam dekalog Krauze, który walczy od paru lat z rakiem prostaty.
Pierwsze przykazanie brzmi mniej więcej tak : Badaj się - nie myśl, że jesteś nieśmiertelny, bo nikt nie jest. Uderzyło to we mnie choc to tak powszechna prawda, a tyczy się bardzo mojej rodziny. Gen raka jest u nas przekazywany z pokolenia na pokolenia. Spokojną starością nie umarł nikt, rak lub wypadek samochodowy. Zawsze sobie obiecuję, że prędzej skoczę z dachu niż umrę w takich męczarniach jak jedna czy druga babcia. Dlaczego by więc nie chodzic do lekarzy już teraz? Co z nami jest, żę tak bardzo się boimy tych badań? Ja ten strach mam zaszczepiony przez rodziców. Ja widzę, że oboje są już schorowani. Oni mają w sobie ten paniczny strach, że umrą tak samo jak ich rodzice. Ze któreś z nas będzie wtedy ich trzymało w ramionach, gdy oddadzą ostatni oddech. Tak się boję o nich, ale nie mogę przekonac do badań, ale z drugiej strony jak przekonac ich skoro sama bym pewnie się bała usłyszec wyników? Jedyny raz udało mi się przekonac mamę na mamografię, ale ile to trwało. I widziałam jej paniczny strach przed wynikami. Teraz widzę, że przyszła kolejna koperta z zaproszeniem na badanie. I leży nieotwarta..ze strachu..Dlaczego musimy zostac zaproszeni na takie badania? Czasami dopada mnie paniczny strach odbierający oddech, że moich rodziców pewnego dnia już po prostu nie będzie..i że będziemy wszyscy czuc się winni, że widzieliśmy, że coś nie tak, ale nie popchnęliśmy ich do lekarza. Bo jedno z przykazań mówi o wspieraniu. Pamiętam jak moja mama też bała się odwiedzic koleżankę, która umierała na raka, ale stwierdziła, że nigdy by sobie tego nie wybaczyła. Bo moja mama kochaną kobietą jest, całą tą wrażliwośc, łzy, uleganie innym odziedziczyłam po niej. Tylko moja mama zakrywa to pod dominacją mężczyzny i te wszystkie najpiękniejsze cechy, które czynią ją sobą schowała głęboko.
To, co chcę powiedziec, to że kocham moją mamę i boję się jej kiedyś nie miec.

czwartek, 9 września 2010

kwarantanna.

"Wątp, czy gwiazdy lśnią na niebie
Wątp o tym, czy słońce wschodzi
Wątp, czy prawdy blask nie zwodzi
Lecz nie wątp, że kocham ciebie."

'Co' i 'gdyby' to dwa niewinne słowa. ale gdy stają razem obok siebie,nabierają mocy, by prześladować Cię przez całe życie. Co gdyby?
Co gdyby?
Co gdyby?

Co gdyby miłosc wystarczyła za wszystko? czy wtedy wybrałabyś mnie?
Co gdyby nie istniało nic poza nami? czy byłabyś wtedy szczęśliwa?
Co jeśli nigdy mnie już nie dotkniesz, nie zobaczysz, nie usłyszysz?
Potrafisz z tym życ? Ja nie...

Jestem kimś, kogo łatwo się opuszcza, jeszcze łatwiej zapomnina.
Znów jestem tą, od której wszyscy uciekają.
Jak od zachmurzonego nieba i deszczu.
niech ktoś mi pomoże znaleźc przycisk "pauza",
Bo wszystkie myśli i wspomnienia przewijają się w mojej głowie jak stare taśmy.
Tęsknię do każdej sekundy, choc nie było ich tak wiele jak mogło byc.
A wydawały mi się już byc pewne wieczności.
Jakkolwiek to szalenie znów brzmi:
Uwierzyłam. naprawdę uwierzyłam.
Jak można tak po prostu odpuszczac? gdy dwie osoby się kochają i wyznają te miłośc, a potem z niej rezygnują? czy życie w pojedynkę naprawde jest prostsze niż we dwoje? czy teraz jest lepiej?
A może naprawde jestem zbyt męcząca by byc kochaną?
Ulatniająca się trucizna, więc lepiej objąc kwarantanną i odciąc od siebie.
Jednak...nigdy nie dowiesz się jak moje serce rozjaśniało i czyściło się od goryczy, gdy byłaś obok.
nie dowiesz się jak doceniałam troskę jaką mnie darzysz.
nie dowiesz się jak ceniłam Nasze wspólne noce i dnie. śmiech i łzy, a chyba zwłaszcza te drugie.
nie dowiesz się ile moja poduszka posiada śladów rozpuszczonego tuszu po tym jak powiedziałaś, że odpuszczasz...
samospełniające się proroctwo. tak bałam się sama zranienia, że sama zraniłam.
f u c k!
piękniejszych słów nie mogłam wypowiedziec
inaczej prosic byś nie odchodziła
płynęły prosto z serca
były świeże
niepowtarzane
tylko dla Ciebie
ale to wciąż za mało...

Odcinam się od świata. rozpacz zakrywam uśmiechem przed bliskimi, ale głęboko...pozwalam sobie na ubolewanie, a nie uciekanie od niego. ja nie chcę przestac kochac. nigdy. nie przestac wierzyc, że miłośc jest wszystkim, a bez niej rzeczy i życie mają mniejsze znaczenia. poki żyję i moje serce biję będę walczyc o te przekonanie. o Ciebie, póki nie stracę sił.

wtorek, 7 września 2010

odkrywanie.

"posiadanie dzieci przypomina odkrywanie nowych, niezwykłych pokoi w domu, w którym mieszkało się całe życie"

Wraz z początkiem roku szkolnego i poznaniem gromadki nowych dzieci ten temat do mnie wraca. Może nie każdy widzi w dzieciach niewinne i kochane istoty, które same nas coś uczą, pomagają odkrywac, czasem czuję jakbym odkrywała świat z nimi. Pierwszaki oprócz nauki potrzebują jeszcze dużo opieki wokół siebie ,a ja kocham ją dawac, gdy widzę, że któreś dziecko ma z czymś problem. Jest mała Klaudia, malutka, drobniutka, małe okularki, wygląda jak mała profesorka i jest tak grzeczna i słodka, że tylko ją tulic:) Dziś popłakała się, bo nie wiedziała jak trafic na lekcję informatyki. Jak durnie to zabrzmi, lubię takie chwile, w której dane mi jest uspokoic jakieś dziecko, zaprowadzic, pomóc niesc ciężki plecak, bo jej, uwierzcie, ważył więcej i był większy od niej:) Widziec ich późniejszy uśmiech i uspokojenie jest najbliższą formą macierzyństwa jaka mi jest dana. Wczoraj starsze dzieciaki czarnoskórego bohatera książki nazwali "makumbą". Dostały za to niezły wykład, tak samo jak nie powinny się wyzywac od Żydów, nie powinni obrażac nikogo ze względu na ich odmiennośc. Nawet jeśli dotarło to tylko do 5 zamiast 25 uczniów, dla mnie zawsze warto zwracac na takie rzeczy uwagę. Więc pierwsze dni pracy pozwalają mi odkrywac. Gdy zadaję dzieciom pytania, sama na nie odpowiadam, wspominam, analizuję, pracuję z nimi. Gdy słyszę od zadowolonych rodziców, że ich dzieci po powrocie do domu mówiły tylko o pani od języka angielskiego czuję, że dobrze wykonuję moją pracę:). Oby ten rok obfitował w tak beztroskie i pełne ciepła dni jak te pierwsze. Oczywiście zdarzają się już przypadki, że wyprowadzają mnie z równowagi aż chce się przeklnąc, ale tylko spokój może nas uratowac:)

Wczoraj obejrzałam też nieziemsko dołujący, ale piękny film o macierzyństwie. Bo właściwie film jest o tym, jakie macierzyństwo może byc ciężkie, a raczej niemożnośc posiadania dzieci i nieprzerwana walka o to by je miec. Zdanie proste, acz dobitne dla takich osób, gdy mowa o adopcji i całym tym skomplikowanym procesie, w moim wolnym tłumaczeniu:

W tych czasach wszystko jest ocenianie i poddawanie analizie, macierzyństwo powinno byc prostsze niż to wszystko.

Bo w tym filmie każda matka walczy o dziecko. Czy też utracone, czy jeszcze nienarodzone. I każdą z bohaterek ta walka zmienia. Ja wiem, że nie mam wielce jak walczyc w Polsce, dlatego zadowalam się swoją pracą i dialogami z dziecmi. Pytaniami typu: jakie święto lubicie najbardziej i dlaczego, wasza ulubiona zabawka, zajęcie?

Moje ulubione święto to Boże Narodzenie, nie przez prezenty, bo ich od dawna nie dostaję, ale dlatego, bo rodzina się zbiera, mogę zjesc barszcz z uszkami i poczuc tą jędyną w swoim rodzaju atmosferę ciepła nawet jeśli za oknem śnieg.

Ulubiona zabawka z dzieciństwa? W ten sposób dzieci dowiedziały się, że ich pani była chłopczycą, bo wolała klocki Lego, pistolety, samochody i latanie po drzewach:)

A wy? jakimi byliście dziecmi? :)

http://www.youtube.com/watch?v=H87uMXAQzjc

Film nosi tytuł "Mother and child" i dla tych, którzy lubią poświęcic wieczór na dobre kino, polecam :)

niedziela, 5 września 2010

inspiracja.

Ludzie czasami wydają się byc trucizną, która wchodzi Ci w krew. Im bardziej chcemy ją wypłukac ze swojego organizmu, by znów poczuc oddech wolności tym gorzej czuje się nasza dusza. Moja podświadomośc płata mi figle. Bawi się ze mną i męczy.
Włożyłam ją do małego pudełka. wcisnęłam głęboko i uczyniłam bezwartościową i nieistotną, by miec spokój w sumieniu. i gdy już mi się wydaję, że wypłynęłam po drugiej stronie brzegu, dowiaduje się o jej kolejnych niezrównoważonych akcjach. przekonałam się dobitnie, że z nią jest coś nie tak i mogę kompletnie zamknąc ten rozdział. teraz istnieje coś innego. ja się po prostu boję. boję się, bo nie wiem co ona może zrobic. boje się, że może narobic bałaganu w mojej pracy, w moim życiu, rodzinie. że ona jeszcze wróci i zniszczy mi życie. gdy śpię, nawiedza mnie w koszmarach i prześladuje swoją osobą już nie tylko w życiu, ale jak trucizna przebija się też w moje sny i podświadomosc, nieważne jak bardzo chce ją z siebie wyprzec.
Moim jedynym lekarstwem będzie czas. wiem to. znosiłam już tak wiele i czas zawsze pomagał. przyjdzie dzień kiedy to wszystko ucichnie, a ja obudzę się z uśmiechem, a nie kolejną obawą.
Chodziłam kiedyś  z podniesionym czołem.
wtedy pojawiła się A. i odebrała mi z 5 cm.
potem odeszła I. i zabrała ze 2 cm.
zraniłam L... a teraz zniszczyła mnie N. i odebrała kolejne 5 centymetrów.
Każde to upokerzenie sprawia, że maleję. Więc tak, boję się kolejnego cierpienia, bo kolejna osobista porażka utnie mi tym razem kolana.
To co naprawdę chciałam opisac to moje uzależnienie i lekarstwo jednocześnie. Paradoksalnie.
Jestem uzależniona od świata filmu i seriali. Zwłaszcza od jednego. Chirurdzy. To on zainspirował kolejną notkę. Oglądam go teraz po raz kolejny. Powtarzam sobie 5 serię, bo jest pełna inspirujących sytuacji i słów. Kocham do niego wracac. Dlaczego? Może to się wydawac banalne i niskie. Jednak w każdym z tych bohaterów widzę częśc siebie. Jednego dnia jestem ciemna i pokręcona jak Meredith. Innego jestem zamknięta w sobie z podniesionym czołem jak Cristina. Innego dnia mam ochotę beczec i wylewac serce jak Izzie. Wszyscy ci bohaterowie są w jakiś sposób złamani i walczą każdego dnia nie tylko o życie innych, ale i też o swoje. Nie zawsze wygrywają, ale swoimi walkami inspirują moje. wywołują śmiech i łzy.
ludzie mówią, że jestem wrażliwa, bywam wręcz nadwrażliwa, złośliwi mówią, że przewrażliwiona.
Wczoraj jadąc samochodem widziałam kotka bez jednej łapki, który kulał. Odruchowo krzyknełam: o jeju biedny kotek, i miałam ochotę stanąc i go przytulic i wziąc do siebie. zawsze mam ochotę naprawiac każdą złamaną istotę.
czasem zapominam o sobie. czasem robię to świadomie, bo czasami lepiej zając się kimś innym, byle nie sobą.
Jeszcze 2 lata temu myślałam, że nie znoszę kawy, dziś patrzę w gorący kubek kawy i zachwycam się jej zapachem i smakiem.
Zawsze można coś zmienic w życiu.
I macie rację, każdy ma swoje głębokie wnętrze. Każda szara myszka. niektórzy z tym wnętrzem są pogodzeni, a inni walczą każdego dnia.

Kończąc słowami z Chirurgów:

" Kości się łamią 
Organy pękają 
Tkanka się rozdziera 
Możemy zszyć tkankę, naprawić szkody, uśmierzyć ból... 
Ale kiedy życie się nam rozpada, 
Kiedy MY się załamujemy...
Nie ma w tym nauki, nie ma twardych reguł.
Musimy wyczuć naszą drogę po omacku "

sobota, 4 września 2010

z dnia na dzień.

zaczął się nowy rok szkolny, dla mnie nowy rok.
zwykle wakacje były okresem depresyjnym, wprawiającym mnie w nadmierne, żałosne kontemplowanie nad swoją marną egzystencją bez żadnych sukcesów.
Tymczasem okazało się, że jestem jedyną nauczycielką, która przyszła przygotowana na swoje lekcje, coś powycinałam, pokolorowałam, namalowałam. dzięki czemu nowi uczniowie mnie pokochali, a starzy chcieli tylko przytulac.
Zgłasza się Alicja i pyta: ja mam tylko jedno pytanie, czy mogę panią przytulic? oczywiście, że tak. przytuliła mnie gromadka dwudziestu. serce się rozpłynęło.
ale sympatie mają swój koszt. często przypłacany krzykiem i brakiem głosu. bo u dzieci sympatia nie idzie w parze z ciszą i szacunkiem. nad tym ciągle pracuję. mimo wszystko mam chęci się ulepszac. a to już chyba coś.
dziś pożegnałam przyjaciółkę , która wyleciała na rok do francji, jak na nauczycielkę nauczania początkowego przystało zrobiłam jej kartkę wyrobioną z głębi mojego serca. wcześniej poszłam sobie po piwko i popcorn i obejrzałam coś dobrego. wracając zauważyłam moją sąsiadkę. widzę ją często. nie wiem nawet jak ma na imię. wiem, że jest ciut starsza ode mnie i pracuję w papierniczym. wiem, że jest typową szarą myszką. wiecznie nosi kitkę, nie maluje się, nie ubiera się wyzywająco ani drogo. wiem, że jest nieśmiała i zawsze uśmiechnięta w pracy i że nie ma nikogo. widzę ją jak wraca późno z pracy z głową przechyloną na bok z siatką w ręku. I zawsze zadaje sobie pytanie : czy ona tyle się nad sobą zastanawia? może jest po prostu szczęśliwa i nie potrzebuje oceny i akceptacji  innych? ani uwagi mężczyzn? jej uśmiech wydaje się jakby wystarczył jej za wszystko.
czasami myślę, że chciałabym wieśc takie proste życie. po prostu. z dnia na dzień.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Life is wasted on people.


"Kiedy rozum zdolny jest pojac,co sie wydarzylo,rany w sercu sa juz zbyt glebokie"...?!

wysyłasz niepodpisane smsy jak dzieciak i potem się do nich nie przyznajesz
teraz żałujesz?
Ja Ci mówię: pierdol się!

nie mam nic więcej do powiedzenia
Ludzię są żałośni.
Life is wasted on people.
Tracę życie, uczucia, pieniądze, całą siebie na ludzi. For what?
Za co? za nic!
Za cholerną złosc, zgorzkniałosc głęboko w przełyku, flakach i naiwnym sercu.

sobota, 14 sierpnia 2010

Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi...

Siedzę z laptopem na kolanach w nie swoim pokoju, ale czuję się jakbym była u siebie.
Jakby to mógł byc mój dom, jeśli tylko pozwolę siebie kochac miłością na którą naprawde zasługuję.
Bo dziś wstała, poszła do sklepu i zrobiła mi śniadanie, a teraz siedzi w pracy, a niedługo jadę po Nią i idziemy na grilla. Wysprzątałam jej mieszkanie, bo lubię robic coś dla kogoś..
Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi...
Bo cierpię właśnie na pewną przypadłośc.
Tęsknię i maniakalnie myślę o ludziach, którzy zranili mnie najbardziej
Za tymi, którzy traktowali mnie bardziej przedmiotowo, jako dodatek do swojej osoby niż jako partnerkę.
Tak jakbym miała zakodowane, że nie zasługuję na nic lepszego i dobrze czuję się tylko w związku, w którym to ja daję więcej i kocham bardziej, bo wtedy nie mam sobie nic do zarzucenia.
Czy to faktycznie prawda, co powiedziała moja dobra blogowa koleżanka:), że właśnie takie jesteśmy?
Ze łatwiej byc w takim związku, bo wtedy nie żyjemy w wyrzutach sumienia, że ktoś daje nam wszystko, a nam to nie starczy i cały czas myślimy o kimś innym?
Możliwe, że mam szansę na coś wyjątkowego i prawdziwego.
Na kogoś, kto będzie kochał miłością jaką sobie wymarzyłam
Będzie patrzył i dotykał ze szczerością
Gdy ostatniego wieczoru tak na mnie patrzyła, wzdychała, a ja w powietrzu mogłam poczuc, że w jej oczach jestem kimś wyjątkowym, to się popłakałam. Nie mogłam przestac...
A ja nie mogę się przestac bac, że ja nie pozbędę się tej części siebie, która nie potrafi tego przyjąc, bo nie jest do takiego stanu rzeczy przyzwyczajona.
Ale obiecałam sobie tym razem przestac.
Przestac tęsknic do ludzi, którzy wyrwali mi serce, by zniszczyli szansę na prawdziwe szczęście
Dziś idę na grilla z kimś, kto bardzo chce bym tam była i poznała bliskie osoby.
I ja bardzo chcę tam byc
Może to początek czegoś dobrego...

sobota, 7 sierpnia 2010

złamane istoty.

Kiedyś oglądałam film Winged Creatures, który opowiada o tym
jak strzelanina wpływa na grupę ludzi, którzy byli jej świadkami i ją przeżyli
to tramautyczne przeżycie wpływa rozmaicie na każdego z bohaterów
jedni milkną
inni wierzą, że są wybrańcami losu
inni zwracają się ku Bogu
jeszcze inni nie potrafią o tym mówić i zamykają się w sobie wprowadzając w obłęd
inni skupiają się na paru szczegółach, które widzieli podczas strzelaniny
ptak, krzyż, szczęśliwa siódemka
i to sprawia, że sama się zastanawiam
jak każda trauma i cierpienie wywołuje u ciebie falę uczuć
od nienawiści, złości, poczucia niesprawiedliwości, po spókoj, pogodzenie, może nawet wybaczenie
bo, gdy ja cudem uniknęłam wypadku
adrenalina czy zdolnosc działania szybko w stresie, że nie uderzyłam w tamto drzewo, w tamten znak i samochód tylko wylądowałam w rowie
długi czas zastanawiałam się nad tym
dlaczego ja?
dlaczego ja?
czy to ma jakieś znaczenie?
dlaczego ja żyję, kiedy inni umarli?
czy to zachodzące wtedy słońce było Bogiem, który sprawował nade mną piecze?
tak samo jak ci bohaterowie nie mogłam, nie potrafiłam z nikim podzielić się tym co we mnie
czy każdy z nas ma jakiś plan?
gdzieś tam dla nas zapisany
czy to my sami go tworzymy swoimi iluzjami i przypuszczeniami?
szukamy czegoś, co nami rządzi, by życie bolało mniej
więc patrzymy na motyla, słuchamy śpiewu ptaka, szumu wiatru i się zastanawiamy czym to wszystkim jest
czy wszystko ma swoje ustalone znaczenie i wartość od początku istnienia czy to my tą wartość przypisujemy, czasem wyolbrzymiamy, by wytłumaczyć sobie nieszczęścia, które nas napotykają?
ja wiele takich wymówek w swoim życiu szukałam i się do nich odwoływałam
zadawałam wiele pytań
dlaczego akurat ja? dlaczego akurat my?dlaczego akurat ty?
gdy zmarła babcia
parę miesięcy później odeszła następna
i tego samego roku Rafał zginął w wypadku
nie dostałam się na studia za pierwszym razem
odeszła ode mnie największa miłośc
wszystko tego samego roku
co to miało wszystko znaczyć?
to,co to ze mną zrobiło nikt nie jest w stanie ogarnąć, bo każdy wszystko przeżywa na swój sposób
wiem jedno
że ludzi w tym filmie rozumiem
rozumiem ich potrzebę uciekania się do czegoś, by na nowo odnaleźć sens życia kiedy jakaś trauma nam udowodniła jego bezsens

Mówi się, że człowiek powinien uczyc się na błędach, wyciągac wnioski na przyszłośc
jesteśmy tylko ludźmi i zawsze powielamy schematy
Zresztą, ja już nie chcę się uczyc
Chcę wieczności z kimś u boku. Takie nic, a tak wiele. A może miłośc jest jedną z najmniej trwałych w wieczności i szukamy nie tam, gdzie trzeba?

Pain is something that forces us to grow,
Maybe I don't want to grow...

piątek, 6 sierpnia 2010

"ja sobie sam poradzę, mam dośc swoich marzeń"

"the world is too fragile for people to be untrue,
there's too much at stake and life is too short for lies
and you're the worst kind of person in the world cause you've wasted my heart, my time..."

ilu osobom mogłabym to powiedzieć, ile osób mogłoby takie słowa wymierzyć we mnie?
właściwie to nie pytanie, to stwierdzenie.

bo tak, świat jest zbyt delikatny na bycie nieszczerym
za dużo mamy do stracenia, a życie jest za krótkie na kłamstwa
i taka osoba jak N. jest najgorszą osobą na świecie, bo zmarnowała moje serce i czas.
Nie rozumiem jak mogą tacy ludzie istniec
Nie pojmuję, że istnieją tacy jak ja, którzy się na to nabierają
Dlatego nadal dopadają mnie momenty takiej złości jak ta
jestem nieziemsko wkurzona na nią
za to, że chodzi, oddycha i istnieje i to w moim mieście i moich lokalach i śmie witac się z moim rodzeństwem
że to ja muszę się zmierzac z upokarzającym pytaniem matki i brata : dlaczego N. się już nie pojawia? czemu nie była na ślubie i nawet telegramu nie wysłała?
I to ja muszę wymyślac upokorzający mnie powód, dlaczego nagle zniknęła, dlaczego nie będzie się już pojawiac i z jakiego niby powodu przestałam ją lubic i nie jestjuż moją "Znajomą"
to, zamiast prawdy.
Jednak staram się nie dac nienawiści, by jeszcze ona mnie nie zniszczyła. Ostatnio śniłam jak spotykam ją w pubie i rzucam nią o ścianę i po prostu sprawiam fizyczny ból.
Nie chcę stac się jeszcze bardziej zgorzkniała przez kogoś, kto nawet nie zasługuję na uczucie nienawiści i jakąkolwiek uwagę.
Wystarczy, że straciłam zaufanie do ludzi i ich słów, wiarę w wielkie czyny, gesty i uczucia i teraz muszę małymi kroczkami uzdrawiac siebie sama.
I tak jestem z siebie dumna jak spędzam te wakacje. Normalnie, corocznie miałam tzw. wakacyjną depresję. za dużo czasu równało się zbyt częstemu rozważaniu na temat swojej płaskiej egzystencji. Tego roku staram się z niej korzystac. Wychodzic ile się da, usmiechac ile się da. Choc nigdzie nie wyjechałam, oszczędności wydałam na wesela, to było warto, bo daaawno się tak nie bawiłam.

Jesteśmy skazani na tęsknoty naiwnego serca
wypijemy tą śmiertęlną kroplę
i będziemy kochac aż zaczniemy krwawic
a potem znowu rozpadnę się na kawałki

Więcej niż pewne, że znowu zatracę się kiedyś dla kogoś i będę cierpiec, albo to ja tym razem kogoś zranię...